Dyplomacja dla każdego

Dyplomacja dla każdego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wybory pokazały, że na dyplomacji zna się każdy. To dobrze. Nasze struktury partyjne w zawiłościach światowej równowagi są obeznane. W kaszę sobie dmuchać nie pozwolą. Smucić może tylko pewna wysoce abstrakcyjna treść wypowiadanych sądów. Świadczy to też o dużym dystansie. Bądź co bądź to przecież cecha światowych liderów. Problemy zaczynają się przy szczegółach.
Weźmy taki drobny fant. Gdzie w pierwszą podróż zagraniczną powinien udać się szef nowego rządu? Czy do USA, tak jak chciałby Jarosław Kaczyński, czy do "pewnego kraju europejskiego", jak proponuje Donald Tusk. Na poziomie ogólnym panuje zgoda, na Zachód. Nie wiadomo tylko jak daleki.

A może na wschód. Jan Maria Rokita takiego wyzwania się nie boi. Muszą go tylko zaprosić. Pomysł to dobry. W Moskwie mówią, że wybory wygrali straszni rusofobi i prawicowi oszołomi. Warto by było zadać kłam temu twierdzeniu. Tyle, że Moskwa nie zaprosi, bo nie chce tracić argumentów w sporze z nami, a Jan Maria Rokita doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Nowemu szefowi dyplomacji będzie łatwo. Trudno bowiem cokolwiek zepsuć po rządach lewicy. Zagrożone bezpieczeństwo energetyczne Polski to przecież wynik zerwania umowy z Norwegami przez rząd Leszka Millera. Poniżenie Polski przez Łukaszenkę to z kolei wynik przedłużonych wakacji prezydenta i niemocy rządu pozaparlamentarnego Belki. Polska polityka zagraniczna nie potrzebuje wielu zmian. Potrzebuje realnego spojrzenia przez pryzmat własnych interesów i potrzeb regionu. Polska dyplomacja potrzebuje też na nowo ustalenia priorytetów. Tego jednak każdy nie może zrobić.

Grzegorz Sadowski