Koniec talk-show

Koniec talk-show

Dodano:   /  Zmieniono: 2

Kategoria:„rozrywka, talk-show”. Dozwolone od lat 12. Takie informacje komputer jednego z dystrybutorów sygnału telewizyjnego przyporządkował debacie przedwyborczej kandydatek na premiera. Od dzisiaj – już po wyborach – wszystko jest na poważnie i tylko dla całkiem dorosłych. Jedni wieszczą trzecią falę kryzysu, przerażeni śledzą słupki w Chinach, inni piszą książki o końcu Unii Europejskiej. Putin igra w Syrii z całym Zachodem, aż strach pomyśleć, do czego może doprowadzić nieopatrzny incydent w powietrzu, na który zareagują natowscy sojusznicy Turcji.

Nietrudno być prorokiem: może być gorzej. Jak na tego rodzaju sytuację polityki zagranicznej w kampanii było tyle co kot napłakał: w 2014 r. przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego kluczową kwestią kampanii była Ukraina; przy okazji wyborów prezydenckich Andrzej Duda jeszcze jako kandydat próbował na ten temat mówić, szybko jednak okazało się, że sprawy międzynarodowe nie rozgrzeją do białości polskich wyborców.

Kampania parlamentarna ostatnich tygodni to jeden żelazny temat: uchodźcy. Cokolwiek by kto mówił, trzeba nauczyć się z nim żyć: jeśli nawet żaden uchodźca nie wybiera się dzisiaj nad Wisłę, to temat pozostanie gorący przez najbliższe lata. Ktokolwiek by premierem został, musi mieć plan działania i układania się wokół kwestii uchodźców z politykami w Unii. Szczególnie że nad nowym rządem jak miecz Damoklesa zawisł temat drugiego Gazociągu Północnego, a tu bez sojuszników ani rusz. Nasi partnerzy z Zachodu przyjęli dobrze znaną nam taktykę: ministrowie będą mówić „to nie ja”, a wspierane przez nich firmy będą lać beton do morza i układać kolejne rury. Szkoda, że pani premier Ewa Kopacz nie zapytała Ludwika Dorna, który odnalazł się teraz w PO, jak to było przy pierwszym Nord Streamie: ówczesne gabinety Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego protestowały przeciw budowie i miały szczegółową strategię, jak jej zapobiec, a koordynował ją w części właśnie Ludwik Dorn. To Marcin Libicki, wówczas polityk PiS, miał na swoim koncie największe sukcesy w walce z NS w Parlamencie Europejskim.

Jednak nawet dobra strategia nie dała efektu: skuteczniejszą okazała się gra Gazpromu z zachodnimi koncernami, ciuciubabka energetyczna Komisji Europejskiej i ciche wsparcie rządów w Unii.

Gazociąg będzie idealnym punktem podkręcania różnic pomiędzy Polska i Niemcami. Jak przy pierwszym Nord Streamie także i teraz nie widać, byśmy mieli szanse na pozyskanie w tej sprawie poważnych sojuszników w regionie, a cała nasza polityka wschodnia i europejska zależy w znacznie większym stopniu niż przed laty od Berlina. Słowem kolizyjny kurs z Berlinem w energetyce zaszkodzi zapewne relacjom w innych dziedzinach. Jeśli do tego Angela Merkel nie przetrwa kryzysu we własnej partii w Niemczech – przyjdzie kto inny, wygląda na to, że mniej przychylny Polsce. Nawet krytycy Merkel nad Wisłą mogą za nią zatęsknić w trudnych czasach. A tymczasem u nas po wyborach: koniec talk-show. ■

* Historyk, publicysta, pracuje w ISP PAN

Więcej możesz przeczytać w 44/2015 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także