Wojna o Belkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Marek Belka przypomina Ravaillaca - mordercę Henryka IV, zwanego Wielkim (tego od "Paryż wart jest mszy"). Nie ze względu na swe mordercze skłonności, ale raczej na sytuację, w jakiej się znalazł. Ravaillac zakończył swój nędzny żywot rozerwany przez konie. I Belka jest teraz rozrywane, tyle, że przez dwie słabe raczej chabety: zdychający SLD i raczkującą Partię Demokratyczną.
Ale i on może marnie skończyć. Porzucenie SLD oznaczać będzie kłopoty tej formacji, ale i samego Belki. Łódzki ekonomista zakotwiczony jest w postkomunistycznym układzie interesów i powiązań. Jego zdrada wywoła furię polityków lewicy i środowiskowy ostracyzm.

Tej furii trudno się zresztą dziwić. Wszak kreatorzy Belki - przede wszystkim Krzysztof Janik i Aleksander Kwaśniewski - widzieli w nim człowieka, który uratuje SLD, zjednoczy lewicę i zawalczy o prezydenturę. Zamiast tego, Belka odegra rolę Brutusa, który wbija swemu mecenasowi nóż w plecy.

Batalia o Belkę, przeciąganego między PD i SLD pokazuje miałkość polskiej sceny politycznej. Belka jest technokratą do wynajęcia, politykiem nijakim, bez charyzmy i poglądów. Nie ma w sobie nic, co w demokratycznych systemach stwarza przywodcę państwowego. A jednak szanse dla siebie widzą w nim dwie liczące się partie.

Uwierzyły, że to prawdziwy lider, bo same go lansowały. Wierzą, bo wiara nie jest racjonalana. - Credo quia ineptum ("Wierzę, bo to niedorzeczne") - pokazywał istotę wiary Tertylian. Kłopot w tym, że wiara politykow to za mało. Polacy traktują Belkę obojętnie, bo to facet którego nie ma. Dziwna to cecha, jak na premiera.

Igor Zalewski