Tę zasadę znają wszyscy - im więcej graczy na rynku, tym większy wybór ma klient i może liczyć na korzystniejsze ceny. Nie oszukujmy się jednak, że w branży telekomunikacyjnej w Polsce mamy już prawdziwą konkurencję
Gdyby spojrzeć tylko na listę firm, które mają zezwolenie na świadczenie usług w sieci stacjonarnej, można by odnieść wrażenie, że konkurencja kwitnie.
W sierpniu 2004 roku takie uprawnienia miało 88 operatorów, choć nie wszyscy rozpoczęli działalność (według URTiP w 2003 roku działało 55). Tymczasem na rynku liczy się najwyżej kilkunastu. Na rynku telefonii stacjonarnej największe udziały w dalszym ciągu ma Telekomunikacja Polska SA. Operatorzy alternatywni swoją działalność prowadzą najczęściej na obszarze kilku województw, a tylko niektórzy na terenie całego kraju. Przejęli do kilkunastu procent rynku w zależności od rodzaju połączeń.
Podgryzanie największego
TP SA wszelkimi możliwymi środkami broni swojej pozycji. Nie waha się przy tym sięgać do chwytów nie fair. Potwierdza to opublikowany kilka miesięcy temu raport NIK, który stwierdza, że TP SA opóźniała wejście na rynek niezależnych operatorów - wydłużała wzajemne procedury negocjacyjne oraz utrudniała dochodzenie do uzgodnień technicznych po podpisaniu umów o połączeniu sieci.
Andrzej Dąbrowa, wiceprezes firmy Telepolska świadczącej usługi telekomunikacyjne na rynku stacjonarnym, potwierdza, że współpraca z TP SA jest trudna. - Dotyczy to zwłaszcza dostępu do jej sieci - mówi. Często z prawnego punktu widzenia wszystko jest w porządku, ale - jak stwierdza Dąbrowa - TP SA wyznacza punkty styku w takim miejscu, że przyłączenie do jej sieci wymaga skomplikowanych i długich prac teletechnicznych. W wypadku Telepolski, która zaczęła na razie świadczyć usługi w województwie mazowieckim, zajęło to półtora roku.
Również UOKiK w opublikowanym na początku ubiegłego roku raporcie o polskim sektorze telekomunikacyjnym w świetle działań organu antymonopolowego wymienił wiele przykładów wykorzystywania przez TP SA pozycji monopolistycznej. Urząd przyznaje, że pojawienie się konkurencji spowodowało, że sytuacja rynkowa znacznie poprawiła się w porównaniu z połową lat dziewięćdziesiątych, lecz czy jest to naprawdę poważna konkurencja, skoro w konkluzji czytamy, że "obecność konkurencyjnych firm w sektorze telekomunikacyjnym nie stanowi dla TP SA bezpośredniego zagrożenia w sensie ekonomicznym, ale raczej bodziec psychologiczny wpływający na jej postępowanie wobec klientów"?
Mimo to w ubiegłym roku TP SA mogła odczuć istnienie konkurencji szczególnie na rynku połączeń międzymiastowych i międzynarodowych. Straty w udziałach rynkowych zmusiły monopolistę do zaoferowania korzystniejszych planów taryfowych, najpierw na rynku indywidualnym (taryfy Darmowe Weekendy i Wieczory oraz Tanie Weekendy i Wieczory), a potem - obniżki cen międzynarodowych, międzymiastowych i do sieci komórkowych.
Pokojowe współistnienie
Operatorzy alternatywni zdają sobie sprawę, że na dłuższą metę z TP SA trudno konkurować tylko ceną. Nic więc dziwnego, że szukają nisz, np. kierując oferty do klientów biznesowych, gdzie stawki negocjuje się indywidualnie, a duże znaczenie ma jakość obsługi.
- Stawiamy na elastyczność. Każdego z naszych największych klientów obsługuje specjalnie wyznaczony specjalista - mówi Andrzej Dąbrowa. Przekonuje, że z kolei klienci z mniejszych firm nigdy nie mają kłopotów z dodzwonieniem się do ich centrów obsługi, gdzie mogą liczyć na fachową pomoc, co nie zawsze działa w TP SA. Swoim klientom Telepolska oferuje także billing online, tj. możliwość sprawdzenia kosztu rozmowy zaraz po jej zakończeniu.
Dąbrowa przyznaje jednak, że walka na rynku nie jest równa. Konieczne jest więc wypracowanie zasad zdrowego współistnienia z TP SA. Uruchomienie przez Telepolskę usług w innych miastach powinno pójść szybciej, bo firma zrozumiała, że bez umiejętności rozmawiania, negocjowania z liderem nie da się skutecznie działać.
Komórkowy oligopol
O prawdziwej konkurencji trudno też mówić w odniesieniu do polskiego rynku telefonii komórkowej, gdzie działa trzech operatorów dysponujących podobnym udziałem rynkowym. Według ocen URTiP, sytuacja na tym rynku wskazuje na cechy oligopolistyczne. Witold Graboś, prezes URTiP, wierzy, że sytuacja się zmieni, a konkurencyjność wzrośnie po wejściu kolejnego operatora. Wiadomo już, że urząd przeprowadzi przetarg na częstotliwości umożliwiające świadczenie usług telefonii komórkowej w technologii UMTS i GSM.
Przetarg ten zostanie poprzedzony konsultacjami. Rozstrzygnięcie ma nastąpić do 8 maja 2005 r.
Czy możemy zatem liczyć na spadek cen? Nie jest to takie pewne. Przedstawiciele działających już operatorów GSM przestrzegają, że wydatki związane z budową sieci GSM i UMTS są bardzo wysokie. Nowy operator spróbuje szybko odzyskać środki wydane na budowę sieci i nie będzie zainteresowany konkurencją cenową.
Na razie trudno przewidywać, jak szybko i o ile spadną ceny. Zdaniem Andrzeja Piotrowskiego, eksperta Centrum im. Adama Smitha, dużo zależy o tego, kim będą nowi gracze. - Jeśli byliby to światowi potentaci, tacy jak np. Hutchison, można się spodziewać, że ceny będą spadać szybciej, niż gdy to będzie Netia czy Tele2, których możliwości finansowe są mniejsze - mówi Piotrowski. Jednak wątpi, by obecnie któryś z potentatów mógł poważnie się zainteresować polskim rynkiem. - Rzeczywiście, nowy gracz będzie musiał sporo zainwestować, a w Polsce działanie na tym rynku jest związane z dużym ryzykiem politycznym. Czy jest mu w stanie ktoś zagwarantować, że reguły nie zmienią się z dnia na dzień? - pyta retorycznie.
Centrum Adama Smitha przygotowało niedawno raport, w którym przeanalizowało taryfy telefonii komórkowej w krajach UE i 35 najbardziej rozwiniętych krajach świata. Okazało się, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, że telefonia komórkowa w Polsce jest droższa niż w innych krajach.
Na 60 analizowanych według siły nabywczej taryf dla abonentów stosunkowo rzadko korzystających z telefonów komórkowych, które sklasyfikowano od najtańszej do najdroższej, dwie polskie taryfy znalazły się na pozycji 54. i 57. Wyjątkiem było Heyah, które zajęło 22. miejsce. Jednak już w klasyfikacji taryf dla abonentów korzystających w sposób umiarkowany najlepiej w tym rankingu wypadające Heyah zajęło 50. miejsce, a dwie następne polskie taryfy znalazły się na końcu klasyfikacji. Przy uwzględnieniu taryf dla użytkowników intensywnie korzystających z komórek trzy taryfy znalazły się w ostatniej dziesiątce listy.
Na razie jest więc drogo, bo mamy oligopol. Jak szybko stan ten mogłoby zmienić wejście na rynek czwartego operatora, pozostaje kwestią otwartą. Nie ma zgodności co do przewidywanego rozwoju sytuacji. Jedno jednak jest pewne - najbardziej skorzystaliby na tym klienci. Atmosferę konkurencji mogli oni już odczuć w tym roku, gdy na rynku pojawiła się oferta Heyah, nowa marka jednego z obecnych na rynku graczy - Polskiej Telefonii Cyfrowej. Korzystna oferta przyciągnęła w ciągu kwartału 1,2 mln klientów. Szybko zareagował Centertel, który w odpowiedzi przedstawił nową taryfę POP, na którą zdecydowało się milion osób w ciągu miesiąca. Wypada wierzyć, że to przedsmak tego, co nas czeka w niedalekiej przyszłości.
Szanse konkurentów TP SA
Według raportu Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2004 opracowanego przez firmę PMR, głównymi motorami wzrostu rynku w najbliższych latach będą telefonia komórkowa oraz sektor transmisji danych i szerokopasmowego internetu. Natomiast telefonia stacjonarna jest, w opinii autorów raportu, rynkiem mało perspektywicznym - wartość tego segmentu będzie się zmniejszać, a liczba linii stacjonarnych choć będzie rosła w najbliższych latach,
to jednak w coraz słabszym tempie. "Kurczenie się wartości sektora stacjonarnego nie oznacza jednak automatycznie, że wszystkie firmy na nim działające odczują spadek przychodów" - twierdzą autorzy raportu. Według nich, alternatywni operatorzy mają nawet możliwość znacznego zwiększenia sprzedaży poprzez odebranie klientów TP SA. Szczególnie dotyczy to firm działających na rynku połączeń międzymiastowych, międzynarodowych i z telefonów stacjonarnych na komórki.
W sierpniu 2004 roku takie uprawnienia miało 88 operatorów, choć nie wszyscy rozpoczęli działalność (według URTiP w 2003 roku działało 55). Tymczasem na rynku liczy się najwyżej kilkunastu. Na rynku telefonii stacjonarnej największe udziały w dalszym ciągu ma Telekomunikacja Polska SA. Operatorzy alternatywni swoją działalność prowadzą najczęściej na obszarze kilku województw, a tylko niektórzy na terenie całego kraju. Przejęli do kilkunastu procent rynku w zależności od rodzaju połączeń.
Podgryzanie największego
TP SA wszelkimi możliwymi środkami broni swojej pozycji. Nie waha się przy tym sięgać do chwytów nie fair. Potwierdza to opublikowany kilka miesięcy temu raport NIK, który stwierdza, że TP SA opóźniała wejście na rynek niezależnych operatorów - wydłużała wzajemne procedury negocjacyjne oraz utrudniała dochodzenie do uzgodnień technicznych po podpisaniu umów o połączeniu sieci.
Andrzej Dąbrowa, wiceprezes firmy Telepolska świadczącej usługi telekomunikacyjne na rynku stacjonarnym, potwierdza, że współpraca z TP SA jest trudna. - Dotyczy to zwłaszcza dostępu do jej sieci - mówi. Często z prawnego punktu widzenia wszystko jest w porządku, ale - jak stwierdza Dąbrowa - TP SA wyznacza punkty styku w takim miejscu, że przyłączenie do jej sieci wymaga skomplikowanych i długich prac teletechnicznych. W wypadku Telepolski, która zaczęła na razie świadczyć usługi w województwie mazowieckim, zajęło to półtora roku.
Również UOKiK w opublikowanym na początku ubiegłego roku raporcie o polskim sektorze telekomunikacyjnym w świetle działań organu antymonopolowego wymienił wiele przykładów wykorzystywania przez TP SA pozycji monopolistycznej. Urząd przyznaje, że pojawienie się konkurencji spowodowało, że sytuacja rynkowa znacznie poprawiła się w porównaniu z połową lat dziewięćdziesiątych, lecz czy jest to naprawdę poważna konkurencja, skoro w konkluzji czytamy, że "obecność konkurencyjnych firm w sektorze telekomunikacyjnym nie stanowi dla TP SA bezpośredniego zagrożenia w sensie ekonomicznym, ale raczej bodziec psychologiczny wpływający na jej postępowanie wobec klientów"?
Mimo to w ubiegłym roku TP SA mogła odczuć istnienie konkurencji szczególnie na rynku połączeń międzymiastowych i międzynarodowych. Straty w udziałach rynkowych zmusiły monopolistę do zaoferowania korzystniejszych planów taryfowych, najpierw na rynku indywidualnym (taryfy Darmowe Weekendy i Wieczory oraz Tanie Weekendy i Wieczory), a potem - obniżki cen międzynarodowych, międzymiastowych i do sieci komórkowych.
Pokojowe współistnienie
Operatorzy alternatywni zdają sobie sprawę, że na dłuższą metę z TP SA trudno konkurować tylko ceną. Nic więc dziwnego, że szukają nisz, np. kierując oferty do klientów biznesowych, gdzie stawki negocjuje się indywidualnie, a duże znaczenie ma jakość obsługi.
- Stawiamy na elastyczność. Każdego z naszych największych klientów obsługuje specjalnie wyznaczony specjalista - mówi Andrzej Dąbrowa. Przekonuje, że z kolei klienci z mniejszych firm nigdy nie mają kłopotów z dodzwonieniem się do ich centrów obsługi, gdzie mogą liczyć na fachową pomoc, co nie zawsze działa w TP SA. Swoim klientom Telepolska oferuje także billing online, tj. możliwość sprawdzenia kosztu rozmowy zaraz po jej zakończeniu.
Dąbrowa przyznaje jednak, że walka na rynku nie jest równa. Konieczne jest więc wypracowanie zasad zdrowego współistnienia z TP SA. Uruchomienie przez Telepolskę usług w innych miastach powinno pójść szybciej, bo firma zrozumiała, że bez umiejętności rozmawiania, negocjowania z liderem nie da się skutecznie działać.
Komórkowy oligopol
O prawdziwej konkurencji trudno też mówić w odniesieniu do polskiego rynku telefonii komórkowej, gdzie działa trzech operatorów dysponujących podobnym udziałem rynkowym. Według ocen URTiP, sytuacja na tym rynku wskazuje na cechy oligopolistyczne. Witold Graboś, prezes URTiP, wierzy, że sytuacja się zmieni, a konkurencyjność wzrośnie po wejściu kolejnego operatora. Wiadomo już, że urząd przeprowadzi przetarg na częstotliwości umożliwiające świadczenie usług telefonii komórkowej w technologii UMTS i GSM.
Przetarg ten zostanie poprzedzony konsultacjami. Rozstrzygnięcie ma nastąpić do 8 maja 2005 r.
Czy możemy zatem liczyć na spadek cen? Nie jest to takie pewne. Przedstawiciele działających już operatorów GSM przestrzegają, że wydatki związane z budową sieci GSM i UMTS są bardzo wysokie. Nowy operator spróbuje szybko odzyskać środki wydane na budowę sieci i nie będzie zainteresowany konkurencją cenową.
Na razie trudno przewidywać, jak szybko i o ile spadną ceny. Zdaniem Andrzeja Piotrowskiego, eksperta Centrum im. Adama Smitha, dużo zależy o tego, kim będą nowi gracze. - Jeśli byliby to światowi potentaci, tacy jak np. Hutchison, można się spodziewać, że ceny będą spadać szybciej, niż gdy to będzie Netia czy Tele2, których możliwości finansowe są mniejsze - mówi Piotrowski. Jednak wątpi, by obecnie któryś z potentatów mógł poważnie się zainteresować polskim rynkiem. - Rzeczywiście, nowy gracz będzie musiał sporo zainwestować, a w Polsce działanie na tym rynku jest związane z dużym ryzykiem politycznym. Czy jest mu w stanie ktoś zagwarantować, że reguły nie zmienią się z dnia na dzień? - pyta retorycznie.
Centrum Adama Smitha przygotowało niedawno raport, w którym przeanalizowało taryfy telefonii komórkowej w krajach UE i 35 najbardziej rozwiniętych krajach świata. Okazało się, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, że telefonia komórkowa w Polsce jest droższa niż w innych krajach.
Na 60 analizowanych według siły nabywczej taryf dla abonentów stosunkowo rzadko korzystających z telefonów komórkowych, które sklasyfikowano od najtańszej do najdroższej, dwie polskie taryfy znalazły się na pozycji 54. i 57. Wyjątkiem było Heyah, które zajęło 22. miejsce. Jednak już w klasyfikacji taryf dla abonentów korzystających w sposób umiarkowany najlepiej w tym rankingu wypadające Heyah zajęło 50. miejsce, a dwie następne polskie taryfy znalazły się na końcu klasyfikacji. Przy uwzględnieniu taryf dla użytkowników intensywnie korzystających z komórek trzy taryfy znalazły się w ostatniej dziesiątce listy.
Na razie jest więc drogo, bo mamy oligopol. Jak szybko stan ten mogłoby zmienić wejście na rynek czwartego operatora, pozostaje kwestią otwartą. Nie ma zgodności co do przewidywanego rozwoju sytuacji. Jedno jednak jest pewne - najbardziej skorzystaliby na tym klienci. Atmosferę konkurencji mogli oni już odczuć w tym roku, gdy na rynku pojawiła się oferta Heyah, nowa marka jednego z obecnych na rynku graczy - Polskiej Telefonii Cyfrowej. Korzystna oferta przyciągnęła w ciągu kwartału 1,2 mln klientów. Szybko zareagował Centertel, który w odpowiedzi przedstawił nową taryfę POP, na którą zdecydowało się milion osób w ciągu miesiąca. Wypada wierzyć, że to przedsmak tego, co nas czeka w niedalekiej przyszłości.
Szanse konkurentów TP SA
Według raportu Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2004 opracowanego przez firmę PMR, głównymi motorami wzrostu rynku w najbliższych latach będą telefonia komórkowa oraz sektor transmisji danych i szerokopasmowego internetu. Natomiast telefonia stacjonarna jest, w opinii autorów raportu, rynkiem mało perspektywicznym - wartość tego segmentu będzie się zmniejszać, a liczba linii stacjonarnych choć będzie rosła w najbliższych latach,
to jednak w coraz słabszym tempie. "Kurczenie się wartości sektora stacjonarnego nie oznacza jednak automatycznie, że wszystkie firmy na nim działające odczują spadek przychodów" - twierdzą autorzy raportu. Według nich, alternatywni operatorzy mają nawet możliwość znacznego zwiększenia sprzedaży poprzez odebranie klientów TP SA. Szczególnie dotyczy to firm działających na rynku połączeń międzymiastowych, międzynarodowych i z telefonów stacjonarnych na komórki.