Wprowadzenie ustawy o biopaliwach, tylko dla rzekomego uratowania rolnictwa, jest tak samo mądrym pomysłem jak odgórny nakaz ogrzewania wszystkich mieszkań węglem kiepskiej jakości.
Pierwszą ustawę o biopaliwach zawetował prezydent, uzasadniając to faktem, że jest ona bublem prawnym nie wytrzymującym krytyki. Drugą do kosza wyrzucił marszałek Sejmu Marek Borowski, bo okazało się, że w toku prac nad ustawą ktoś dopisał do niej słowa zmieniające sens jednego z przepisów. Unieważnienia trzeciej ustawy chce Rzecznik Praw Obywatelskich. Dlaczego?
Odpowiedź jest oczywista: podobnie jak poprzednie projekty, narusza ona prawa konsumenta. Chroni tylko i wyłącznie interesy producentów biopaliw! Określa jedynie minimalny poziom biokomponentów w paliwie, a nie podaje górnych limitów. Tymczasem producenci aut mówią wyraźnie, że silniki samochodów uszkodzone przez biopaliwo nie będą naprawiane w ramach gwarancji. Będzie więc można legalnie sprzedawać produkt wątpliwej jakości! Trybunał Konstytucyjny najpewniej podzieli zastrzeżenia RPO. Może wtedy dotrze wreszcie do rządzących, że jeśli biopaliwa są tak doskonałym i opłacalnym pomysłem, to nie trzeba ich wprowadzać siłą. A jeżeli jedynym ich uzasadnieniem jest postawienie na nogi rolnictwa, to należy oficjalnie o tym napisać.
Jan Piński