Mój prywatny skarbie...

Mój prywatny skarbie...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie ma pewniejszej inwestycji niż sztabki złota zakopane w ogródku.
Od 1 września można lokować środki na zwolnionych od podatku IKE. Dzięki temu mamy więcej możliwości oszczędzania na przyszłą emeryturę. Roczne zwolnienie podatkowe dotyczy 150 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i uwarunkowane jest niemożnością skorzystania ze zgromadzonych oszczędności przez kilkadziesiąt lat. Niespecjalna to atrakcja, ale dobra i taka.

Wszyscy zdają już sobie obecnie sprawę, że z przyczyn demograficznych ZUS-owski system repartycyjny (`pay-as-you-go`) skazany jest na bankructwo. Podobny los czeka analogiczne systemy światowe wzorowane na stworzonym w 1883 roku przez Otto von Bismarcka mechanizmie, który od początku pomyślany był jako oszustwo. Wszystko działa bowiem jak klasyczna finansowa piramidka. Dopóki płatnicy składek potulnie umierali średnio przed osiągnięciem wieku uprawniającego do poboru emerytury, a przyrost naturalny wciąż był wysoki, większość państw uznawała system za idealne narzędzie do rabowania własnych obywateli.
Niestety, stworzony jako alternatywa dla systemu repartycyjnego II filar również nie jest zabezpieczony przed niekorzystnymi trendami demograficznymi. Stanie się to jasne już w trakcie drugiej dekady obecnego stulecia, kiedy to w USA wiek emerytalny osiągnie powojenne pokolenie wyżu demograficznego. Ich składki, wpłacane przez kilkadziesiąt minionych lat, były jedną z istotnych przyczyn hossy na rynku kapitałowym w USA w latach 80. i 90. Pojawienie się po 2010 roku narastającej fali umorzeń zgromadzonych oszczędności emerytalnych odbije się znacznym echem na amerykańskim - a więc światowym - rynku finansowym. Można obawiać się, że za 20 lat obecne rekordowe wysokie poziomy wyceny akcji i obligacji będą wspominane z rozrzewnieniem.
Ponieważ rynek amerykański ustanawia standardy wyceny instrumentów finansowych dla całego świata, to prawdopodobnie wyniki tradycyjnych lokat emerytalnych czynionych obecnie w krajowych systemach II i III filaru nie będą przez pierwsze kilkadziesiąt lat zbyt korzystne.
Odsuwając na bok marketingowo-propagandową zasłonę, warto zadać sobie pytanie o racjonalność wiary w stabilność opartych na państwie systemów prawno-finansowych w tej części świata, którą mamy przyjemność zamieszkiwać. W ciągu minionych 100 lat mieszkańcy Polski na własnej skórze odczuli upadek systemów finansowych w carskiej Rosji (rewolucja), Republice Weimarskiej (hiperinflacja Reichsmarki), II Rzeczpospolitej i wreszcie PRL.
Czy istnieje jednak forma przechowywania oszczędności nie zagrożona woluntaryzmem rządu i ryzykiem niestabilności politycznej? Taka forma lokowania, która nie tylko zachowuje wartość przez tysiąclecia, ale w ciężkich czasach zwykle zyskuje? Oczywiście! Są to metale szlachetne.
Z praktycznego punktu widzenia, prawdziwy długoterminowy inwestor rozważać może zakup złotych sztabek lub monet. Unikać należy wszelkich emisji kolekcjonerskich i ciekawostek numizmatycznych, przy których zwykle musimy płacić wysoką premię za ulotną wartość niemonetarną. Na polskim rynku można znaleźć sztabki lokacyjne o wadze 5, 10 i 20 gramów oraz jednej uncji (co odpowiada 31,1 gramom) oraz polskie monety bulionowe (to znaczy takie, których wartość oparta jest wyłącznie na zawartości kruszcu).
Wydaje się jednak, że najlepszym rozwiązaniem jest lokata właśnie w którąś z popularnych złotych monet bulionowych będących w powszechnym światowym obrocie. Można brać pod uwagę sześć: południowoafrykański Krugerrand, kanadyjski Maple Leaf, Philharmonic bitą przez Mennicę Austriacką, australijską Kangaroo, chińską Pandę i obecny numer jeden, czyli amerykański Gold Eagle.
Kiedy już zgromadzimy nasze `skarby` pojawi się pytanie, gdzie je przechowywać. Skrytka depozytowa w banku? Hmm. Zbyt ryzykowne. Jeśli nawet w `krainie wolności` 5 kwietnia 1933 roku (apogeum wielkiego kryzysu) prezydent Roosevelt wydał rozporządzenie wykonawcze numer 6102, które zakazywało `posiadania złotych monet, złotych sztabek i certyfikatów złota (É) przez osoby prywatne, spółki i stowarzyszenia`, nie łudźmy się - to się może trafić i u nas. Najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się więc zakopanie `skarbu` we własnym ogródku, co - jeśli sprawy przybiorą jednak zły obrót - daje nam przynajmniej szansę sprawienia miłej niespodzianki jakiemuś przyszłemu archeologowi.