Sezon rozbiórkowy

Sezon rozbiórkowy

Wyciągasz jedną cegłę. I nic! Drugą. Trzecią. Dziesiątą. Też nic! Budowla stoi dalej niewzruszona. Ale za którymś razem wystarczy już tylko lekko puknąć kilofem. By cały - budowany przez lata gmach - w mgnieniu oka legł w gruzach. Gdy popatrzymy na polską scenę polityczną - nie mamy wątpliwości. Tam się nie buduje. Właśnie trwają prace rozbiórkowe.
Z takimi politycznymi rozbiórkami mieliśmy do czynienia kilkakrotnie w ostatnim 25-leciu. Po upadku PRL-u i wyborach w 1989 i w 1991 roku wydawało się, że przyszłość należy do elit solidarnościowych. W 1989 roku nikt by nie uwierzył, że zdjęcie z Wałęsą było przepustką do wielkiej polityki tylko na cztery lata.

Prawica, zaskoczona powrotem do władzy postkomunistów w 1993 roku, zwarła szeregi. I pod hasłem TKM i przywództwem Mariana Krzaklewskiego, wprowadziła do Sejmu 201 posłów. Gmach AWS-u zaczął się chwiać już po roku rządzenia. A pod koniec kadencji, Krzaklewski miał w Sejmie tylko 134 posłów. To i tak nieźle. Bo po wyborach w 2001 roku nie było już ani jednego.

W 2001 roku to Leszek Miller rozlewał wyborczego szampana. W Sejmie zasiadło 216 posłów koalicji SLD i Unii Pracy. Najwięcej w III RP. Ciekawe, ile bookmacherzy płacili wtedy za zakład, że Millerowi uda się roztrwonić ten potencjał w ciągu zaledwie 4 lat. A jednak. Nawet ten potężny polityczny gmach (i jednolity - w porównaniu z układanką AWS-u) udało się szybko doprowadzić do ruiny. Wyjmując cegła po cegle.

Rozglądając się po dzisiejszej scenie politycznej - widzimy intensywne prace rozbiórkowe. Od lewa do prawa. Pierwszym, który zrobił wyłom w murze, był Jarosław Gowin. Wielu - patrząc na niego - macha lekceważąco ręką. Nie mają racji. Bo to jeden z nielicznych polityków Platformy, którzy jest w stanie powrócić do korzeni. Czyli usiąść z Kaczyńskim do rozmów o nowym POPiS-ie. W SLD brakuje od ponad roku Ryszarda Kalisza. Fakt - nie był dla Sojuszu fundamentem. Ale był Kaliszem. Nikt go tam nie zastąpi.
Po wyborach europejskich, zawalił się budyneczek zwany Solidarną Polską. Postawiony jako poczekalnia na pociąg do Brukseli. Pociąg odjechał. Pusty. Następny będzie za pięć lat. Również nikt nie wsiadł do brukselskiego pociągu na stacji zwanej Europa+ Twój Ruch. Ten polityczny przystanek Janusza Palikota również szybko zrównano z ziemią.

Ale największe trzęsienie ziemi po wyborach europejskich spotkało SLD. Nie dość, że 25 maja wyborcy dali lewicy 2 mandaty mniej niż 5 lat temu, to w niedzielę ubył jeszcze jeden. Lidia Geringer de Oedenberg właśnie dojechała do Brukseli. Rozpakowała się. I ze zdumieniem stwierdziła, że z Millerem dzieli ją "różnica charakterów, widzenia świata i wyznawanych wartości". Tak. Mając mandat europosła w kieszeni, widzi się wszystko lepiej. Jeden mandat pani Lidii to znacznie więcej niż jedna cegiełka w zmurszałej budowli, jaką jest SLD. Millera dużo kosztowało by wysłać do europarlamentu tych, którzy już tam od dawna byli. I postawić szlaban tym, którzy tam od dawna chcieli być. Trudno mu teraz będzie udowodnić, że miał rację.

Na rok przed wyborami, w partyjnych budowlach zaczyna ubywać cegieł i cegiełek w przyspieszonym tempie. Nie ma już Sławomira Nowaka w Platformie Obywatelskiej. I to wcale nie przez liczne zegarki. Poseł Platformy, Andrzej Smirnow, bawił w klubie PO w Sejmie zaledwie trzy tygodnie. John Godson opuścił Polskę Razem za namową samego Jezusa. Anna Grodzka chce być i tu. I tam. Zawsze da się to jakoś wytłumaczyć. Jedynie PSL zwiększa swój stan posiadania o kolejnego posła Twojego Ruchu. Patrząc na ich klub poselski, można by pomyśleć, że PSL rośnie w siłę.

Czy budowla zwana Platformą Obywatelską dotrwa do końca kadencji w nienaruszonym stanie? Moim zdaniem - nie! Bo nie dalej jak dwa tygodnie temu zaczęło się podkopywanie samych fundamentów. Kim będzie ten, kto wyciągnie ostatnią cegłę? Też bym chciał to wiedzieć. A SLD? Czy po wpadce Millera z Lidią Geringer de Oedenberg pokoleniu lewicowych czterdziestolatków starczy determinacji, by w końcu zabrać się do roboty? Też dobre pytanie. Jedno jest pewne - polityczny sezon rozbiórkowy będzie trwał. Kłopot w tym, że nie widać na razie rys na budowli zwanej PiS-em. Co gorsza. Kręci się tam coraz więcej konserwatorów. Zabytków.

Czytaj także

Czytaj także