Gdyby organizatorzy procesów norymberskich wyznawali zasady dzisiejszych sądów rosyjskich, w ławach przysięgłych po II wojnie światowej zasiedli krewni funkcjonariuszy partii narodowo-socjalistycznej, którzy zapewne jednogłośnie by uznali, że oskarżeni jedynie wykonywali rozkazy nieżyjących już wówczas Hitlera czy Himmlera. Po takim werdykcie Goering by przeszedł na wojskową emeryturę, zaś Ribbentrop został wykładowcą na uczelni dla przyszłych dyplomatów. Na szczęście nie zaufano "głosowi ludu" i zbrodniarze byli osądzeni jak zbrodniarze.
Zaledwie trzy tygodnie wcześniej inna rosyjska ława przysięgłych uznała młodą Czeczenkę za terrorystkę, choć nie dokonano zamachu - niedoszła kamikadze w ostatniej chwili zrezygnowała z zamachu i oddała się w ręce milicjantów. Zwykli ludzie uznali za zbrodnię czyn niepopełniony, a inni popełnioną zbrodnię uznali za niezasługującą na karę. W ostatnich badaniach socjologicznych wyszło, że ok. 13 proc. Rosjan potrzebuje pomocy psychologów i psychiatrów - czyżby rosyjskie sądy wybierały na przysięgłych osoby "z zaburzeniami"?
Sergiej Greczuszkin