O programie w sprawie górnictwa

O programie w sprawie górnictwa

Czas wyborów parlamentarnych to czas, w którym można dowiedzieć się praktycznie wszystkiego. Nie tylko o poszczególnych kandydatach, ale przede wszystkim o programach partii i celach jakie stawiają sobie w ważnych tematach społecznych i gospodarczych.
Nie muszę przypominać, że ostatnim bastionem przemysłowym pozostającym w polskich rękach, są kopalnie węgla na Śląsku. Co się z nimi działo przez ostanie 10 lat wszyscy wiemy. Rozkradano, dewastowano, niszczono. Nie same kopalnie, ale otoczenie biznesowe wokół nich. Dzisiaj największe spółki węglowe nie mają długoterminowych kontraktów ze swoimi odbiorcami. Nie mają, ponieważ rządzącym bardziej na rękę była gra wolnorynkowa, ze składowiskami węgla z Azji w Świnoujściu (transport morski) i na rosyjskiej granicy (transport kolejowy). Jeżeli doliczymy do tego energetykę, która już dawno nie jest w polskich rękach, będziemy mieli pełny „przepiękny” obraz chylącego się ku upadkowi górnictwa.

Co tak naprawdę zabija polskie górnictwo? Jeżeli pominiemy teorie spiskowe związane z rzekomo niekorzystnym dla Polski działaniem Unii Europejskiej, zmuszającym kolejne rządy do prywatyzacji branży, czyli oddania w obce ręce dorobku wielu pokoleń Polaków, to kolejnym elementem, tym razem już nie spiskowym, bez wątpienia będą warunki ekonomiczne, jakie zostały wytworzone przez kolejne ekipy rządzące, począwszy od roku 1989. Przypomnę tylko takie hasła – klucze: maksymalne ceny zbytu (Balcerowicz), systematyczne oddłużania (2x za rządów SLD), zamknięcie ponad dwudziestu kopalń i słynne odprawy górnicze (Buzek). I w końcu wdrożone pomysły Platformy Obywatelskiej z 36 parapodatkami od wydobycia. Jako wisienka na torcie: wprowadzenie JSW na giełdę, wyciągnięcie oszczędności ze skarpetek drobnych ciułaczy i doprowadzenie spółki na skraj bankructwa - a wszystko to w 3 lata. Komuś się to opłaciło.

Ale to już wszystko jest przeszłością, którą niejednokrotnie sami Państwo poczuliście na swojej skórze. Zastanówmy się teraz, co będzie? Możemy skorzystać z wróża Macieja albo zajrzeć do zapisów programów wyborczych wiodących partii w Polsce.
Zacznijmy od rządzących. PSL jak zwykle nie ma swojego zdania, pozostawia kwestię górnictwa swojemu koalicjantowi. Jeszcze za czasów wicepremiera Pawlaka można było liczyć na tzw. zrozumienie. U Piechocińskiego ta opcja nie przejdzie. W końcu węgiel to nie buraki.

Platforma Obywatelska. Ta formacja od lat jest przerażona tym, że cokolwiek by nie zrobiła, to będzie źle. Mamy więc do czynienia z coraz to nowymi pomysłami. Ostatni - stworzenie Nowej Kompanii Węglowej, za którą nikt nie chce zapłacić. Czy sprzedaż kopalń pomiędzy spółkami - a po czasie wychodzi kto stracił a kto zyskał na Krupińskim. Tych pomysłów nie boję się nazwać wprost: bankowymi. Po prostu wszystko jest tak skalkulowane, żeby pieniądze płynęły tylko w jedną stronę – do budżetu. Jak tylko gdzieś na kopalnianym koncie pojawi się jakakolwiek „górka” to zaraz trzeba ją zabrać – a to nowym podatkiem, a to koniecznością ratowania branży lub budżetu. Drenaż do dna.

Gdy apelowałem o to, aby obniżyć ceny cargo za transport kolejowy węgla w Polsce, tak by  można było myśleć o opłacalności transportu śląskiego węgla na północ, to słyszałem tylko ironiczne komentarze z ust co bardziej prominentnych ministrów Platformy.

Prawo i Sprawiedliwość. O programie PIS-u w sprawie górnictwa wiadomo stosunkowo niewiele. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że formacja ta będzie za utrzymaniem wszystkich kopalni w rękach Skarbu Państwa. Analizując bardzo uważnie propozycje i wypowiedzi pani Szydło nie można jednoznacznie stwierdzić jaki plan ma PIS w kwestii ratowania kopalni i całej branży. Można założyć, że wewnątrz tej formacji ścierają się różne pomysły jak ratować. Rodzi się pytanie, który pomysł wygra i czy PIS będzie miało kompetentne kadry, aby całość zrealizować. Bo same nawet dobre chęci nie wystarczą.

Przedzierając się przez gąszcz innych programów wyborczych, na dzień dobry można pominąć program Nowoczesnej PL Ryszarda Petru. Sprowadza się on do prostej i liberalnej metody – robimy tylko to co się opłaca tu i teraz. Jakoś nigdzie nie znalazłem, po dość długiej i uważnej lekturze programu tej formacji, ani jednego słowa, które dawałoby jakąkolwiek nadzieję na ponowne, celowe i bezpieczne inwestowanie w polskie górnictwo.

Z kolei ciekawym w tej materii jest program Kukiza. W końcu obiecać można wszystko. Pół litra i na dokładkę worek kartofli. Tylko że kartofle nie rosną na hałdach.

Natomiast najbardziej niebezpieczne z punktu widzenia społecznego i bezpieczeństwa państwa są programy partii i niestety także koalicji, w których podnosi się nieustannie konieczność wprowadzania do obiegu założeń i tez „ekoterrorystów”. Chodzi o ścisłe egzekwowanie wniosków i zapisów pakietu klimatycznego. Takie działanie prowadzi wprost do likwidacji kopalń. Z kolei stawianie i bezmyślne powtarzanie tezy o „konieczności postawienia wyłącznie na energetykę OZE”, może bawi jej autorów. A radość ta prawie na pewno wynika z jej niezrozumienia. Na pewno forsowanie tej idei nie jest zabawne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego i odpowiedzialności za kraj.

Dlaczego? Jeżeli założymy, że OZE stanowić będzie 30% całej mocy energetycznej Polski, co firmuje koalicja Zjednoczonej Lewicy, to na te 30% musi być zapewniona rezerwa mocy w źródłach konwencjonalnych. Dlaczego? Bo wiatr nie zawsze wieje a słońce nie zawsze świeci. I nie znalazł się jeszcze taki, który wymyśliłby możliwość przechowywania megawatów energii elektrycznej w dowolnie długim czasie. Z kolei bezkresne pole akumulatorów też nie wchodzi w grę. Stąd konieczność utrzymywania elektrowni węglowych, ale nie pod „pełną parą”. Ta sama koalicja ze wstrętem odnosi się do budowy elektrowni jądrowej. Bo atom, czyli Fukuszima i Czarnobyl. Mamy więc sytuację: węgiel jest be, atom jest be. Mam więc do Państwa retoryczne pytanie: jak długo Polska pociągnie na dynamie?

No cóż, deklaracja, jakkolwiek nierozsądna by nie była, została zapisana. I zdecydowanie łatwiej jest przekonać Polaków w centralnej Polsce, na Mazowszu i na północy, że OZE jest dobre a te ciągle niedochodowe kopalnie i wiecznie chciwi górnicy są źli. Kilka milionów osób kontra kilkadziesiąt tysięcy ludzi z górniczych rodzin. Rachunek wyborczy jest prosty.

Skąd się biorą takie absurdalne pomysły i kto je wymyśla? Zapewniam Państwa, że to nie ja. Powiem nawet więcej, że gdy zaoponowałem i otwarcie przeciwstawiłem się tym zapisom programowym, zostałem brutalnie i jednoznacznie zaatakowany przez ludzi związanych z partią Zielonych i Greenpeacem. Zarzucano mi m.in. nieznajomość a nawet zdradę programu. Sugerowano abym kandydował z list Platformy a nie lewicy. Pytano, skąd wytrzaśnięto takiego dinozaura.

Na nic zdały się moje tłumaczenia, że pomysły te w mojej prywatnej ocenie są bezsensowne. I że jako osoba publiczna, reprezentująca okręg typowo górniczy, po prostu nie mogę poprzeć takich postulatów. I że takich idiotyzmów nie da się wytłumaczyć na Śląsku.

Dodatkowo, gdy przeczytałem, że Zjednoczona Lewica proponuje zakaz szczelinowania hydraulicznego (wprowadzenie tego postulatu raz na zawsze uniemożliwi poszukiwania gazu łupkowego w Polsce), to bardzo spokojnie (w tzw. zimnej furii) sprawdziłem kto jest autorem tych głupot. Moje przeczucie graniczące z pewnością potwierdziło się. Nie byli to eksperci, ba, jestem pewny, że ci negocjatorzy programowi nie rozumieli nawet na co się zgadzają. Tzw. dzieci lewicy - partyjna młodzież, przy akompaniamencie Barbary Nowackiej określiło lewicową strategię energetyczną Polski na najbliższe dziesięciolecia.
Nie lepiej było z innymi „cudownymi” pomysłami „dzieci partii” (osoby, które nigdy wcześniej nie pracowały poza strukturami partii), na przykład w sprawach międzynarodowych i  obronności kraju.

Profesor Iwiński, ekspert w sprawach międzynarodowych czy Stanisław Wziątek, przewodniczący sejmowej komisji ds. służb specjalnych, na  postawione przez nich pytania o autorstwo poszczególnych bloków tematycznych, „ich” bloków, usłyszeli odpowiedzi: nie wiemy. Na dalszą indagację o to co jest zapisane w programie, usłyszeli: nie wiemy, ale jak się wydrukuje to sobie przeczytacie albo usłyszycie na konwencji programowej.

Drogi Czytelniku, jeżeli śledzisz moją publiczną działalność i znasz moje poglądy, to pewnie zastanawiasz się, co ja jeszcze robię w takiej lewicy. Tylko że Janusz Palikot, Włodzimierz Czarzasty, Barbara Nowacka, Krzysztof Gawkowski, Barbara Nowicka, Tomasz Kalita i  Marek Balt to nie jest moja lewica. Ja należę do tych, którzy przez całe życie pracowali na siebie i dla innych. Po drodze mi ze Zbyszkiem Zaborowskim, Tadeuszem Iwińskim, Stanisławem Wziątkiem, Adamem Kępińskim, Witoldem Klepaczem, Małgorzatą Sekułą–Szmajdzińską – ludźmi wykształconymi i światłymi, którzy wiedzą co to prawdziwa lewica.



Czytaj także

Czytaj także