Orlen zyskał złą sławę, która odciska piętno na jego notowaniach giełdowych i publicznym postrzeganiu firmy. To tym bardziej bolesne, że jeśli chodzi o wyniki i tempo rozwoju, firma nie ma się czego wstydzić.
Dla Jerzego Hausnera dobre wyniki Orlenu są jedynie efektem korzystnej sytuacji na rynku paliw. Ale to tylko część prawdy
Przypadek Polskiego Koncernu Naftowego `Orlen` jest wyjątkowy. Ani wyniki finansowe, ani pozycja rynkowa nie ustawiają firmy na straconej pozycji. A jednak Orlen zyskał złą sławę, która odciska piętno na jego notowaniach giełdowych i publicznym postrzeganiu firmy.
Zaczęło się obiecująco. Z naszych informacji wynika, że Orlen nie wziął udziału w politycznym skandalu, jakim był tzw. raport otwarcia - krytyczny opis sytuacji w firmach państwowych, `przejmowanych` przez SLD z rąk pokonanej AWS. Jeśli rzeczywiście tak było, to prezes Orlenu zasłużył na plus. Jednak w publicznych działaniach kierownictwa firmy było wiele błędów i końcowa ocena pod tym względem musi być negatywna.
- W Orlenie i grach wokół firmy jak w soczewce skupiła się zła strona polskiej gospodarki. Silne upolitycznienie, gry personalne, wykorzystywanie służb specjalnych, korzystanie z nieczystych zagrywek public relations - uważa specjalista od PR do niedawna związany z firmą.
Teraz kuchnia orlenowska jest tematem prac sejmowej speckomisji, która aż pali się, by wyciągnąć na światło dzienne wstydliwe sekrety działania polityków i menedżerów związanych z sektorem naftowym. To musi zaszkodzić pozycji firmy, wycenie giełdowej, morale załogi. Tak było zresztą w wypadku Agory. Przebieg afery Rywina uniemożliwił firmie realizację planów biznesowych i poróżnił pracowników. Z Orlenem będzie tak samo albo i gorzej, bo wiele osób chce przy tej okazji pogrążyć swoich politycznych przeciwników.
- Choć prace komisji sejmowej nie mają bezpośredniego związku z PKN, nie możemy oprzeć się wrażeniu, że wpłyną negatywnie na firmę - napisali w czerwcowym raporcie analitycy Citigroup Smith Barney i DM Banku Handlowego.
Potrójne zyski
Straty moralne płockiego koncernu mogą być tym bardziej bolesne, że jeśli chodzi o wyniki i tempo rozwoju, firma nie ma się czego wstydzić. Analitycy, którzy wolą się kierować oceną liczb niż grami personalno-politycznymi, chwalą Orlen.
- Firma coraz lepiej funkcjonuje, także w obszarach handlu detalicznego i logistyki. Oczekujemy przyspieszonego wzrostu zysków w kolejnych kwartałach - napisali analitycy Erste Banku w niedawnym raporcie. Ocenili, że wyniki Orlenu, podobnie jak węgierskiego MOL-a, mile zaskakują (w odróżnieniu od austriackiego OMV, który miał bardzo kiepski początek roku).
I rzeczywiście. O ile szybki wzrost przychodów PKN (o 27 proc., do 6,3 mld zł) był głównie efektem włączenia wyników Orlen Deutschland, o tyle trudno coś zarzucić wzrostowi zysków.
W ciągu pierwszych trzech miesięcy Orlen zarobił netto o 12 proc. więcej niż przed rokiem. Zysk wyniósł 397 mln zł - zdecydowanie więcej niż 306 mln zł, których oczekiwali analitycy.
Co więcej, drugi kwartał (wyniki poznamy na początku sierpnia) zapowiada się jeszcze lepiej. Analitycy Domu Maklerskiego BZ WBK prognozują zysk kwartalny na poziomie 477 mln zł, co oznaczałoby trzykrotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem 2003 roku.
- Naszym zdaniem, Orlen może w pełni wykorzystać swój potencjał w 2007 roku, gdy pełną parą zacznie działać petrochemiczna spółka joint venture Basell Orlen Polyolefins. Na razie podnosimy prognozę tegorocznych zysków PKN do 1,2 mld zł, choć i to wydaje się ostrożnym szacunkiem - prognozują finansiści z DM BZ WBK. Rzeczywiście są ostrożni. Analitycy Citigroup przewidują nawet 1,4 mld zł zysku (wobec niespełna 940 mln zł osiągniętych w 2003 roku).
Iracka pomoc
Skąd taki hurraoptymizm i przede wszystkim szybki wzrost wyników Orlenu? Wicepremier Hausner wyraźnie poirytowany przeciągającą się dyskusją o zmianach w Orlenie wypalił niedawno, że wyniki firmy są wyłącznie wypadkową sytuacji na rynkach światowych.
Podstawowym ekonomicznym efektem wojny w Iraku i kolejnych ataków terrorystycznych był bowiem drastyczny wzrost cen ropy naftowej. Gwałtownie wzrosła też różnica cenowa między `zachodnią` ropą Brent a sprowadzaną przez Orlen rosyjską ropą z Uralu. To zaś główne czynniki wpływające na rentowność produkcji rafineryjnej dającej aż 80 proc. zysku operacyjnego płockiej firmy.
W I kwartale tego roku ropa Brent była o jedną trzecią droższa niż przed rokiem. Z kolei obfite dostawy rosyjskich koncernów na rynki europejskie sprawiły, że 159-litrowa baryłka surowca uralskiego jest aż o 3 USD od niej tańsza. Rok temu ta różnica była o jedną trzecią mniejsza.
Wzrost rentowności i wolumenu produkcji w części rafineryjnej to niejedyny atut Orlenu. Firmie pomógł też znaczący wzrost cen surowców i produktów petrochemicznych - w niektórych wypadkach są one dziś o 20 proc. droższe od historycznych średnich.
Już nie rynkowi, ale zarządowi trzeba zapisać na plus, że nadejście dobrej koniunktury nie zatrzymało procesu restrukturyzacji i cięcia kosztów. W samym I kwartale Orlen zredukował koszty operacyjne o 114 mln zł, zyskując aprobatę analityków giełdowych.
Drogi, ale tani
Pozostaje pytanie: skoro firma jest w tak dobrej formie, to dlaczego jest notowana na giełdzie z zauważalnym dyskontem i to zarówno wobec graczy światowych, jak i regionalnych sąsiadów? Wbrew pozorom to nie tylko efekt nagonki politycznej i oczekiwania na zmiany personalne w zarządzie. Firma nie może się doczekać zgody polityków na dokończenie prywatyzacji firmy i powiązania jej z jednym lub dwoma partnerami z południa. Kandydaci do tej fuzji, czyli MOL i OMV, wciąż są częściowo państwowi, jednak dłuższy staż rynkowy i sprawne kierownictwo pozwoliły im wejść na poziom zarządzania, o którym Orlen może na razie tylko marzyć. Nic dziwnego, że obie firmy są znacznie rentowniejsze.
Austriakom udało się w dodatku - jako regionalnym pionierom - zyskać dostęp do pól naftowych, co także podnosi wycenę rynkową. W dodatku zarówno Węgrzy, jak i Austriacy już kilka lat temu wyszli poza własne rynki, rozpoczynając budowę grup regionalnych.
Pierwsze kroki, które na tej drodze stawia Orlen, są na razie odbierane jako ruchy defensywne, obrona przed sprawniejszymi i bardziej agresywnymi konkurentami. Dlatego świat finansowy przygląda im się z ciekawością, ale też ze sporą ostrożnością.
Najmniej wątpliwości wzbudziło wejście firmy na rynek niemiecki i zakup 500 stacji benzynowych od BP i Arala. Orlen Deutschland to już znaczący odbiorca paliw z Płocka (w 2003 roku 1,5 mln ton wobec 8,4 mln ton sprzedanych w kraju), choć na razie nieprzynoszący firmie zysków. Analitycy chwalą ostrożną strategię, która zakłada uplasowanie 350 stacji w najtańszym segmencie, gdzie głównym konkurentem jest Jet (sieć amerykańskiego koncernu ConocoPhillips).
Czeski film
Odgwizdane jako wielki sukces przejęcie czeskiego Unipetrolu (finał transakcji spodziewany jest jesienią) to na razie jedna wielka zagadka. Nie wiadomo, jak Orlen poradzi sobie z zarządzaniem tym skomplikowanym holdingiem - nie słychać bowiem o armii polskich menedżerów przygotowanych do `zrzutu spadochronowego` w Pradze. Trudno powiedzieć, czy nie czekają nas niespodzianki w Ceskiej Rafinerskiej - kluczowej spółce Unipetrolu, której zachodni udziałowcy mogą, choć nie muszą ustąpić miejsca Orlenowi (ENI, Conoco i Shell mają prawo pierwokupu akcji). Nie wiadomo też, jak ułoży się współpraca z samym ConocoPhillips, który ma przejąć część kupionych przez Orlen stacji benzynowych.
Na razie analitycy nie bawią się w prognozowanie korzyści z wejścia do Czech. Pewna jest bowiem tylko strona kosztowa: przejęcie kontrolnego pakietu akcji Unipetrolu, realizacja obowiązkowego wezwania na resztę jego akcji oraz odkupienie
33 proc. Ceskiej Rafinerskiej mogłyby kosztować Orlen ponad 700 mln euro (3,2 mld zł). To znacznie więcej niż są warte posiadane przez Orlen i przeznaczone do sprzedaży w przyszłym roku udziały w
Polkomtelu, które analitycy wyceniają na 1,9-2,2 mld zł.
- Biorąc pod uwagę skomplikowaną i mało przejrzystą strukturę organizacyjną, premia za przejęcie Unipetrolu jest wysoka - uznali niedawno analitycy Domu Inwestycyjnego BRE Banku. Agencja ratingowa Fitch wzięła zaś Orlen pod lupę, obawiając się skokowego wzrostu zadłużenia.
Niezależnie od oceny tej jednej, ale znaczącej transakcji Orlen w wersji international to na razie niemowlak. Za jego narodzinami stoi zarząd Zbigniewa Wróbla, ale to jego następcy będą musieli zadbać o to, by dziecko zdrowo rosło i by ostatecznie znalazło chętnego do mariażu. To jest wielka gra, która dopiero się zaczyna.
Przypadek Polskiego Koncernu Naftowego `Orlen` jest wyjątkowy. Ani wyniki finansowe, ani pozycja rynkowa nie ustawiają firmy na straconej pozycji. A jednak Orlen zyskał złą sławę, która odciska piętno na jego notowaniach giełdowych i publicznym postrzeganiu firmy.
Zaczęło się obiecująco. Z naszych informacji wynika, że Orlen nie wziął udziału w politycznym skandalu, jakim był tzw. raport otwarcia - krytyczny opis sytuacji w firmach państwowych, `przejmowanych` przez SLD z rąk pokonanej AWS. Jeśli rzeczywiście tak było, to prezes Orlenu zasłużył na plus. Jednak w publicznych działaniach kierownictwa firmy było wiele błędów i końcowa ocena pod tym względem musi być negatywna.
- W Orlenie i grach wokół firmy jak w soczewce skupiła się zła strona polskiej gospodarki. Silne upolitycznienie, gry personalne, wykorzystywanie służb specjalnych, korzystanie z nieczystych zagrywek public relations - uważa specjalista od PR do niedawna związany z firmą.
Teraz kuchnia orlenowska jest tematem prac sejmowej speckomisji, która aż pali się, by wyciągnąć na światło dzienne wstydliwe sekrety działania polityków i menedżerów związanych z sektorem naftowym. To musi zaszkodzić pozycji firmy, wycenie giełdowej, morale załogi. Tak było zresztą w wypadku Agory. Przebieg afery Rywina uniemożliwił firmie realizację planów biznesowych i poróżnił pracowników. Z Orlenem będzie tak samo albo i gorzej, bo wiele osób chce przy tej okazji pogrążyć swoich politycznych przeciwników.
- Choć prace komisji sejmowej nie mają bezpośredniego związku z PKN, nie możemy oprzeć się wrażeniu, że wpłyną negatywnie na firmę - napisali w czerwcowym raporcie analitycy Citigroup Smith Barney i DM Banku Handlowego.
Potrójne zyski
Straty moralne płockiego koncernu mogą być tym bardziej bolesne, że jeśli chodzi o wyniki i tempo rozwoju, firma nie ma się czego wstydzić. Analitycy, którzy wolą się kierować oceną liczb niż grami personalno-politycznymi, chwalą Orlen.
- Firma coraz lepiej funkcjonuje, także w obszarach handlu detalicznego i logistyki. Oczekujemy przyspieszonego wzrostu zysków w kolejnych kwartałach - napisali analitycy Erste Banku w niedawnym raporcie. Ocenili, że wyniki Orlenu, podobnie jak węgierskiego MOL-a, mile zaskakują (w odróżnieniu od austriackiego OMV, który miał bardzo kiepski początek roku).
I rzeczywiście. O ile szybki wzrost przychodów PKN (o 27 proc., do 6,3 mld zł) był głównie efektem włączenia wyników Orlen Deutschland, o tyle trudno coś zarzucić wzrostowi zysków.
W ciągu pierwszych trzech miesięcy Orlen zarobił netto o 12 proc. więcej niż przed rokiem. Zysk wyniósł 397 mln zł - zdecydowanie więcej niż 306 mln zł, których oczekiwali analitycy.
Co więcej, drugi kwartał (wyniki poznamy na początku sierpnia) zapowiada się jeszcze lepiej. Analitycy Domu Maklerskiego BZ WBK prognozują zysk kwartalny na poziomie 477 mln zł, co oznaczałoby trzykrotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem 2003 roku.
- Naszym zdaniem, Orlen może w pełni wykorzystać swój potencjał w 2007 roku, gdy pełną parą zacznie działać petrochemiczna spółka joint venture Basell Orlen Polyolefins. Na razie podnosimy prognozę tegorocznych zysków PKN do 1,2 mld zł, choć i to wydaje się ostrożnym szacunkiem - prognozują finansiści z DM BZ WBK. Rzeczywiście są ostrożni. Analitycy Citigroup przewidują nawet 1,4 mld zł zysku (wobec niespełna 940 mln zł osiągniętych w 2003 roku).
Iracka pomoc
Skąd taki hurraoptymizm i przede wszystkim szybki wzrost wyników Orlenu? Wicepremier Hausner wyraźnie poirytowany przeciągającą się dyskusją o zmianach w Orlenie wypalił niedawno, że wyniki firmy są wyłącznie wypadkową sytuacji na rynkach światowych.
Podstawowym ekonomicznym efektem wojny w Iraku i kolejnych ataków terrorystycznych był bowiem drastyczny wzrost cen ropy naftowej. Gwałtownie wzrosła też różnica cenowa między `zachodnią` ropą Brent a sprowadzaną przez Orlen rosyjską ropą z Uralu. To zaś główne czynniki wpływające na rentowność produkcji rafineryjnej dającej aż 80 proc. zysku operacyjnego płockiej firmy.
W I kwartale tego roku ropa Brent była o jedną trzecią droższa niż przed rokiem. Z kolei obfite dostawy rosyjskich koncernów na rynki europejskie sprawiły, że 159-litrowa baryłka surowca uralskiego jest aż o 3 USD od niej tańsza. Rok temu ta różnica była o jedną trzecią mniejsza.
Wzrost rentowności i wolumenu produkcji w części rafineryjnej to niejedyny atut Orlenu. Firmie pomógł też znaczący wzrost cen surowców i produktów petrochemicznych - w niektórych wypadkach są one dziś o 20 proc. droższe od historycznych średnich.
Już nie rynkowi, ale zarządowi trzeba zapisać na plus, że nadejście dobrej koniunktury nie zatrzymało procesu restrukturyzacji i cięcia kosztów. W samym I kwartale Orlen zredukował koszty operacyjne o 114 mln zł, zyskując aprobatę analityków giełdowych.
Drogi, ale tani
Pozostaje pytanie: skoro firma jest w tak dobrej formie, to dlaczego jest notowana na giełdzie z zauważalnym dyskontem i to zarówno wobec graczy światowych, jak i regionalnych sąsiadów? Wbrew pozorom to nie tylko efekt nagonki politycznej i oczekiwania na zmiany personalne w zarządzie. Firma nie może się doczekać zgody polityków na dokończenie prywatyzacji firmy i powiązania jej z jednym lub dwoma partnerami z południa. Kandydaci do tej fuzji, czyli MOL i OMV, wciąż są częściowo państwowi, jednak dłuższy staż rynkowy i sprawne kierownictwo pozwoliły im wejść na poziom zarządzania, o którym Orlen może na razie tylko marzyć. Nic dziwnego, że obie firmy są znacznie rentowniejsze.
Austriakom udało się w dodatku - jako regionalnym pionierom - zyskać dostęp do pól naftowych, co także podnosi wycenę rynkową. W dodatku zarówno Węgrzy, jak i Austriacy już kilka lat temu wyszli poza własne rynki, rozpoczynając budowę grup regionalnych.
Pierwsze kroki, które na tej drodze stawia Orlen, są na razie odbierane jako ruchy defensywne, obrona przed sprawniejszymi i bardziej agresywnymi konkurentami. Dlatego świat finansowy przygląda im się z ciekawością, ale też ze sporą ostrożnością.
Najmniej wątpliwości wzbudziło wejście firmy na rynek niemiecki i zakup 500 stacji benzynowych od BP i Arala. Orlen Deutschland to już znaczący odbiorca paliw z Płocka (w 2003 roku 1,5 mln ton wobec 8,4 mln ton sprzedanych w kraju), choć na razie nieprzynoszący firmie zysków. Analitycy chwalą ostrożną strategię, która zakłada uplasowanie 350 stacji w najtańszym segmencie, gdzie głównym konkurentem jest Jet (sieć amerykańskiego koncernu ConocoPhillips).
Czeski film
Odgwizdane jako wielki sukces przejęcie czeskiego Unipetrolu (finał transakcji spodziewany jest jesienią) to na razie jedna wielka zagadka. Nie wiadomo, jak Orlen poradzi sobie z zarządzaniem tym skomplikowanym holdingiem - nie słychać bowiem o armii polskich menedżerów przygotowanych do `zrzutu spadochronowego` w Pradze. Trudno powiedzieć, czy nie czekają nas niespodzianki w Ceskiej Rafinerskiej - kluczowej spółce Unipetrolu, której zachodni udziałowcy mogą, choć nie muszą ustąpić miejsca Orlenowi (ENI, Conoco i Shell mają prawo pierwokupu akcji). Nie wiadomo też, jak ułoży się współpraca z samym ConocoPhillips, który ma przejąć część kupionych przez Orlen stacji benzynowych.
Na razie analitycy nie bawią się w prognozowanie korzyści z wejścia do Czech. Pewna jest bowiem tylko strona kosztowa: przejęcie kontrolnego pakietu akcji Unipetrolu, realizacja obowiązkowego wezwania na resztę jego akcji oraz odkupienie
33 proc. Ceskiej Rafinerskiej mogłyby kosztować Orlen ponad 700 mln euro (3,2 mld zł). To znacznie więcej niż są warte posiadane przez Orlen i przeznaczone do sprzedaży w przyszłym roku udziały w
Polkomtelu, które analitycy wyceniają na 1,9-2,2 mld zł.
- Biorąc pod uwagę skomplikowaną i mało przejrzystą strukturę organizacyjną, premia za przejęcie Unipetrolu jest wysoka - uznali niedawno analitycy Domu Inwestycyjnego BRE Banku. Agencja ratingowa Fitch wzięła zaś Orlen pod lupę, obawiając się skokowego wzrostu zadłużenia.
Niezależnie od oceny tej jednej, ale znaczącej transakcji Orlen w wersji international to na razie niemowlak. Za jego narodzinami stoi zarząd Zbigniewa Wróbla, ale to jego następcy będą musieli zadbać o to, by dziecko zdrowo rosło i by ostatecznie znalazło chętnego do mariażu. To jest wielka gra, która dopiero się zaczyna.