Dyktat czarnej dziury

Dyktat czarnej dziury

Dodano:   /  Zmieniono: 
Porozumienie między związkami zawodowymi PKP a rządem, to jedynie zawieszenie broni, po którym za kilka miesięcy obie strony wrócą do nierozwiązanych problemów.
O PKP wicepremier, minister gospodarki i pracy, Jerzy Hausner mówi, że to trzecia obok górnictwa i służby zdrowia czarna dziura w budżecie państwa. Ma rację. PKP działa w myśl zasady: nie martwmy się o wynik - państwo zawsze zapłaci. Ponieważ po raz kolejny okazało się, że państwo rzeczywiście zapłaci, to ignorowanie ekonomicznych realiów będzie nadal w cenie.

Pieniądze z budżetu, to dotacje nie do kolei, a do kolejarzy. W PKP przerost zatrudnienia wynosi około 60 tys. osób! Pracownicy mają przywileje (praktycznie darmowe bilety), których koszt szacowany jest na 100 mln zł rocznie. Koszty działalności związków zawodowych , to blisko drugie tyle. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia kolej dawno powinna być już bankrutem. Niestety PKP, podobnie jak kopalnie, mają taryfę ulgową - gdyż są "przedsiębiorstwem użyteczności publicznej".

Na całym świecie państwowe koleje mają problemy. Uzdrawianie ich to bardzo trudny i żmudny proces, głównie dlatego, że kiedy budowano linie priorytetem nie był rachunek ekonomiczny, ale np. strategiczny (komunikacja dla wojska) czy społeczny (zapewnienie transportu do odległych miejscowości. Ugięcie się przed szantażem związków zawodowych nie załatwi żadnego problemu. Za kilka miesięcy znów trzeba będzie obiecać kolejne pieniądze, które znikną w "czarnej dziurze" lub... wreszcie powiedzieć NIE - i zacząć w PKP racjonalną gospodarkę.

Jan Piński