Ale Burton cierpi na "syndrom Spielberga". Steven Spielberg kręcił kolejne filmy, które okazywały się hitami kinowymi, biły rekordy popularności, ale Amerykańska Akademia Filmowa wyróżniała je tylko Oscarami za efekty specjalne. Podobnie jest Burtonem, czy Samem Raimim, kultowym autorem kolejnych Spidermanów. Spielberg swój problem rozwiązał odchodząc od kina rozrywkowego i wkrótce mógł sobie na telewizorze postawić złote statuetki za "Listę Schindlera" oraz "Szeregowca Ryana". Burton zdaje się iść inną drogą - nakręcił pełnometrażowy film animowany. W tej kategorii Oscary rozdaje się od 2001 roku, ale jest ona słabiej obsadzona niż kategoria filmów fabularnych - co roku powstaje zaledwie kilka dzieł animowanych, które zasługują na uwagę członków akademii. "Gnijąca panna młoda" jest filmem bardzo dobrym, pokazującym lekko udziwniony, ale fascynujący świat styku żywych i umarłych. W przyszłym roku Burton będzie dzięki niemu tak blisko Oscarów, jak jeszcze nigdy w życiu.
Agaton Koziński
"Gnijąca panna młoda Tima Burtona" ("Tim Burton's Corpse Bride"), reż. Tim Burton, Wielka Brytania, 2005