Do łask inwestorów wracają inwestycje.
Przysłowie "miłe złego początki" z pewnością można odnieść do rynku akcji. "Miły" okres szczytu boomu gospodarczego zwykle jest równocześnie początkiem spadku cen tych papierów. Na rynku obligacji bardziej adekwatne wydaje się powiedzenie "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło".
Ostatnio GUS podał złe wieści, które mają szanse wyjść na dobre rynkowi obligacji. Roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej spadło do najniższego od 11 miesięcy poziomu - zaledwie 6 proc. Dla rynku obligacji, znajdującego się od czerwca 2003 w bessie, sygnał potwierdzający spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego jest bardzo ważny. Dlaczego?
Otóż z typowym kilkumiesięcznym opóźnieniem powinno to spowodować wyhamowanie tempa wzrostu inflacji. Ze względu na bardzo silną korelację pomiędzy cenami polskich obligacji a inflacją oznaczałoby to z kolei z wysokim prawdopodobieństwem koniec bessy na obligacjach, a przynajmniej znaczącą jej korektę. W ciągu minionego roku bessa ta mocno dała się we znaki wszystkim posiadaczom jednostek uczestnictwa krajowych funduszy obligacji. Klienci zniechęceni brakiem zysków wycofali z nich łącznie 10 mld zł.
Zaledwie 6-procentowe roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej w lipcu wyraźnie wskazuje na to, że polska gospodarka ma obecnie kaca po nieco sztucznym boomie z początku roku. Był on wywołany wystąpieniem dodatkowego popytu przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Ponieważ przedakcesyjne odchylenie produkcji w górę od "naturalnego" poziomu zaczęło być zauważalne od lutego i utrzymywało się do czerwca, to można sądzić, że obecne spowolnienie wynikające z niedoboru popytu - zaspokojonego na zapas przed 1 maja - powinno zakończyć się do IV kwartału. Pod koniec roku dane GUS o produkcji powinny więc pokazać wyraźną poprawę (do 12-13 proc.).
Powrotu bardzo dobrej koniunktury gospodarczej już jednak raczej nie będzie. Dwa negatywne czynniki oddziałujące na gospodarkę z opóźnieniem - trwający od czerwca 2003 do lipca 2004 wzrost rynkowych stóp procentowych oraz rozpoczęte w marcu silne wzmocnienie złotego - powodować będą, że w połowie przyszłego roku roczne tempo produkcji ponownie oscylować powinno w granicach zaledwie 5 proc.
A zatem marzec 2004 roku z dużym prawdopodobieństwem można uznać za szczyt tempa wzrostu gospodarczego w obecnym cyklu koniunkturalnym. 17,5-punktowy spadek tempa wzrostu produkcji - z 23,5 proc. w marcu do 6 proc. w lipcu - stanowi najbardziej gwałtowne 4-miesięczne spowolnienie od początku lat 90. Poprzednie takie spadki dynamiki miały miejsce pomiędzy wrześniem 1997 a styczniem 1998 (-12,8 pkt. proc.) oraz w okresie grudzień 1999-kwiecień 2000 (-13,7 proc.). W obu tych przypadkach ostre wyhamowanie tempa wzrostu w naszym kraju bezpośrednio poprzedzało lub towarzyszyło pękaniu baniek inwestycyjnych na świecie - w pierwszym przypadku azjatyckiej, w drugim przypadku technologicznej.
W poprzednim cyklu gospodarczym hossa na rynku obligacji rozpoczęła się w październiku 2000. Było to w 10 miesięcy po szczycie dynamiki produkcji przemysłowej, 3 miesiące po szczycie tempa inflacji i 1,5 miesiąca po ostatniej w ówczesnej serii podwyżce stóp RPP. W obecnym cyklu szczyt dynamiki wzrostu gospodarczego wypadł w marcu, szczyt inflacji został ustanowiony, według zgodnych opinii analityków, w sierpniu, a Radzie Polityki Pieniężnej pozostały jeszcze najprawdopodobniej 1-2 podwyżki stóp (stopa referencyjna powinna zatrzymać się w strefie 7-7,5 proc. we wrześniu-październiku).
To powoduje, że poziomy cen obligacji są dosyć atrakcyjne w 4-5-miesięcznej perspektywie. Wydaje się więc, że każde ewentualne osłabienie krajowego rynku obligacji w następnych tygodniach, związane np. z kolejnymi podwyżkami stóp w wykonaniu RPP, można wykorzystywać do spekulacyjnych zakupów długoterminowych obligacji czy lokat w agresywnych funduszach obligacji. Oczywiście obecnie nie ma mowy o kilkudziesięcioprocentowych zyskach, które osiągnęli posiadacze długoterminowych obligacji skarbowych o stałym oprocentowaniu od lata 2001 do wiosny 2003. Można szacować, że w przypadku pozytywnego dla obligacji rozwoju wydarzeń ceny dłuższych papierów o stałym oprocentowaniu (5-10 lat) powinny do końca roku wzrosnąć o nieco ponad 5 proc., a na większe zyski trzeba będzie poczekać do drugiej połowy 2005 roku.
Ostatnio GUS podał złe wieści, które mają szanse wyjść na dobre rynkowi obligacji. Roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej spadło do najniższego od 11 miesięcy poziomu - zaledwie 6 proc. Dla rynku obligacji, znajdującego się od czerwca 2003 w bessie, sygnał potwierdzający spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego jest bardzo ważny. Dlaczego?
Otóż z typowym kilkumiesięcznym opóźnieniem powinno to spowodować wyhamowanie tempa wzrostu inflacji. Ze względu na bardzo silną korelację pomiędzy cenami polskich obligacji a inflacją oznaczałoby to z kolei z wysokim prawdopodobieństwem koniec bessy na obligacjach, a przynajmniej znaczącą jej korektę. W ciągu minionego roku bessa ta mocno dała się we znaki wszystkim posiadaczom jednostek uczestnictwa krajowych funduszy obligacji. Klienci zniechęceni brakiem zysków wycofali z nich łącznie 10 mld zł.
Zaledwie 6-procentowe roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej w lipcu wyraźnie wskazuje na to, że polska gospodarka ma obecnie kaca po nieco sztucznym boomie z początku roku. Był on wywołany wystąpieniem dodatkowego popytu przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Ponieważ przedakcesyjne odchylenie produkcji w górę od "naturalnego" poziomu zaczęło być zauważalne od lutego i utrzymywało się do czerwca, to można sądzić, że obecne spowolnienie wynikające z niedoboru popytu - zaspokojonego na zapas przed 1 maja - powinno zakończyć się do IV kwartału. Pod koniec roku dane GUS o produkcji powinny więc pokazać wyraźną poprawę (do 12-13 proc.).
Powrotu bardzo dobrej koniunktury gospodarczej już jednak raczej nie będzie. Dwa negatywne czynniki oddziałujące na gospodarkę z opóźnieniem - trwający od czerwca 2003 do lipca 2004 wzrost rynkowych stóp procentowych oraz rozpoczęte w marcu silne wzmocnienie złotego - powodować będą, że w połowie przyszłego roku roczne tempo produkcji ponownie oscylować powinno w granicach zaledwie 5 proc.
A zatem marzec 2004 roku z dużym prawdopodobieństwem można uznać za szczyt tempa wzrostu gospodarczego w obecnym cyklu koniunkturalnym. 17,5-punktowy spadek tempa wzrostu produkcji - z 23,5 proc. w marcu do 6 proc. w lipcu - stanowi najbardziej gwałtowne 4-miesięczne spowolnienie od początku lat 90. Poprzednie takie spadki dynamiki miały miejsce pomiędzy wrześniem 1997 a styczniem 1998 (-12,8 pkt. proc.) oraz w okresie grudzień 1999-kwiecień 2000 (-13,7 proc.). W obu tych przypadkach ostre wyhamowanie tempa wzrostu w naszym kraju bezpośrednio poprzedzało lub towarzyszyło pękaniu baniek inwestycyjnych na świecie - w pierwszym przypadku azjatyckiej, w drugim przypadku technologicznej.
W poprzednim cyklu gospodarczym hossa na rynku obligacji rozpoczęła się w październiku 2000. Było to w 10 miesięcy po szczycie dynamiki produkcji przemysłowej, 3 miesiące po szczycie tempa inflacji i 1,5 miesiąca po ostatniej w ówczesnej serii podwyżce stóp RPP. W obecnym cyklu szczyt dynamiki wzrostu gospodarczego wypadł w marcu, szczyt inflacji został ustanowiony, według zgodnych opinii analityków, w sierpniu, a Radzie Polityki Pieniężnej pozostały jeszcze najprawdopodobniej 1-2 podwyżki stóp (stopa referencyjna powinna zatrzymać się w strefie 7-7,5 proc. we wrześniu-październiku).
To powoduje, że poziomy cen obligacji są dosyć atrakcyjne w 4-5-miesięcznej perspektywie. Wydaje się więc, że każde ewentualne osłabienie krajowego rynku obligacji w następnych tygodniach, związane np. z kolejnymi podwyżkami stóp w wykonaniu RPP, można wykorzystywać do spekulacyjnych zakupów długoterminowych obligacji czy lokat w agresywnych funduszach obligacji. Oczywiście obecnie nie ma mowy o kilkudziesięcioprocentowych zyskach, które osiągnęli posiadacze długoterminowych obligacji skarbowych o stałym oprocentowaniu od lata 2001 do wiosny 2003. Można szacować, że w przypadku pozytywnego dla obligacji rozwoju wydarzeń ceny dłuższych papierów o stałym oprocentowaniu (5-10 lat) powinny do końca roku wzrosnąć o nieco ponad 5 proc., a na większe zyski trzeba będzie poczekać do drugiej połowy 2005 roku.