[email protected]

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak zachęcić odbiorców do czytania naszych maili?
E-mailing to jedno z najtańszych narzędzi marketingu bezpośredniego. Ale absolutnie nie znaczy to, że wiadomości można wysyłać każdemu, kto znalazł się w naszej bazie danych - w przekonaniu, że chybienie celu nie będzie kosztowne. Będzie - za kilka miesięcy, gdy zirytowani naszymi przesyłkami klienci zaczną nam robić czarny PR wśród znajomych. Zgoda na otrzymywanie e-maili - bez której zarówno przepisy prawne, jak i kodeksy branżowe nie pozwalają niczego wysyłać - nie oznacza, że mamy do czynienia z entuzjastą radującym się z każdej wiadomości. Dlatego trzeba, po pierwsze, postarać się o idealnie zdefiniowanie grupy docelowej, a po drugie - o maksymalną atrakcyjność przesyłki.
Do czego może służyć e-mailing? Przede wszystkim do informowania o ofercie firmy i budowania lojalności klientów. Najczęściej przybiera on formę newslettera - swoistego spisu treści zawartych na stronie internetowej danej firmy. Ale specjaliści od budowania więzi z klientem przekonują, że nie zawsze warto pisać wyłącznie o sobie. Nie każdy palacz ma ochotę czytać o konstrukcji papierosa, za to wielu chętnie - za pieniądze swego ulubionego producenta - przeczytałoby relację z koncertu rockowego lub meczu piłkarskiego. Innymi słowy - e-mail musi być dopasowany do potrzeb i oczekiwań klienta.

Fabryka małp
Punktem wyjścia do kampanii e-mailingowej jest oczywiście sensowna baza danych. O tym, jak ją stworzyć, czytaj na str. 38-39. Zasadniczo osoby w niej figurujące będą się dzielić na dwie grupy: entuzjastów, który spontanicznie zgłosili zainteresowanie naszymi informacjami, oraz "złowionych" - którzy zgodę na otrzymywanie przesyłek wyrazili przy okazji innych akcji marketingowych. W tym drugim przypadku zadanie stojące przez marketerami jest trudniejsze. "Złowionych" znacznie trudniej jest zainteresować - tymczasem to oni stanowią zazwyczaj zdecydowaną większość rekordów w e-mailowych bazach danych. Fachowe opracowanie e-maila jest więc niezwykle ważne. Jak to zrobić?
Po pierwsze - trzeba uświadomić sobie, jak wygląda klasyczny ekran programu do odbierania poczty elektronicznej. Jego użytkownik widzi zazwyczaj wyłącznie nadawcę i tytuł wiadomości. I na tej podstawie podejmuje decyzję, czy zerknąć do środka. Oba elementy muszą być atrakcyjne - w polu nadawca nie powinniśmy więc umieszczać nazwiska szefa marketingu, tylko nazwę firmy lub produktu, którym odbiorca - jak sądzimy - jest zainteresowany. - Na klientów wciąż robi duże wrażenie otrzymanie maila, np. od Microsoftu - mówi Marcin Gaworski z agencji McCann Erickson.
Warto też dłużej zastanowić się nad sformułowaniem tematu. Nie może być on zbyt długi, nie powinien też zawierać niezrozumiałych słów i skrótowców. Najważniejsze jednak, by był spersonalizowany. Jeżeli nasza firma ma dwustu czy trzystu klientów i nie dysponuje specjalistycznym oprogramowaniem umożliwiającym personalizację maili, warto poświęcić czas na ręczne wpisanie tematów. Odzew z pewnością będzie większy.
Na koniec pozostaje odpowiednie sformułowanie treści maila. - Trzeba pamiętać, że poczta elektroniczna to medium bardzo szybkie - mówi Gaworski. - Jeśli dotarcie do sensu przekazu zajmuje odbiorcy więcej niż kilka sekund, e-mailing może się okazać nieskuteczny. Z drugiej strony - informacja musi być pełna. Jak pogodzić jedno z drugim? Najważniejsze na początku, szczegóły niżej. Dobry mail powinien zachęcać odbiorcę do aktywności - np. odwiedzenia firmowej witryny w sieci.

Kto otworzył, kto wszedł
Wszystkie te uwagi mają sens, gdy do e-mailingu zabieramy się samodzielnie. Na rynku działa jednak mnóstwo agencji, które mogą nam to zadanie ułatwić. Część z nich oferuje narzędzia, dzięki którym można na bieżąco śledzić efektywność akcji i sprawdzić na przykład, jaki procent e-maili został otwarty przez odbiorców, ilu z nich przeszło na stronę WWW firmy lub też zrobiło zakupy w internetowym sklepie. Trudniej oszacować wpływ e-mailingu na zakupy w tradycyjnych sklepach, ale przy odrobinie wysiłku można zorganizować wśród klientów ankietę z pytaniem "co zachęciło cię do wizyty u nas?"
Wbrew pozorom niechciany e-mail to zmartwienie nie tylko dla odbiorcy. Żadna poważna agencja nie powinna sobie pozwolić na zapychanie skrzynki komuś, kto sobie tego nie życzy. Dlatego też każdy newsletter powinien zawierać opcję wypisania się z systemu. Preferencje naszych odbiorców są przecież zmienne - ich zainteresowanie naszymi produktami - choć to smutne - może być przejściowe.


Marketing mobilny, czyli SMS zamiast maila

Michał Kulka, agencja MobiJOY!
Marketing mobilny w małej firmie? Dlaczego nie! Prawie w ciemno można szacować, że duża część naszych klientów - jeśli nie wszyscy - należy do 20 mln posiadaczy telefonów komórkowych w Polsce.
Marketing mobilny jest bardzo elastycznym narzędziem. Zasięg działania, grupa docelowa, terminy czy użyte środki komunikacji mogą być łatwo dostosowane do potrzeb małych i średnich firm.
Jak można go wykorzystać? Do dyspozycji mamy wiele środków i scenariuszy - począwszy do powiadamiania stałych klientów o nowych ofertach i promocjach, przez kampanie SMS-owe, w których komunikat reklamowy może być wysłany do precyzyjnie dobranej grupy odbiorców (dzięki usłudze lokalizacji - nawet tych znajdujących się w danej chwili najbliżej nas), skończywszy na złożonym scenariuszu opartym na m-kuponach - elektronicznych odpowiednikach kuponu rabatowego.
Klinika medyczna powiadamiająca pacjentów o terminie wizyty, klub muzyczny powiadamiający stałych klientów o imprezach i koncertach, sieć kwiaciarni przypominająca w SMS-ie o popularnych imieninach i zachęcająca do zamówienia kwiatów, warsztat samochodowy informujący o terminie przeglądu - to już jest.
Koszt automatycznego wysłania SMS-a zaczyna się od kilkunastu groszy, prosty serwis do zarządzania kampanią oparty na WWW to też niewielki wydatek. Ważne jest skorzystanie z usług firmy, która ma doświadczenie na tym rynku. Ekspercka wiedza pozwala najlepiej dobrać środki.

Lista firm świadczących usługi marketingu mobilnego w Kartotece.