Wiejska od kuchni

Wiejska od kuchni

Gdy usiedliśmy przy kawie, powiedział krótko. Prezesowi zależy, abym został posłem następnej kadencji. Dlatego chciałby wspomóc moją kampanię. Oczywiście legalnie! Po czym przeszedł do rzeczy.
Lobbyści. Każdego sejmowego dnia licznie odwiedzają Sejm. Są na wszystkich komisjach i podkomisjach. Zwykle mają w kieszeni plik wizytówek. Dziś są niezależnymi ekspertami, jutro członkami szacownego związku pracodawców, pojutrze ważnej fundacji. Ale są też tacy, którzy bez wahania mówią, skąd przychodzą i po co. A cel jest zawsze ten sam. Ustawy! W których trzeba coś dodać. Lub coś skreślić. Nie inny był też cel mojego rozmówcy przy kawie. Zażarcie przekonywał mnie, że ustawa będzie lepsza z poprawką, którą mi przyniesie. Dla porządku dodam, że mnie nie przekonał.

Ale lubię z nimi rozmawiać. Są na każde zawołanie. Nie mają problemu ze znalezieniem wolnego terminu w kalendarzu. Zaś "swoje" ustawy znają lepiej od większości posłów. Wszak zapisy, które dla nas są tylko paragrafami, dla nich zwykle stanowią "być albo nie być" ich korporacji. Lubię z nimi rozmawiać, bo takiej wiedzy o procedowanej ustawie nie zdobędę siedząc przy monitorze. Zwłaszcza, że mając rozbieżne interesy, potrafią wskazać wszystkie "dziury" procedowanego projektu. I w tych rozmowach nie widzę nic zdrożnego. Pod jednym wszak warunkiem. Że o kształcie ustawy decyduję sam! Bez niczyich podpowiedzi!

Czy łatwo coś zmienić w ustawie? Łatwo! Zwłaszcza, że procedury sejmowe wprost do tego zachęcają. Nie wiedzieć czemu, nie robi się stenogramów z posiedzeń podkomisji. Są co prawda nagrania. Nad ustawą o SKOK-ach podkomisja siedziała kilkadziesiąt t godzin. Któż ma tyle czasu, by to później odsłuchać. Nie robi się też wykazu poprawek wprowadzanych do projektów ustaw w komisjach i podkomisjach. Też nie wiedzieć czemu. Można oczywiście litera po literze prześledzić zapisy projektu przychodzące do Sejmu i z niego wychodzące. I znaleźć różnice. Praca iście benedyktyńska.

A wcale nie trzeba wiele zmieniać, by zmienić wiele. Przykładem jest moja poprawka dotycząca "frankowiczów", obciążająca kosztami przewalutowania banki. Nie była wynikiem niczyjego lobbingu. Mimo lamentów bankierów, nadal twierdzę, że powinna pozostać w zapisach ustawy. I będę jej bronił w Senacie. Ale przykład jest wyśmienity. Jedyną zmianą była zamiana liczby 1/2 (koszty przewalutowania obciążają po połowie banki i kredytobiorców) na liczbę 9/10 (koszty przewalutowania obciążają w 90% banki). Tylko 9/10 zamiast 1/2. I następnego dnia: krach na giełdzie. Panika w bankach. I najcięższe działa wytaczane przeciwko mnie przez bankowych lobbystów. Jeszcze raz: twierdzę, że moja poprawka jest korzystna dla młodych ludzi uwikłanych w kredyty frankowe. A ten przykład podaję po to, by uzmysłowić wszystkim, jak ważna jest każda litera ustawy.

Dlatego tak dalej być nie może. Platforma Obywatelska sprowadziła polski Sejm do roli maszynki do głosowania. Rządzący nie mówią już nawet o stanowieniu prawa przez posłów. Mówi się o "przepuszczaniu" ustaw przez Sejm. Wielusetstonnicowe projekty wprowadza się pod obrady Sejmu z dnia na dzień. Zdarzało się nieraz, że komisje sejmowe obradowały w nocy. Byle szybciej. Nad tak poważną sprawą, jak zmiana Konstytucji w sprawie lasów państwowych, głosowaliśmy o północy. Sam pamiętam, jak przez sen, swoje wystąpienie w sprawach ustawy podatkowej, wygłaszane późno w nocy. Przestrzegałem wtedy, że nie da się tworzyć dobrego prawa w gorączkowym pośpiechu i po nocach. Do tego dochodzą jeszcze tak zwane projekty poselskie posłów koalicji rządzącej. Piszę "tak zwane", bo naprawdę takie ustawy są pisane przez rząd. A Platforma robi z nich projekty pseudo-poselskie po to, by było szybciej. By pominąć długotrwałe uzgodnienia międzyresortowe.

No i mamy. Buble prawne. I raj dla lobbystów różnej maści. Nie rzucam, broń Boże, cienia podejrzenia na nikogo. Ale jak mówi przysłowie: okazja czyni złodzieja. Dlatego proces legislacyjny w Sejmie musi być transparentny aż do bólu. Stenogramy z posiedzeń podkomisji - obowiązkowe. Wykazy wprowadzonych poprawek - obowiązkowe. Do tego czas - potrzebny na spokojne i dogłębne przeanalizowane każdego zapisu.

A lobbyści? Są, i będą. Bo żadnej korporacji nie można zabronić dbania o własne interesy. Ale Sejm musi być odporny na ich intratne propozycje. Bo inaczej okaże się, że to nie my nimi rządzimy, ale oni nami. A może już tak jest? Sam ostatnio zostałem zrugany przez prezesa korporacji bankowej, zwanej Związkiem Banków Polskich, że odważyłem się nadać kształt ustawie o "frankowiczach" niezgodny z oczekiwaniami prezesów banków. I musiałem temu bankowemu lobbyście przypomnieć, że póki co, prawo w Polsce stanowią posłowie. Nie lobbyści. I tak ma zostać!

Ostatnie wpisy

  • Moja grecka Wielkanoc 27 mar 2016 Grecja jest jednym z nielicznych krajów świata, w których chrześcijaństwo jest konstytucyjnie uznane za religię państwową. Mówiąc wprost: nie ma rozdziału kościoła i państwa. Dlatego nie może dziwić wszechobecność duchownych podczas świąt państwowych, jak również codzienny...
  • Edukacja przed 12 lut 2016 Nigdy nie zażywałem i nie będę zażywał pigułki "dzień po". Ten temat zainteresował mnie po doniesieniach prasowych, że sprzedaż "tabletki po" bije rekordy popularności. Będąc jeszcze w Sejmie bardzo mocno wspierałem kierunek zmierzający do pełnej dostępności tej tabletki, bez...
  • Urząd 5 gru 2015 To nie sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są celem "zamachu" rządzących. Na celowniku PiS-u są ponad dwa miliony polskich przedsiębiorców.
  • Trybunał albo śmierć 28 lis 2015 Platforma Obywatelska zawsze dbała o białe rękawiczki swoich polityków. PiS robi to gołymi rękami.
  • Prawo do cyrku 18 cze 2015 Tolerancja. To słowo ma sens, gdy działa w obie strony. W przeciwnym wypadku jest narzucaniem innym własnych poglądów.