Galerie pełne ikon, ceny niższe niż na Zachodzie, ale klientów brak
Większość ikon oferowanych przez galerie sztuki pochodzi z XIX wieku. Rarytasy trafiają się niezwykle rzadko. Ale i na te nie zawsze znajdują się chętni.
- W Polsce nie ma wykształconych odbiorców tej sztuki. Jeżeli ktoś kupuje ikonę, to tylko XIX-wieczną w złotym kiocie (skrzyni), bardzo dekoracyjną - mówi Ewa Załuska z krakowskiej Galerii na Grodzkiej. - Klasę ikony doceniają przede wszystkim Francuzi i Anglicy. Natomiast Rosjanie, którzy chętnie kupują rosyjską sztukę, to grupa nowobogackich, która z nimi się jeszcze nie utożsamia.
Maciej Krasicki z warszawskiej galerii Arkady podkreśla, że Rosjanie kupują wprawdzie ikony, ale głównie na Zachodzie, mimo że ceny tam są znacznie wyższe. - Transakcja w Londynie bardziej nobilituje i nie ma problemu z wywiezieniem dzieła. Można też kupować przez Internet i odebrać paczuszkę pod wskazanym adresem - tłumaczy Krasicki.
Nie każda ikona jest warta uwagi kolekcjonera. Zwłaszcza że większość obecnych na rynku pochodzi z tzw. masowej produkcji, która ruszyła pełną parą w XIX wieku. Trudno wprawdzie oszacować, ile takich prac wówczas wykonano, jednak wiadomo, że tylko jedno zamówienie Aleksandra II (zrealizowane zaledwie w ciągu trzech miesięcy) opiewało na 25 tys. wizerunków Matki Bożej Władimirskiej. - Ikona musi być przede wszystkim piękna - mówi Roman Przesmycki, prezes Domu Aukcyjnego "Ostoya". - Najlepiej, żeby pochodziła z którejś z uznanych szkół: z kremlowskiej, nowogrodzkiej lub pskowskiej. Ważny też jest czas jej powstania. Starsze ikony pisano na złotym gruncie. Potem kładziono barwniki. Takie ikony cieszą się dużym powodzeniem. Są jednak trudne do zdobycia - wyjaśnia prezes. - Późniejsze dzieła pisano na srebrnych płatkach, które następnie pociągano żółtymi barwnikami, werniksem z oleju lnianego zwanym olifa, by uzyskać brązowawy odcień imitujący barwą złoto. Cenione są również ikony z podwójnymi kowczegami (wgłębieniami), charakterystyczne dla XVII wieku - wyjaśnia Roman Przesmycki. Zaznacza jednak, że wiele starszych prac zostało zniszczonych. Coraz trudniej znaleźć jest też te z nakładanymi srebrnymi koszulkami, tzw. ryzami.
Na wartość ikony wpływa również temat. Najpopularniejsze są wizerunki Chrystusa Pantokratora, Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz prazdniki - kalendarze ze scenami przedstawiającymi życie Chrystusa. Jest ich tak wiele, że trudno liczyć na wzrost ceny. Rzadsze są weraikony - kalendarze ze świętymi patronami.
- Ważny jest też stan zachowania ikony. Większość jest po konserwacji, która obejmuje nawet ponad 20 proc. powierzchni, a takie są znacznie tańsze - twierdzi Ewa Załuska. Ikon, które są dobrze zachowane, jest bardzo mało. Wpływ miały na to nieprawidłowe warunki przechowywania lub "uszlachetnianie", które polegało na przemalowaniu wizerunku nawet w kilkudziesięciu procentach. Takie prace nie mają praktycznie żadnej wartości.
- Na rynku jest też sporo falsyfikatów. Powstało bowiem wiele warsztatów specjalizujących się w podrabianiu i kopiowaniu ikon. Dawne techniki przestały być tajemnicą - dodaje Maciej Krasicki. Fałszywe ikony wyglądają jak prawdziwe. Często są malowane na starych deskach. Mają nawet spękania. Nie warto więc kupować ich na targach staroci, zwłaszcza po atrakcyjnych cenach.
Natomiast na aukcjach wybór jest niewielki, pojawiają się tylko pojedyncze egzemplarze. Sprzedawane są równie rzadko. - Na grudniowej aukcji piękna ikona Chrystusa Pantokratora wystawiona z ceną 8 tys. zł nie została sprzedana, jednak kupiec znalazł się po aukcji i nabył ją po cenie wywoławczej - mówi Roman Przesmycki. Według niego, piękna ikona w dobrym stanie zawsze znajdzie nabywcę. - Warto wspomnieć też obraz-ikonę ze wspaniałej roboty srebrną repusowaną, ogniowo złoconą ryzą, wykonaną w Moskwie przez carskiego złotnika Iwana Pietrowicza Chlebnikowa, sprzedaną w ubiegłym roku w Desie Unicum za 64 tys. zł. Takie są rarytasami i zawsze będą miały znaczną wartość - dodaje Jan Koszutski z Desy Unicum. Tylko, że takich prac na rynku jest niezwykle mało.
- W Polsce nie ma wykształconych odbiorców tej sztuki. Jeżeli ktoś kupuje ikonę, to tylko XIX-wieczną w złotym kiocie (skrzyni), bardzo dekoracyjną - mówi Ewa Załuska z krakowskiej Galerii na Grodzkiej. - Klasę ikony doceniają przede wszystkim Francuzi i Anglicy. Natomiast Rosjanie, którzy chętnie kupują rosyjską sztukę, to grupa nowobogackich, która z nimi się jeszcze nie utożsamia.
Maciej Krasicki z warszawskiej galerii Arkady podkreśla, że Rosjanie kupują wprawdzie ikony, ale głównie na Zachodzie, mimo że ceny tam są znacznie wyższe. - Transakcja w Londynie bardziej nobilituje i nie ma problemu z wywiezieniem dzieła. Można też kupować przez Internet i odebrać paczuszkę pod wskazanym adresem - tłumaczy Krasicki.
Nie każda ikona jest warta uwagi kolekcjonera. Zwłaszcza że większość obecnych na rynku pochodzi z tzw. masowej produkcji, która ruszyła pełną parą w XIX wieku. Trudno wprawdzie oszacować, ile takich prac wówczas wykonano, jednak wiadomo, że tylko jedno zamówienie Aleksandra II (zrealizowane zaledwie w ciągu trzech miesięcy) opiewało na 25 tys. wizerunków Matki Bożej Władimirskiej. - Ikona musi być przede wszystkim piękna - mówi Roman Przesmycki, prezes Domu Aukcyjnego "Ostoya". - Najlepiej, żeby pochodziła z którejś z uznanych szkół: z kremlowskiej, nowogrodzkiej lub pskowskiej. Ważny też jest czas jej powstania. Starsze ikony pisano na złotym gruncie. Potem kładziono barwniki. Takie ikony cieszą się dużym powodzeniem. Są jednak trudne do zdobycia - wyjaśnia prezes. - Późniejsze dzieła pisano na srebrnych płatkach, które następnie pociągano żółtymi barwnikami, werniksem z oleju lnianego zwanym olifa, by uzyskać brązowawy odcień imitujący barwą złoto. Cenione są również ikony z podwójnymi kowczegami (wgłębieniami), charakterystyczne dla XVII wieku - wyjaśnia Roman Przesmycki. Zaznacza jednak, że wiele starszych prac zostało zniszczonych. Coraz trudniej znaleźć jest też te z nakładanymi srebrnymi koszulkami, tzw. ryzami.
Na wartość ikony wpływa również temat. Najpopularniejsze są wizerunki Chrystusa Pantokratora, Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz prazdniki - kalendarze ze scenami przedstawiającymi życie Chrystusa. Jest ich tak wiele, że trudno liczyć na wzrost ceny. Rzadsze są weraikony - kalendarze ze świętymi patronami.
- Ważny jest też stan zachowania ikony. Większość jest po konserwacji, która obejmuje nawet ponad 20 proc. powierzchni, a takie są znacznie tańsze - twierdzi Ewa Załuska. Ikon, które są dobrze zachowane, jest bardzo mało. Wpływ miały na to nieprawidłowe warunki przechowywania lub "uszlachetnianie", które polegało na przemalowaniu wizerunku nawet w kilkudziesięciu procentach. Takie prace nie mają praktycznie żadnej wartości.
- Na rynku jest też sporo falsyfikatów. Powstało bowiem wiele warsztatów specjalizujących się w podrabianiu i kopiowaniu ikon. Dawne techniki przestały być tajemnicą - dodaje Maciej Krasicki. Fałszywe ikony wyglądają jak prawdziwe. Często są malowane na starych deskach. Mają nawet spękania. Nie warto więc kupować ich na targach staroci, zwłaszcza po atrakcyjnych cenach.
Natomiast na aukcjach wybór jest niewielki, pojawiają się tylko pojedyncze egzemplarze. Sprzedawane są równie rzadko. - Na grudniowej aukcji piękna ikona Chrystusa Pantokratora wystawiona z ceną 8 tys. zł nie została sprzedana, jednak kupiec znalazł się po aukcji i nabył ją po cenie wywoławczej - mówi Roman Przesmycki. Według niego, piękna ikona w dobrym stanie zawsze znajdzie nabywcę. - Warto wspomnieć też obraz-ikonę ze wspaniałej roboty srebrną repusowaną, ogniowo złoconą ryzą, wykonaną w Moskwie przez carskiego złotnika Iwana Pietrowicza Chlebnikowa, sprzedaną w ubiegłym roku w Desie Unicum za 64 tys. zł. Takie są rarytasami i zawsze będą miały znaczną wartość - dodaje Jan Koszutski z Desy Unicum. Tylko, że takich prac na rynku jest niezwykle mało.