Kontrowersje wokół edukacji zdrowotnej narosły jeszcze przed oficjalnym wprowadzeniem tego przedmiotu do polskich szkół. Ostatecznie zajęcia są realizowane w trybie nieobowiązkowym i uczestniczy w nich ok. 30 proc. uprawnionych uczniów. Jednym z elementów programu jest sfera dotycząca seksualności człowieka.
Burza wokół edukacji zdrowotnej. MEN szykuje się na kompromis?
Konferencja Episkopatu Polski apelowała do rodziców, aby wypisywali swoje dzieci z zajęć, ostrzegając przed „systemową deprawacją”. Z kolei MEN zapewniało, że przedmiot w żadnym stopniu nie został zideologizowany, a stanowi swego rodzaju szczepionkę na zagrożenia, które przed młodymi ludźmi stawia współczesność.
Barbara Nowacka podkreśliła, że zależy jej na tym, aby jak najwięcej uczniów uczestniczyło w edukacji zdrowotnej. Szefowa MEN dodała, że jest potrzebny kompromis, w wypracowaniu którego to dobro dzieci będzie na pierwszym miejscu. Wiadomo, że decyzja w sprawie ewentualnych zmian w programie, a także tego, czy przedmiot stanie się obowiązkowy, ma zapaść do końca marca.
Nowy przedmiot zostanie okrojony? Ekspertka grzmi. „Nie da się tego rozdzielić”
– Nie można naszego zdrowia rozczłonkowywać, dlatego tak wnikliwie i odpowiedzialnie jako zespół pracowaliśmy i ujęliśmy w programie wszystkie te moduły. Zdrowie seksualne wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne, nie da się tego rozdzielić – mówi w rozmowie z Radiem Zet dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
Co więcej, w jej ocenie kwestia edukacji seksualnej przez wiele lat była w Polsce mocno zaniedbywana, dlatego tak ważne jest, aby komponent dotyczący tej sfery życia człowieka nie został pominięty. – Młodzi ludzie w okresie adolescencji są ciekawi tego, co się dzieje z ich życiem, również w kontekście zdrowia seksualnego. Szukają odpowiedzi na przeróżne pytania i niestety – a dane są przerażające – często wtedy sięgają po pornografię – dodaje dr Lewandowska.
– Jeżeli miałabym wybierać, że stracę te 30 proc., które obecnie chodzi na edukację zdrowotną, ale zyskam 70 proc., czyli przedmiot stanie się obowiązkowy i wszyscy mieliby równe szanse uczyć się z rzetelnych źródeł o ważnych obszarach życia, to byłabym w stanie zgodzić się na taki kompromis. Licząc na to, że może za dwa, trzy lata – jak dorośli będą na to gotowi – metodą drobnych kroków uda nam się wprowadzić ponownie do przedmiotu również zdrowie seksualne jako element, który jest tak samo ważny jak pozostałe moduły – podsumowuje wątek.
Czytaj też:
MEN cofnie rewolucyjną reformę? Czas ucieka, eksperci podzieleni. Są przeciekiCzytaj też:
Tusk o „zakutych łbach”. Były szef MEN poczuł się wywołany do tablicy
