A może na wschód. Jan Maria Rokita takiego wyzwania się nie boi. Muszą go tylko zaprosić. Pomysł to dobry. W Moskwie mówią, że wybory wygrali straszni rusofobi i prawicowi oszołomi. Warto by było zadać kłam temu twierdzeniu. Tyle, że Moskwa nie zaprosi, bo nie chce tracić argumentów w sporze z nami, a Jan Maria Rokita doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Nowemu szefowi dyplomacji będzie łatwo. Trudno bowiem cokolwiek zepsuć po rządach lewicy. Zagrożone bezpieczeństwo energetyczne Polski to przecież wynik zerwania umowy z Norwegami przez rząd Leszka Millera. Poniżenie Polski przez Łukaszenkę to z kolei wynik przedłużonych wakacji prezydenta i niemocy rządu pozaparlamentarnego Belki. Polska polityka zagraniczna nie potrzebuje wielu zmian. Potrzebuje realnego spojrzenia przez pryzmat własnych interesów i potrzeb regionu. Polska dyplomacja potrzebuje też na nowo ustalenia priorytetów. Tego jednak każdy nie może zrobić.
Grzegorz Sadowski