Skok na Oscara

Dodano:   /  Zmieniono: 
Tim Burton znajduje się w elitarnym gronie wybitnych twórców kina, którzy nigdy nie dostali Oscara. Czyżby "Gnijąca panna młoda" była próbą wypisania się z tej grupy?
Począwszy od pełnometrażowego debiutu fabularnego: "Sok z żuka", Burton konsekwentnie buduje swój lekko zakręcony świat. "Edward Nożycoręki", "Batman", czy "Planeta małp" są filmami mieszczącymi się w ramach konwencji, ale z drugiej strony noszą niepowtarzalne piętno reżysera: charakterystyczne dla niego przerysowania i lekko wisielcze poczucie humoru. Dzięki nim zyskał liczną i wierną grupę fanów, ale także mocną pozycję w Hollywood - nie ma problemu z zebraniem pieniędzy nawet na bardzo drogi film.

Ale Burton cierpi na "syndrom Spielberga". Steven Spielberg kręcił kolejne filmy, które okazywały się hitami kinowymi, biły rekordy popularności, ale Amerykańska Akademia Filmowa wyróżniała je tylko Oscarami za efekty specjalne. Podobnie jest Burtonem, czy Samem Raimim, kultowym autorem kolejnych Spidermanów. Spielberg swój problem rozwiązał odchodząc od kina rozrywkowego i wkrótce mógł sobie na telewizorze postawić złote statuetki za "Listę Schindlera" oraz "Szeregowca Ryana". Burton zdaje się iść inną drogą - nakręcił pełnometrażowy film animowany. W tej kategorii Oscary rozdaje się od 2001 roku, ale jest ona słabiej obsadzona niż kategoria filmów fabularnych - co roku powstaje zaledwie kilka dzieł animowanych, które zasługują na uwagę członków akademii. "Gnijąca panna młoda" jest filmem bardzo dobrym, pokazującym lekko udziwniony, ale fascynujący świat styku żywych i umarłych. W przyszłym roku Burton będzie dzięki niemu tak blisko Oscarów, jak jeszcze nigdy w życiu.

Agaton Koziński

"Gnijąca panna młoda Tima Burtona" ("Tim Burton's Corpse Bride"), reż. Tim Burton, Wielka Brytania, 2005