Pierwsza połowa roku będzie bardzo dobra dla cen obligacji. A później wiadomo: wybory, więc może się zrobić nerwowo
W oddali słychać już brzęk euro, więc inwestorzy zagraniczni, dyktujący tempo na rynku długu, będą nadal kupować polskie obligacje skarbowe. Wciąż bowiem oferują one atrakcyjne oprocentowanie i tak będzie w pierwszej połowie roku. W drugiej zapewne zacznie się rozdawnictwo przedwyborcze, ale jeśli do władzy nie dojdą ani Samoobrona, ani LPR, to na koniec roku rentowność obligacji pięcioletnich na rynku międzybankowym może ustabilizować się na poziomie nieco poniżej 6 proc. Marcin Bill, dealer BISE, uważa, że dochodowość pięciolatek może spaść nawet do 5,8 proc.
- Przedwyborczą zawieruchę można wykorzystać do kupna obligacji - uważa Bill. - Cały czas trzeba jednak spoglądać na ranking partii politycznych, bo od tego, kto będzie dyktował warunki w koalicji zależy średnioterminowa polityka fiskalna rządu. Podobnego zdania jest Andrzej Skraba, dealer Societe Generale, który za realny uznaje scenariusz, w którym nowy rząd będzie kontynuował reformy fiskalne, chcąc jak najszybciej spełnić kryteria z Maastricht. To spowoduje jeszcze większy napływ kapitału, wzrosną ceny obligacji, więc obniży się rentowność inwestycji. Dochodowość polskich papierów stopniowo zbliżać się będzie do dochodowości niemieckiego długu (na razie różnica wynosi 3,5 pkt proc.). - Niewykluczone, że pojawią się spekulacje dotyczące podniesienia ratingu dla Polski. To spowoduje umocnienie złotego i wzrost cen obligacji w IV kwartale - uważa Skraba.
Rentowność papierów skarbowych będzie spadać także dlatego, że prawie nikt już nie wierzy w podwyżki stóp procentowych. Bardziej prawdopodobne są nawet ich cięcia, co sprzyjać będzie wzrostowi cen obligacji i spadkom ich rentowności. Ten trend wspierać będzie również niższa podaż papierów dłużnych. - Potrzeby pożyczkowe rządu będą mniejsze niż w ubiegłym roku
także dzięki oczekiwanym wysokim wpływom z prywatyzacji. To oznacza niższe emisje papierów przez resort finansów - dodaje Przemysław Magda, analityk Banku Handlowego. Jeśli jednak reformy fiskalne jeszcze bardziej wyhamują, rankingi przedwyborcze wskazywać będą na zwycięstwo lewicujących partii prawicowych, inflacja nie będzie spadać, spadnie za to kurs euro do dolara - rentowność znów powędruje w górę, nawet do 7-8 proc.
- Przedwyborczą zawieruchę można wykorzystać do kupna obligacji - uważa Bill. - Cały czas trzeba jednak spoglądać na ranking partii politycznych, bo od tego, kto będzie dyktował warunki w koalicji zależy średnioterminowa polityka fiskalna rządu. Podobnego zdania jest Andrzej Skraba, dealer Societe Generale, który za realny uznaje scenariusz, w którym nowy rząd będzie kontynuował reformy fiskalne, chcąc jak najszybciej spełnić kryteria z Maastricht. To spowoduje jeszcze większy napływ kapitału, wzrosną ceny obligacji, więc obniży się rentowność inwestycji. Dochodowość polskich papierów stopniowo zbliżać się będzie do dochodowości niemieckiego długu (na razie różnica wynosi 3,5 pkt proc.). - Niewykluczone, że pojawią się spekulacje dotyczące podniesienia ratingu dla Polski. To spowoduje umocnienie złotego i wzrost cen obligacji w IV kwartale - uważa Skraba.
Rentowność papierów skarbowych będzie spadać także dlatego, że prawie nikt już nie wierzy w podwyżki stóp procentowych. Bardziej prawdopodobne są nawet ich cięcia, co sprzyjać będzie wzrostowi cen obligacji i spadkom ich rentowności. Ten trend wspierać będzie również niższa podaż papierów dłużnych. - Potrzeby pożyczkowe rządu będą mniejsze niż w ubiegłym roku
także dzięki oczekiwanym wysokim wpływom z prywatyzacji. To oznacza niższe emisje papierów przez resort finansów - dodaje Przemysław Magda, analityk Banku Handlowego. Jeśli jednak reformy fiskalne jeszcze bardziej wyhamują, rankingi przedwyborcze wskazywać będą na zwycięstwo lewicujących partii prawicowych, inflacja nie będzie spadać, spadnie za to kurs euro do dolara - rentowność znów powędruje w górę, nawet do 7-8 proc.