Polityczny lans na wojnę. „Każdy po cichu zazdrości Zełenskiemu”

Polityczny lans na wojnę. „Każdy po cichu zazdrości Zełenskiemu”

Emmanuel Macron i Wołodymyr Zełenski w Paryżu
Emmanuel Macron i Wołodymyr Zełenski w Paryżu Źródło: Shutterstock / Frederic Legrand - COMEO
Coś, co kiedyś było wyszydzane jako anachroniczne wymachiwanie szabelką, dziś stało się w polityce światowej jazdą obowiązkową. Każdy mistrz postpolitycznych umizgów zazdrości po cichu wojennej charyzmy Zełenskiemu. Dotyczy to Donalda Trumpa w takim samym stopniu jak Emmanuela Macrona czy naszych rodzimych szermierzy, walczących o tytuł największego twardziela broniącego polskiej niepodległości.

Powody, dla których doktor nauk medycznych Władysław Kosiniak Kamysz zapuścił brodę, gdy obejmował MON, a internet zalała świeża fala odkurzonych zdjęć Radosława Sikorskiego w pasztuńskim pakolu na głowie i z karabinem na ramieniu, są mniej więcej takie same: wojna zrobiła się sexy, a pozowanie na wojownika stało się nieodłącznym elementem politycznego teatru.

Nie jest to tylko polski fenomen. Jak bardzo zmieniło się nastawienie europejskich elit do wojny, najlepiej widać po ewolucji Ursuli von der Leyen. Kiedyś jako szefowa niemieckiego resortu obrony koncentrowała się na zwijaniu Bundeswehry, by pokazać jak bardzo Niemcy i Europa brzydzą się anachroniczną wojną. Dziś jako szefowa Komisji Europejskiej jest – przynajmniej w warstwie deklaratywnej – w awangardzie zmian, mających uczynić z UE siłę zdolną skutecznie stawić czoła ewentualnej rosyjskiej agresji.

Złośliwi powiedzą pewnie, że dla von der Leyen wojna jest tylko kolejnym pretekstem do forsowania federalizacji Europy. Jednak jeszcze kilka lat temu sama próba tłumaczenia wojną jakiejkolwiek inicjatywy politycznej w UE byłaby publicznym samobójstwem. Coś, co było przez ostatnie trzy dekady tabu, stało się dziś ulubionym tematem mainstreamu. Mówiąc kolokwialnie, gadanie o wojnie zwyczajnie „żre”, a więc żaden poważny polityk nie może sobie pozwolić na ignorowanie takiej szansy.

Dryf, ale na otwartych wodach

Pamiętacie, jak szydziliśmy kiedyś z prezydenta Francji, Emanuela Macrona? Nieformalny, bojowy styl ubioru Wołodymyra Zełenskiego tak mu zaimponował, że sam po powrocie z Kijowa zaczął paradować w dresie francuskich sił specjalnych. Śmiech śmiechem, ale czy to nie Macron jako pierwszy duży europejski gracz zrozumiał pożytki polityczne płynące z mówienia o wojnie?

Artykuł został opublikowany w 9/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.