Kto widzi więcej

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gospodarka jak tygiel. Z jednej strony dynamicznie rozwijające się firmy i nowe miejsca pracy (Siła rozwoju, s. 16, Najprężniejsze firmy Europy, s. 10), z drugiej stawka 50 proc. w podatku dochodowym od najlepiej zarabiających. Tu przykłady wiary w rynek i ambitnych inwestycji, tam bezczelność posłów kpiących w żywe oczy ze swoich wyborców (Zoom, s. 6). Tu świetni menedżerowie, tam karykaturalne postaci.

W tyglu mieszają się dwie, trzy substancje i tworzą nową jakość. Podobnie zioła w moździerzu - ucierają się, a produkt jest smakowity. Tymczasem w naszym tyglu substancje nie mieszają się, lecz jedna truje drugą, psuje smak. Amerykanie od dawna dyskutują nad pojęciem chciwości. Jedni uważają, że napędza ona rozwój gospodarczy i podnosi poziom życia. Inni twierdzą, że prowadzi do oszustw giełdowych i fałszywej księgowości. To są poważne debaty.

W Polsce dyskusja ma inny wymiar -  haraczu od kilku tysięcy osób, który niemal jednomyślnie nakładają posłowie. Czy to wysoko opłacani finansiści i menedżerowie są chciwi? Czy może chciwi władzy są parlamentarzyści, którym wydaje się, że gdy uderzą w zamożnych, ktoś zagłosuje na nich raz jeszcze.

Piszemy w tym numerze o firmach, które rozwijają się w tempie kilkudziesięciu procent rocznie, tworzą dziesiątki i setki miejsc pracy. Firmy-córki wielkich koncernów i firmy rodzinne, małe i średnie. Czy ich menedżerów i właścicieli chciwość popycha do rozwoju? Piszemy o setkach ludzi, którzy stworzyli przemysł importu, napraw i obsługi używanych samochodów, gdyż w ten sposób zaspokajają potrzeby motoryzacyjne mniej zamożnej części społeczeństwa (Jadą wozy używane tabunami, s. 52). Zrobili to z chciwości?

Z chciwością rozprawiali się już starożytni filozofowie, przekonując, że jest klęską i niesie z sobą piekło. Chciwość, ta prawdziwa, zachłanna, w której cel uświęca środki, jest niewątpliwie złem. Ale większym jest mentalność, która każe zabierać, bo są bogaci i zdolni, a mówić, że to dla dobra biednych. Ta mentalność i takie poglądy doprowadziły do rewolucji i gułagu.

Dziś ci, którzy protestują przeciwko podatkowemu barbarzyństwu, nie czynią tego dla własnego interesu. Znakomita ich większość - dziennikarzy, ekonomistów, socjologów, menedżerów - nigdy nie zarobi tyle, by płacić według najwyższej stawki. Czynią tak, bo krok parlamentu podważa wiarygodność państwa, zachęca do nieufności i krętactwa. Patrzą dalej, widzą więcej.



Piotr Aleksandrowicz

[email protected]