Czyli co mnie...
Zadziwiło
Koleżanka zmieniła pracę. Jest fantastycznie, tylko musi zapisywać wszystko, co robi, taki rodzaj pamiętnika, np. 8.00 - rozmowa z p. Małgosią o pogodzie i o szefie; 8.30 - spotkanie z szefem. 8.45 - trzy tabletki validolu. To się nazywa audyt wewnętrzny, czyli przegląd wszystkich operacji i procedur w firmie. Pozwala zachować przejrzystość działania. Tak jak w Arthurze Andersenie.
Zaintrygowało
Japoński sposób na rozkręcenie małej gastronomii.
Trzeba stać na ulicy, przy której ma powstać knajpka, i patrzeć na twarze przechodzących ludzi. Po trzech dniach będziesz wiedział: czy to dobre miejsce, jakie serwować potrawy i jaki powinien być wystrój. Naprawdę coś
w tym jest!
Zdenerwowało
Strona internetowa zakładu energetycznego. Dowiadujemy się, że "czas oczekiwania na wydanie (É) warunków przyłączenia (É) wynosi około 2 tygodni od chwili złożenia kompletnego wniosku". Tyle świat wirtualny. W rzeczywistości po 2 miesiącach pani w zakładzie przekłada podanie ze spodu na wierzch sterty dokumentów. To się nazywa iść pod prąd.
Koleżanka zmieniła pracę. Jest fantastycznie, tylko musi zapisywać wszystko, co robi, taki rodzaj pamiętnika, np. 8.00 - rozmowa z p. Małgosią o pogodzie i o szefie; 8.30 - spotkanie z szefem. 8.45 - trzy tabletki validolu. To się nazywa audyt wewnętrzny, czyli przegląd wszystkich operacji i procedur w firmie. Pozwala zachować przejrzystość działania. Tak jak w Arthurze Andersenie.
Zaintrygowało
Japoński sposób na rozkręcenie małej gastronomii.
Trzeba stać na ulicy, przy której ma powstać knajpka, i patrzeć na twarze przechodzących ludzi. Po trzech dniach będziesz wiedział: czy to dobre miejsce, jakie serwować potrawy i jaki powinien być wystrój. Naprawdę coś
w tym jest!
Zdenerwowało
Strona internetowa zakładu energetycznego. Dowiadujemy się, że "czas oczekiwania na wydanie (É) warunków przyłączenia (É) wynosi około 2 tygodni od chwili złożenia kompletnego wniosku". Tyle świat wirtualny. W rzeczywistości po 2 miesiącach pani w zakładzie przekłada podanie ze spodu na wierzch sterty dokumentów. To się nazywa iść pod prąd.