Obserwatorium: Siła niepokoju

Obserwatorium: Siła niepokoju

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rewolucji cen nie będzie. Ale ewolucja jest nieunikniona - pisze Grzegorz Wójtowicz
Kiedy pieniądz jest mocny, ludzie w ogóle o nim nie myślą.
Dopiero gdy się pogarsza, chcą, aby był silniejszy
W 1496 roku NA WNIOSEK króla Jana Olbrachta Sejm `na wieczne czasy` uchwalił maksymalną cenę dukata. Rynek wkrótce podyktował jednak nową, wyraźnie wyższą cenę złotego dukata. Nic nie trwa wiecznie.
Teraz mamy powtórkę z historii. Na początku 1999 roku, po długim okresie wysokiej inflacji, roczny wzrost cen w Polsce spadł do 5,6 proc. Wystarczyło jednak osłabienie złotego, ożywienie cen żywności i skok cen ropy naftowej, aby w połowie 2000 roku inflacja sięgnęła 11,6 proc. Jej dalszy wzrost zahamowały podwyżki stopy procentowej. Potem okresowe wzmocnienie złotego, tańsze paliwa i spadające ceny żywności zrobiły swoje. W kwietniu 2003 roku roczny wzrost cen spadł do historycznego minimum i wyniósł zaledwie 0,3 proc.
Spadek inflacji zachęcał do potanienia pieniądza, więc stopa procentowa szła w dół. Jednak wkrótce złoty znowu osłabił się, ponownie drożało paliwo i rosły ceny żywności.
Nasze wejście do Unii Europejskiej zaznaczyło się szałem zakupów, zwłaszcza rodzimej żywności, i zbiegło się z gwałtownym wzrostem cen ropy naftowej. To wystarczyło, aby obecna inflacja doszła do około 4 proc. Ugruntowanie się przekonania, że wzrost cen będzie postępować, mogłoby zagrozić stabilnemu rozwojowi gospodarki. Stopa procentowa poszła więc w górę. Szybkiego wzrostu cen z natury rzeczy musi obawiać się Narodowy Bank Polski. To on odpowiada za stabilność cen, która dobrze służy użytkownikom pieniądza, a zwłaszcza konsumentom, producentom i inwestorom.
Inflacja, szczególnie wtedy gdy nagle rośnie, wprowadza zamieszanie i niepewność co do przyszłości budżetów gospodarstw domowych, planów działalności firm. Gdy rosną ceny, konsumenci nie są skłonni rezygnować z osiągniętego poziomu życia. Zaczynają wydawać swoje oszczędności i starają się o dodatkowe dochody. Liczą się bowiem z większymi wydatkami. Z kolei producenci podnosząc ceny swoich produktów, starają się wygrać z rosnącymi kosztami wytwarzania. Obecne ceny producentów są wyższe o blisko 10 proc. niż rok temu. Inwestorzy zastanawiają się, jak realizować swe zamiary w zmienionej sytuacji. Choć gospodarka rośnie w tempie 7 proc., to inwestycje zwiększyły się tylko nieco ponad 3 proc.
Przypomina się tutaj stara prawda. Kiedy pieniądz jest mocny, ludzie w ogóle o nim nie myślą. Dopiero gdy pogarsza się, chcą, żeby był silniejszy. Na szczęście przez cały czas czuwa bank centralny, starając się - za pomocą stopy procentowej - hamować inflację i chronić wartość oszczędności konsumentów, aktywów finansowych zgromadzonych przez przedsiębiorstwa i funduszy zebranych przez inwestorów. Polityka pieniężna banku centralnego pozwala eliminować siłę niepokoju wszystkich użytkowników pieniądza.
Niekiedy obecny wzrost cen wiąże się wyłącznie z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Niesłusznie. Owszem, wynikał on ze zwiększonych zakupów spowodowanych perspektywą zmian warunków działania, ale zapomina się, że ceny ropy naftowej, co nie ma w ogóle związku z wejściem do Unii, osiągnęły rekordowy poziom i dały bardzo silny impuls inflacyjny. Tyle o tym, co już się stało.
Opublikowane niedawno informacje o poziomie cen w krajach europejskich dają jasną odpowiedź na pytanie o przyszły poziom cen w naszym kraju. Otóż w krajach, które zakładały wspólnotę europejską kilkadziesiąt lat temu, poziomy cen rzeczywiście się wyrównały. Ceny we Francji lub w Niemczech są tylko o kilka procent wyższe niż we Włoszech. W strefie euro, obejmującej dwanaście krajów, które posługują się wspólną walutą europejską, różnice są znacznie większe. W Irlandii poziom cen jest o 58 proc. wyższy niż w najtańszej Portugalii. Jeszcze większe są różnice w piętnastce, która tworzyła do niedawna Unię Europejską. Ceny duńskie są wyższe od portugalskich o 71 proc. Poziom cen w Polsce jest podobny do poziomu cen na Węgrzech, Słowacji i w Czechach. Kształtuje się w wysokości mniej więcej połowy cen w Niemczech. Polski bank centralny przyjmuje, że roczny wzrost cen nie powinien przekraczać 2,5 proc. (z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy). Tak więc po przejściowym wzroście cen bezpośrednio po wejściu do Unii możemy się spodziewać, że rewolucji cenowej nie będzie. Natomiast nieunikniona jest ewolucja cen. Ta jednak będzie się dokonywać w ciągu wielu lat.