Apetyt na odkurzacze

Apetyt na odkurzacze

Dodano:   /  Zmieniono: 
W tle prywatyzacji Zelmera toczy się wojna między zarządem spółki a Dariuszem T. Przywieczerskim, byłym prezesem Universalu. Chodzi o zyski z pośrednictwa w sprzedaży wyrobów za granicą.
Były prezes Universalu mści się za zerwanie dochodowych umów
Najpóźniej do końca br. na giełdę trafią akcje Zelmera. Przed prywatyzacją czołowy producent AGD rozwiązał nieopłacalne umowy z zagranicznymi pośrednikami. Rozgniewało to głównego beneficjenta pośrednictwa Dariusza T. Przywieczerskiego, który postanowił doprowadzić do odwołania prezesa rzeszowskiej spółki. Gdy w grudniu 2001 r. Andrzej Libold obejmował stanowisko prezesa rzeszowskiego Zelmera, atmosfera wokół jego nominacji była wyjątkowo nieprzychylna. Sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Wiesław Ciesielski (SLD) w swym poselskim oświadczeniu majątkowym ujawnił, że przed wyborami parlamentarnymi pożyczył od Libolda 100 tys. zł. Dla prasy nie miało większego znaczenia, że nowy prezes Zelmera przez wiele lat pracował w branży AGD; był dyrektorem handlowym Polaru we Wrocławiu, a potem rozwijał sieć sprzedaży tej firmy w Kanadzie. Moment objęcia kierownictwa Zelmera przez Andrzeja Libolda był wyjątkowo trudny dla firmy, świeżo przekształconej w jednoosobową spółkę skarbu państwa. Poprzedni zarząd utracił kontrolę nad kosztami przedsiębiorstwa. Po siedmiu miesiącach 2001 r. największy polski producent odkurzaczy (przeszło 50 proc. rynku) i drobnego sprzętu AGD wykazał prawie 20 mln zł straty netto. Firma stopniowo traciła krajowy rynek na rzecz Moulineksa, Boscha i Electroluksa. Wśród liczącej ponad 2450 osób załogi nasilały się pogłoski o groźbie zwolnień grupowych.
Obejmując posadę przed Bożym Narodzeniem 2001 r., Libold oświadczył, że w ciągu dwóch lat zrestrukturyzuje Zelmera i uzdrowi jego finanse na tyle, że będzie można wrócić do projektu prywatyzacji. Już po pierwszym roku jego rządów (2002) Zelmer zarobił 6,4 mln zł. W 2003 r. spółka wypracowała na czysto ponad 13 mln zł. - Jestem bardzo zadowolona z wyników - przyzna-je Halina Krasowska, przewodnicząca rady nadzorczej Zelmera.
Na kontach spółki jest 50 mln zł wolnych środków. Znaczącą poprawę swej sytuacji firma zawdzięcza odważnym posunięciom restrukturyzacyjnym i konsekwentnej polityce obniżania kosztów działalności, w tym ogólnych kosztów zarządu. Pośrednictwo w sprzedaży eksportowej spółki otrzymała na wyłączność spółka Zel-mer Trading (100 proc. kapitału Zelmer SA, wcześniej 51 proc. miał Universal). Jednocześnie wypowiedziano umowy agencyjne wszystkim pośrednikom, którzy od  lat zajmowali się sprzedażą produktów firmy za granicą. Agenci nie realizowali umów i zalegali z płatnościami.

Cień cesarza spekulacji
Korzyści z Takiej sytuacji czerpał głównie Dariusz Tytus Przywieczerski. Były prezes Universalu poprzez system powiązań kapitałowych kontroluje spółki, które od lat handlowały sprzętem Zelmera w USA (BSTC Group Inc.) i Wielkiej Brytanii (The Pendle Trust). Wartość eksportu Zelmera za pośrednictwem pierwszej z firm tylko w 2000 roku wyniosła ponad 1 mln USD, w kolejnych dwóch osiągała odpowiednio po blisko 882 i 868 tys. USD. Wynik za 6 miesięcy 2003 roku to ok. 429 tys. dolarów. Wartość eksportu Zelmera za pośrednictwem Pendle Trust w 2000 roku osiągnęła z kolei ok. 88 tys. funtów, w 2001 było to ok. 38 tys., a w 2002 ok. 15 tys. funtów.
Rozwiązanie umów Przywieczerski odebrał jako policzek. Dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że razem ze swoimi zaufanymi współpracownikami uknuł intrygę przeciwko zarządowi Zelmera i usiłował wplątać w nią polskie władze. Chodziło o podważenie zaufania do obecnego zarządu Zelmera wśród zagranicznych partnerów. Ludzie Przywieczerskiego rozpowszechniali np. plotki o tym, że na wniosek delegatury NIK w Rzeszowie do końca 2003 roku zarząd Zelmera zostanie odwołany. Natrafiliśmy na dokumenty opisujące anonimowe telefony, którymi próbowano zastraszyć menedżerów z Rzeszowa. Informowano ich, że "kierownictwo NIK z pewnością doprowadzi do odwołania całego zarządu w Zelmerze i zablokuje prywatyzację spółki na co najmniej trzy lata".

Straszak NIK, szczucie resortu
Wplątanie w intrygę przeciwko Zelmerowi Najwyższej Izby Kontroli miało być majstersztykiem Przywieczerskiego. Starania o zdymisjonowanie zarządu Zelmera przyniosły jednak fiasko. To skłoniło Przywieczerskiego do sięgnięcia po najpoważniejszy oręż. Były prezes Universalu - według naszych informatorów z kół rządowych - dotarł do podsekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa Józefa Woźniakowskiego, który do niedawna nadzorował Zelmera. Przywieczerski miał go przekonywać, że Andrzej Libold nie nadaje się na prezesa spółki z Rzeszowa, gdyż zamieszcza płatne ogłoszenia w prawicowych mediach (np. Newsweek Polska), a nie chce dać zarobić Trybunie.
O tym, że w MSP pojawiło się lobby niechętne szefowi rzeszowskiej firmy, mogą świadczyć nasilające się od pewnego czasu pogłoski posłów z Podkarpacia o planie skrócenia kadencji zarządu i ogłoszenia konkursu na stanowisko prezesa spółki. Nic jednak o tym nie wie rada nadzorcza. To do niej należy opublikowanie takiego anonsu w imieniu właściciela.
Wiceszef rady nadzorczej Zelmera Tomasz Dera przypomina, że kadencja zarządu jest trzyletnia i kończy się dopiero w grudniu br., a w praktyce wiosną przyszłego roku. - Zmiana zarządu w trakcie prywatyzacji wyglądałaby dziwnie - uważa wiceprzewodniczący Dera. Rzeszowska spółka jest ostatnim dużym przedsiębiorstwem w branży AGD, które ma państwowego właściciela. Przychody z oferty publicznej akcji firmy są uwzględnione w tegorocznej ustawie budżetowej. Jako doświadczony menedżer Dariusz Przywieczerski zdaje sobie sprawę z tego, że zostało mu niewiele czasu, by dostać się do konfitur, czyli do eksportowej sprzedaży rzeszowskiego producenta AGD.