Wyścig z czasem

Wyścig z czasem

Wyrok w sprawie afery FOZZ zapadł po 15 latach, tuż przed przedawnieniem. Oskarżono tylko niewielką część winnych. Szanse na to, że Sąd Apelacyjny zdąży wydać prawomocny wyrok przed przedawnieniem prawnicy szacują na 30 proc.
Matka wszystkich afer - tak zwykło się nazywać aferę FOZZ. Były w niej nazwiska polityków z pierwszych stron gazet, duże pieniądze wreszcie zagadkowe śmierci kontrolera NIK Michała Faltzmana (odkrył aferę) i prezesa NIK Janusza Pańko (przejął sprawę po śmierci Faltzmana).

Przypomnijmy: Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, był nielegalną, z punktu widzenia prawa międzynarodowego operacją wykupienia przez Polskę długu, gdy był on tani. Nielegalną na świecie, ale korzystną dla państwa polskiego, które pozbywało się sporej części długu. Owa nielegalność międzynarodowa i z konieczności działanie w tajemnicy pozwoliła na defraudację osobom, które zarządzały pieniędzmi.

Nikomu nigdy nie zależało na tym aby sprawę FOZZ rozwiązać. Co więcej, przewlekły proces czy błędy biegłych sprawiały wrażenie, że raczej komuś zależy na tym aby sprawy FOZZ nigdy nie rozwiązać. Dziś skazano tylko płotki, ale to bardzo ważny sygnał, gdyż jeżeli wyrok się uprawomocni, to być może skazani będą chcieli złożyć obszerniejsze wyjaśnienia niż do tej pory.

Jan Piński

***********************************************************************

Co o procesie w sprawie FOZZ myślą politycy?

Wymiar sprawiedliwości był bliski kompromitacji; groziła nam powszechna demoralizacja, gdyby ta  największa afera III RP uszła winnym bezkarnie - tak wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz (SdPl) skomentował wyroki skazujące w  sprawie afery FOZZ. Nałęcz uznał wyrok za surowy, ale - w jego opinii - jest on adekwatny do popełnionych przez oskarżonych czynów. Zdaniem Nałęcza, afera FOZZ-u była "matką wszystkich afer, które kładły się cieniem na całej III Rzeczypospolitej". Nałęcz wyraził nadzieję, że ewentualna apelacja oskarżonych przed Sądem Apelacyjnym zostanie osądzona "równie twardo i  konsekwentnie", jak przed Sądem Okręgowym.

Poseł prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział, iż z wielką satysfakcją przyjął fakt, iż mimo wielu przeszkód sąd uporał się z  procesem dotyczącym FOZZ w I instancji i wydał wyrok, na który czekała cała Polska. Podkreślił, że wymiar sprawiedliwości nie  ugiął się pod ciężarem tej sprawy. Ziobro zaznaczył, że satysfakcja jest jedynie częściowa, bo wiele wątków dotyczących FOZZ nie znalazło podczas procesu wyjaśnienia i  rozstrzygnięcia. Nie wiadomo, według posła, m.in. co stało się z  gigantycznymi pieniędzmi i kto stał za głównymi oskarżonymi. "Być może wątki uda się wyjaśnić komisji Prawdy i Sprawiedliwości, którą miałby powołać przyszły Sejm, a jeśli ona nie powstanie być może uda się powołać komisję śledczą w sprawie FOZZ" - powiedział Ziobro.

Dobrze, że mamy pierwszą część tego aktu za  sobą, bo FOZZ był ciągle wymieniany nie tylko, jako wielka afera, ale jako wielka afera nieosądzona - tak do ogłoszonego wyroku w procesie Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego odniósł się wiceprezes PSL Janusz Piechociński. Szkoda jednak -  dodał - że wyroki w tej sprawie nie zapadły wcześniej. Piechociński powiedział, że za to, iż w ciągnącej się od 14 lat sprawie FOZZ wyrok w końcu zapadł, należą się "ukłony" przewodniczącemu składu sędziowskiego sędziemu Andrzejowi Kryże. "Żałować można tylko, że z różnych powodów, w tym także ingerencji politycznej, te wyroki nie zapadły wcześniej" -  powiedział wiceszef PSL. Przypomniał, że proces w sprawie afery FOZZ - który formalnie rozpoczął się w 2000 r. - został przerwany w 2001 r. gdy prowadząca ten proces Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości. Ponowny proces - pod przewodnictwem sędziego Kryże - ruszył we wrześniu 2002 r. Piechociński ocenił, że podczas apelacji będziemy mieli do  czynienia z "działaniem na czas" ze strony obrony oskarżonych. "Nie bądźmy naiwni. Będzie po stronie obrony robione wszystko, aby te sprawy, poprzez kruczki prawne, doprowadzić do  przedawnienia. Teraz widać wyraźnie, jakim poważnym błędem było wzięcie do rządu przewodniczącej składu sędziowskiego pani Piwnik. Ta ingerencja polityczna spowodowała, że jesteśmy na granicy przedawnienia tych przestępstw" - ocenił Piechociński. Sąd wydał wyrok w procesie FOZZ na krótko przed terminem przedawnienia karalności zarzutów. Pierwsze, te najmniejszej wagi, przedawnią się już w kwietniu tego roku, następne w sierpniu, najpoważniejsze, stawiane głównym oskarżonym - latem przyszłego roku. Wtorkowy wyrok nie wstrzyma przedawnienia - liczy się orzeczenie prawomocne, a już wiadomo, że będą apelacje obrony. Według Piechocińskiego, z obserwacji sprawy FOZZ płynie wniosek, że ważne jest, by Sejm uchwalił zaproponowane przez różne polityczne środowiska przedłużenie okresu przedawnienia przestępstw. Najważniejsze jest - dodał - aby sprawcy takich afer byli osądzani i aby wyroki były skutecznie egzekwowane.

Wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Piotr Kownacki po ogłoszeniu wyroku powiedział: "Jako człowiek, którego podpis również widnieje pod informacją Izby o wynikach kontroli FOZZ, uważam, że ten wyrok jest sukcesem Izby. NIK tę sprawę odkryła i opisała, robiąc to w atmosferze niezwykle nieprzychylnej. Pamiętam atmosferę tamtych czasów. Wówczas patrzono na nas jak na +oszołomów+, na ludzi, którzy szukają dziury w całym, nie  rozumieją gospodarki rynkowej albo dopatrują się we wszystkim afer. Człowiek, który mówił o udziale służb specjalnych na wypływ pieniędzy publicznych, nie był wpuszczany do pewnych kręgów towarzyskich, pukano się na jego widok w czoło. To nie tak dawno się zmieniło" - powiedział wiceprezes Izby. Według niego, wtorkowy wyrok może spowodować, że ulegnie zmianie ocena "kilku innych kontroli" dokonanych przez Izbę. Kownacki nie chciał oceniać samego wyroku i przebiegu procesu. Przypomniał, że Izba bardzo krytycznie oceniała proces likwidacji FOZZ. "Już ten proces - rozliczania Funduszu - przebiegał niezbyt szybko, choć obiektywnie trzeba powiedzieć, że nie był łatwy, bo  podstawową charakterystyczną cechą działania FOZZ było to, że nie prowadził nawet najbardziej elementarnej rachunkowości. To były działania prowadzone z niespotykaną dezynwolturą" - podkreślił.

To nie jest wielka kara dla oskarżonych - skomentował wyrok jeden z liderów Ligi Polskich Rodzin Zygmunt Wrzodak. "Wyroki za okradanie państwa w systemie +naczyń zorganizowanych+ powinny być dużo, dużo wyższe i ostrzejsze" - ocenił Wrzodak na  wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie.

Lider LPR Roman Giertych dodał, że na miejscu prokuratury zaskarżyłby wyrok, nie chciał go jednak szerzej komentować. Zaapelował natomiast o szybkie przeprowadzenie ewentualnego postępowania przez sąd apelacyjny, tak aby nie dopuścić do  przedawnienia sprawy.

Szef Ruchu Katolicko-Narodowego Antoni Macierewicz uważa, że ogłoszony wyrok jest "dowodem budzenia się praworządności w Polsce". Ocenił on jednak, że głównymi sprawcami byli Mieczysław Rakowski i Wojciech Jaruzelski i to oni powinni byli stanąć przed sądem. Macierewicz skrytykował wysokość zasądzonych grzywien, które -  jego zdaniem - "w żadnej mierze nie rekompensują skali strat, jakie poniósł naród polski" w związku z aferą FOZZ. Skarb Państwa stracił na niej około 350 mln złotych. Macierewicz chce też podjąć starania, aby afera FOZZ uzyskała status zbrodni komunistycznej i jako taka nie podlegała przedawnieniu. Poseł zamierza zwrócić się do Instytutu Pamięci Narodowej o wszczęcie postępowania w tej sprawie. Jego zdaniem, afera FOZZ, ze względu na "skalę wydrenowania narodu z pieniędzy", nie powinna podlegać przedawnieniu.

Ważne jest, że sprawa FOZZ zakończyła się, bo  jest ona symbolem tego, że jednak wszystkie przestępstwa gospodarcze będą w Polsce ścigane ze skutkiem skazującym dla  winowajców - tak do ogłoszonego we wtorek wyroku w procesie FOZZ odniósł się sekretarz generalny SLD Marek Dyduch. Dyduch określił aferę FOZZ mianem "największej afery przestępczej i gospodarczej w Polsce". Zdaniem Dyducha, cały proces polskiej transformacji był "uwikłany" w nadużycia gospodarcze i korupcję, dlatego potrzebna jest, jak to określił, "pozytywna reakcja" wymiaru sprawiedliwości.

Wyrok w sprawie FOZZ jest stosunkowo wysoki i powinien spełnić swą funkcję prewencyjną, uważa profesor prawa z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu Marian Filar. Zdaniem Filara, należy być pełnym obaw, czy nie będzie to "trochę zwycięstwo pyrrusowe" (okupione zbyt dużymi stratami), bo - jak podkreślił - od wyroku I instancji do wyroku prawomocnego droga jest jeszcze bardzo daleka, a czasu bardzo mało. Filar uważa, że "niestety jest bardzo realne, iż niektóre z  zarzutów do czasu wydania wyroku prawomocnego mogą ulec przedawnieniu". Wyraził jednak nadzieję, że tak nie będzie, ale - jak dodał - "nadzieja jest matką optymistów". W jego ocenie, "w istocie rzeczy niewiele się dowiemy od strony społecznej i politycznej w sprawie FOZZ, podobnie jak w sprawie Rywina". "Wiemy tylko tyle, że była jakaś podejrzana sprawa odnośnie wykupu FOZZ, ktoś w tym mocno mieszał, była w tym jakaś kolosalna +forsa+, która wpadła w jakąś czarną dziurę i tych pieniędzy już nie ma. Dwóm osobom postawiono zarzuty, ale nie wykryto tego najważniejszego mechanizmu - jak to wszystko funkcjonowało i kto za tym stał" - ocenił Filar. Jak to ujął, "dostało się papudze, a kataryniarz nadal jest anonimowy, a tu tak naprawdę chodzi o kataryniarza".

ss, ks, pap

Czytaj także

 0