Nie wierzyć szantażystom!

Nie wierzyć szantażystom!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Lepszy haniebny pokój od honorowej wojny - taka zasada działała (lepiej lub gorzej) jeszcze do niedawna. Niestety, dziś, przyjmując warunki haniebnego pokoju z terrorystami, fundujemy sobie tylko wojnę.
Historia ostatnich kilkunastu lat pokazuje dobitnie - terroryści wszelkiej maści, występując pod hasłami walki narodowo-wyzwoleńczej, nie dotrzymują własnych obietnic dłużej niż tyle, ile czasu im wystarczy by odnowić arsenał "żywych bomb" i dalej zabijać.

Izraelczycy wielokrotnie prowadzili negocjacje z Palestyńczykami, ale ich skutek pozostawał jeden - to kamikadze się cieszyli z kolejnych porozumień bo to im tylko ułatwiało dostanie się do Izraela i dokonywanie samobójczych zamachów w autobusach i kawiarniach. Rosjanie chcieli kupić pokój w Czeczenii podpisując w 1996 r. układ pokojowy, a otrzymali po trzech latach kolejną wojnę w Dagestanie. Wycofanie się międzynarodowych sił pokojowych z Somalii ostatecznie pogrążyło ten kraj w niekończącej się anarchii i wojnie. Krwawa jatka w byłej Jugosławii zakończyła się dopiero po wprowadzeniu wojsk dowodzonych przez NATO zamiast "pokojowych" jednostek ONZ (na oczach których odbyła się masakra m.in. w Srebrenicy).

Terroryści są silni i pokonać ich można tylko siłą. Negocjacje może prowadzić ten czy inny formalny "przywódca", który zadziwiająco szybko, bo już po pierwszych kolejnych zamachach, oświadcza, że nie ma na nic wpływu - po co więc tracić czas na takie rozmowy? Politycy jednak boją się radykalnych działań - wszak terroryści grożą, że po śmierci tego czy innego prawdziwego przywódcy dopiero pokażą na co ich stać, a takiej ceny nie chce płacić żaden prezydent. Tymczasem Izrael zabijając po kolei dwóch szefów Hamasu nie zniknął z powierzchni ziemi. Kto więc zapłacił za terror? Właśnie prawdziwi szefowie zamachowców, którzy już nie mogą czuć się bezpieczni w Palestynie. Ale na razie czują się bezpiecznie w Iraku - chce się wierzyć, że tylko do czasu. Uciekając z pola walki tylko damy im więcej wiary we własne siły z którymi uderzą w nas znowu i znowu.

Sergiej Greczuszkin