Podniebna taniocha

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy można wozić samolotem pasażera za 15 euro do Londynu i na tym zarabiać? Nie! Tani przewoźnicy oferujący tak niskie ceny dopłacali do interesu, aby przyciągnąć klientów (stosowali dumping!), lub korzystali z dotacji. Teraz ceny kształtują się na rozsądnym a nie tanim poziomie.
"Tani" przewoźnicy m.in. korzystali z dotacji władz regionów zainteresowanych przyciągnięciem turystów. Ta ostatnia praktyka, która pozwalała Ryanair, największej europejskiej taniej linii, oferować superkorzystne ceny biletów, została przez Komisję Europejską uznana na początku roku za niezgodną z prawem pomoc publiczną. Dla zwykłego konsumenta oznacza to koniec biletów po 15-20 euro i początek płacenia 60-80 euro za przelot w jedną stronę (takie średnie, a nie promocyjne, ceny zapowiada większość tanich linii wychodzących na polski rynek).

Tanie linie mogą bowiem oszczędzać tylko na personelu, posiłkach i korzystać z tańszych lotnisk. Jednak z tańszych lotnisk trzeba dojechać do centrum miasta. W praktyce oznacza to, że taniej niż za 300 zł nie da się dolecieć z Warszawy do żadnej europejskiej stolicy. To jednak na tyle atrakcyjna cena, że zmusza ona klasyczne linie lotnicze, jak np. polski LOT do zbijania kosztów i oferowania znacznie tańszych biletów i lepszej obsługi. Tanie linie, mimo, że nie będą tak tanie jak się początkowo wydawało, spowodowały znaczną obniżkę cen biletów klasycznych linii - i to na tyle, że można śmiało LOT zaliczyć do tanich linii, choć nie oferuje przelotu za 50 zł. Walka o klienta może zakończyć się tylko w jeden sposób: wszystkie linie będą tanie!

Jan Piński