4 kwietnia 2007

4 kwietnia 2007

Dodano:   /  Zmieniono: 
Felieton – Program I PR


Mili Państwo,
Taki smuteczek lustracyjny nas dopadł tej wiosny i nie chce puścić. Koledzy dziennikarze podsunęli pod nos aktorowi Damięckiemu stare donosy, a on się dziwi, nie pamięta, nie dowierza.

Ten Damięcki. Żaden tam wielki aktor, raczej rozrywkowa postać ekranu. Małego ekranu. Nawet w serialach niknął w cieniu znaczniejszych kolegów. W takich „Chłopach” sprzed trzydziestu lat grał a to wieśniaka z nagonki a to kolędnika. I ten Damięcki miał nieszczęście, bo dla mnie samo wejście w kontakt z UB to przede wszystkim nieszczęście – jak wypadek samochodowy albo rak. Jedni z tego wychodzą , inni leczą się latami, jeszcze inni giną w bólach. Więc Damięcki miał nieszczęście chlapnąć, że aktor Iksiewicz nie kocha władzy ludowej, o czym opowiada w bufecie po dwóch głębszych. Może powiedział to na odczepnego? Kto by się tam przejmował Iksiewiczem? Przecież o w „Chłopach” grał zaledwie drugiego kolędnika i drugiego wieśniaka z nagonki. Tyle, że ten Iksiński owszem grał drugiego kolędnika, ale miał też marzenia. Żeby tak zagrać choć \oczko wyżej. Takiego gospodarza, co to gardłuje z Boryną, dajmy na to. A choćby i Antka, a co? Czy to on tak znowu bardzo odstaje od Gogolewskiego? Może by zagrał, raz, drugi, może by się przebił. No oczywiście, że nie do pierwszej, nawet do drugiej ligi. Ale na mocną pozycję w lidze trzeciej na przykład. Całkiem realne. Ale się nie przebił, bo jak aktor Damięcki miał nieszczęście chlapnąć na tego Iksiewicza, to porucznik Kwaśniak, swoimi drogami podsunął panu reżyserowi – ciszkiem, boczkiem, bez żadnych papierków oczywista – usilną prośbę. Iksiewicza przesunąć z drugiego na piątego kolędnika. I trzymać tak do odwołania. Iksiewicza przesunęli, trwało to siedem sekund. Na dobrą sprawę nikt tego nawet nie zauważył. Iksiewicz tylko ciężko westchnął na stronie, zrozumiał, że gospodarza to nie zagra nigdy. I już – uwaga, akcja, kręcimy dalej.
Dzisiaj, jak ten Iksiewicz czyta, że Damięcki, pierwszy kolędnik, doniósł na niego w 1972, macha pewnie ręką. E, tam. Przecież donosił na Holoubka, Olbrychskiego, ja byłem tylko piątym kolędnikiem, o mnie nawet wspominać nie warto. Nie mam żalu, wybaczam.
I bierze od pana rekwizytora, jak co wieczór od trzydziestu lat, tacę i ściereczkę. Jak co wieczór wchodzi z lewej kulisy, i jak co wieczór recytuje dostojnie: „Jaśnie panie, podano do stołu”. Powie to jeszcze parę razy i przesuną go z garderoby do pokoiku w domu aktora w Skolimowie. Kiedy umrze, jego nekrolog będzie na trzydziestej stronie u samego dołu. I już.
A kiedy wypomną Damięckiemu, że donosił na jakiegoś Iksiewicza trzydzieści lat temu, ten zrobi wielkie oczy i powie: nic nie pamiętam. Rzeczywiście nie pamięta. Bo kto by pamiętał piątego kolędnika sprzed trzydziestu lat. Czepiają się – powie Damięcki. A może to jakaś lipa, może takiego wcale nie było?

Nasza narodowa lustracja, nasze narodowe nieszczęście.

Czytaj także