Nieruchomości cieszą się coraz większym wzięciem, bankowcy udzielają kredytów, a developerzy nie nadążają z budowaniem
Boom na rynku mieszkaniowym zawdzięczamy bankom, które zachęcają do posiłkowania się kredytami przy kupowaniu nieruchomości. Z analizy transakcji przeprowadzonych w I półroczu przez WGN Real Estate wynika, że aż 83 proc. kupujących korzystało z dofinansowywania kredytem. Tylko w drugim kwartale br. banki pożyczyły klientom indywidualnym na ten cel
ogółem 5,9 mld zł. To aż o 56 proc. więcej niż rok wcześniej.
Tymczasem podaż nowych mieszkań jest znacznie mniejsza niż popyt. W pierwszej połowie tego roku w Katowicach do użytku oddano jedynie 92 mieszkania. Jolanta Loranty z krakowskiego biura Ober-Haus podkreśla, że nabywców znajdują nawet lokale w budynkach, na które nie ma jeszcze pozwolenia na budowę. Podobnie jest w Gdańsku, gdzie sprzedawane są mieszkania, których budowa jest w fazie wstępnej. A może być jeszcze gorzej, ponieważ wciąż brakuje planów zagospodarowania przestrzennego miast. Atrakcyjne tereny deweloperzy wyrywają więc sobie z rąk, co wpływa na wzrost cen.
WGN utrzymuje, że w pierwszym kwartale tego roku liczba kupujących wzrosła o blisko 68 procent. Powodzeniem cieszą się zarówno mieszkania nowe, jak i te z drugiej ręki. Na wzrost cen tych pierwszych wpływa dodatkowo obawa, że od 2008 roku będę jeszcze droższe. VAT na nowe lokale ma bowiem wzrosnąć z 7 do 22 proc.
- Jeśli podaż nowych mieszkań na rynku pierwotnym nie będzie rosła, to do końca 2005 roku może dojść do stopniowego, nawet 10-procentowego wzrostu cen, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym - podkreślają analitycy WGN.
Klienci nie boją się rosnących cen
Jeszcze trzy miesiące temu cena przekraczająca 3 tys. euro za mkw. uznawana była w Krakowie za standard. Teraz w jedynej realizowanej w centrum miasta nowej inwestycji - Angel Plaza - ceny sięgają 4 tys. euro za mkw. Taniej jest na obrzeżach miasta, ale i tam trzeba zapłacić od 3 do 8 tys. zł.
Coraz drożej jest też w Sopocie. Za atrakcyjną lokalizację w nowych budynkach trzeba już zapłacić od 7 do 10 tys. zł za mkw., podczas gdy jeszcze w maju było to 6-7 tys. zł.
O kilka procent w tym roku wzrosła także wartość mieszkań w Katowicach. Na tym tle najrozsądniejsi wydają się poznaniacy. Tam od kilku miesięcy ceny są stabilne.
W porównaniu z Krakowem przestała też szokować cenami Warszawa - w zabytkowych śródmiejskich kamienicach można kupić metr mieszkania „już” od 8 tys. zł.
Szalony i wydawałoby się mało racjonalny wzrost cen nie odstrasza jednak klientów. Po stagnacji urlopowej ruch na rynku nieruchomości odżył. Pojawiają się nawet fundusze i grupy inwestorów kupujących po kilka mieszkań lub kamienice. Te ostatnie najchętniej na Starym Mieście - pod warunkiem że są w dobrym stanie technicznym. - Inwestorzy oczekują zwrotu nakładów w ciągu maksymalnie 14 lat - twierdzi Jolanta Loranty.
Na warszawskim osiedlu Marina nie brakuje cudzoziemców, którzy nowe mieszkania kupują na wynajem. Polacy idą tym samym tropem, inwestując najczęściej w mieszkania poza centrum, zwłaszcza na Ursynowie i Bemowie. Zdaniem Anny Grzywaczewskiej z warszawskiego oddziału Ober-Haus, obserwowany wzrost popytu w Warszawie związany jest z coraz większą liczbą osób przybywających do stolicy do pracy.
Lokalizacja to podstawa
Duże zainteresowanie wynajmem komfortowych umeblowanych apartamentów i trzypokojowych mieszkań o podwyższonym standardzie jest charakterystyczne dla wszystkich miast, w których zadomowiły się duże koncerny. We Wrocławiu i Katowicach najemcami są przede wszystkim pracownicy i kadra zarządzająca przedstawicielstw firm zagranicznych.
Kupując luksusowe mieszkanie na wynajem, trzeba jednak pamiętać o jego lokalizacji. Lokal nie musi się mieścić w samym centrum. Dobrze jednak, jeśli jest zlokalizowany w spokojnej, pełnej zieleni dzielnicy, najlepiej na nowym osiedlu. Atutem jest także bliskość terenów rekreacyjnych i co absolutnie niezbędne - dobry dojazd. Zdaniem WGN, podaż takich mieszkań, a zwłaszcza apartamentów, z wyjątkiem Warszawy jest wciąż za mała.
Lepsza rata niż wynajem
- Mieszkania coraz chętniej kupują również studenci - twierdzi Justyna Płonka z poznańskiego oddziału Ober-Haus, zwłaszcza że rata kredytu niekoniecznie musi być wyższa od ceny wynajmu. Do łask powracają więc kawalerki, zwłaszcza w centrach miast, w pobliżu wyższych uczelni, o niewygórowanym czynszu. W tym wypadku dominuje rynek wtórny, na którym można kupić mieszkania znacznie tańsze.
Zainteresowane takimi lokalami są również osoby chcące czerpać zyski z wynajmu. Zdaniem analityków WGN, w pierwszym półroczu 2005 roku aż 64,5 proc. małych mieszkań po to właśnie kupiono. Nie są one drogie, nakłady na modernizację też nie są wysokie i szybko się zwracają.
Zdaniem Macieja Kossowskiego z firmy Expander, popyt na małe mieszkania będzie jednak spadał. - Nieruchomość zawsze trzeba traktować jak inwestycję, jeśli więc dzisiaj kupujemy mieszkanie, zastanówmy się, czy będziemy je mogli sprzedać z zyskiem, gdy okaże się za małe na nasze potrzeby - uważa.
- W Unii Europejskiej na jednego mieszkańca przypada dwukrotnie większa powierzchnia niż w Polsce. Mieszkania też mają większe metraże. Trzeba więc założyć, że w tym kierunku będzie dążyć i nasz rynek. Za kilka lub kilkanaście lat na dwupokojowe, np. 40-metrowe mieszkanie można więc nie znaleźć nabywcy, który zapłaci za nie odpowiednią cenę - uważa doradca finansowy Expandera.
Ten trend już zaczyna być widoczny. Jeszcze rok, dwa lata temu dwupokojowe mieszkania na wynajem były najlepszą inwestycją. Dziś przybywa chętnych na większe, którzy szukają zwłaszcza nowych, wybudowanych po 2000 roku czteropokojowych mieszkań w popularnym standardzie.
Komu dom?
Obserwując rynek, można stwierdzić, że zainteresowanie kupnem domu na razie jest znikome. Z badań WGN wynika, że w większości dużych miast podaż przewyższa popyt ponad dziesięciokrotnie. Od trzech lat ceny są więc stabilne, choć zdaniem ewentualnych nabywców i tak za wysokie. Chętnie kupowane są, a właściwie byłyby, jedynie tańsze domy, na terenach podmiejskich, przeznaczone do remontu. Byłyby, ponieważ obecnie prawie nikt takich nie sprzedaje.
Coraz mniej osób zainteresowanych jest również samodzielną budową (czytaj str. 61). Zdaniem analityków WGN, kupno gotowego domu od developera lub na rynku wtórnym jest tańsze średnio
o 17 proc. od prowadzenia indywidualnej budowy, pozwala też uniknąć żmudnego i długotrwałego procesu inwestycyjnego. Ruch na rynku działek budowlanych na razie więc zamarł. Wydaje się jednak, że szaleństwo cenowe dotyczące mieszkań niejednego zachęci do budowy własnego domu, zwłaszcza że może być większy, a już zaczyna być tańszy niż M3 w centrum miasta.
ogółem 5,9 mld zł. To aż o 56 proc. więcej niż rok wcześniej.
Tymczasem podaż nowych mieszkań jest znacznie mniejsza niż popyt. W pierwszej połowie tego roku w Katowicach do użytku oddano jedynie 92 mieszkania. Jolanta Loranty z krakowskiego biura Ober-Haus podkreśla, że nabywców znajdują nawet lokale w budynkach, na które nie ma jeszcze pozwolenia na budowę. Podobnie jest w Gdańsku, gdzie sprzedawane są mieszkania, których budowa jest w fazie wstępnej. A może być jeszcze gorzej, ponieważ wciąż brakuje planów zagospodarowania przestrzennego miast. Atrakcyjne tereny deweloperzy wyrywają więc sobie z rąk, co wpływa na wzrost cen.
WGN utrzymuje, że w pierwszym kwartale tego roku liczba kupujących wzrosła o blisko 68 procent. Powodzeniem cieszą się zarówno mieszkania nowe, jak i te z drugiej ręki. Na wzrost cen tych pierwszych wpływa dodatkowo obawa, że od 2008 roku będę jeszcze droższe. VAT na nowe lokale ma bowiem wzrosnąć z 7 do 22 proc.
- Jeśli podaż nowych mieszkań na rynku pierwotnym nie będzie rosła, to do końca 2005 roku może dojść do stopniowego, nawet 10-procentowego wzrostu cen, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym - podkreślają analitycy WGN.
Klienci nie boją się rosnących cen
Jeszcze trzy miesiące temu cena przekraczająca 3 tys. euro za mkw. uznawana była w Krakowie za standard. Teraz w jedynej realizowanej w centrum miasta nowej inwestycji - Angel Plaza - ceny sięgają 4 tys. euro za mkw. Taniej jest na obrzeżach miasta, ale i tam trzeba zapłacić od 3 do 8 tys. zł.
Coraz drożej jest też w Sopocie. Za atrakcyjną lokalizację w nowych budynkach trzeba już zapłacić od 7 do 10 tys. zł za mkw., podczas gdy jeszcze w maju było to 6-7 tys. zł.
O kilka procent w tym roku wzrosła także wartość mieszkań w Katowicach. Na tym tle najrozsądniejsi wydają się poznaniacy. Tam od kilku miesięcy ceny są stabilne.
W porównaniu z Krakowem przestała też szokować cenami Warszawa - w zabytkowych śródmiejskich kamienicach można kupić metr mieszkania „już” od 8 tys. zł.
Szalony i wydawałoby się mało racjonalny wzrost cen nie odstrasza jednak klientów. Po stagnacji urlopowej ruch na rynku nieruchomości odżył. Pojawiają się nawet fundusze i grupy inwestorów kupujących po kilka mieszkań lub kamienice. Te ostatnie najchętniej na Starym Mieście - pod warunkiem że są w dobrym stanie technicznym. - Inwestorzy oczekują zwrotu nakładów w ciągu maksymalnie 14 lat - twierdzi Jolanta Loranty.
Na warszawskim osiedlu Marina nie brakuje cudzoziemców, którzy nowe mieszkania kupują na wynajem. Polacy idą tym samym tropem, inwestując najczęściej w mieszkania poza centrum, zwłaszcza na Ursynowie i Bemowie. Zdaniem Anny Grzywaczewskiej z warszawskiego oddziału Ober-Haus, obserwowany wzrost popytu w Warszawie związany jest z coraz większą liczbą osób przybywających do stolicy do pracy.
Lokalizacja to podstawa
Duże zainteresowanie wynajmem komfortowych umeblowanych apartamentów i trzypokojowych mieszkań o podwyższonym standardzie jest charakterystyczne dla wszystkich miast, w których zadomowiły się duże koncerny. We Wrocławiu i Katowicach najemcami są przede wszystkim pracownicy i kadra zarządzająca przedstawicielstw firm zagranicznych.
Kupując luksusowe mieszkanie na wynajem, trzeba jednak pamiętać o jego lokalizacji. Lokal nie musi się mieścić w samym centrum. Dobrze jednak, jeśli jest zlokalizowany w spokojnej, pełnej zieleni dzielnicy, najlepiej na nowym osiedlu. Atutem jest także bliskość terenów rekreacyjnych i co absolutnie niezbędne - dobry dojazd. Zdaniem WGN, podaż takich mieszkań, a zwłaszcza apartamentów, z wyjątkiem Warszawy jest wciąż za mała.
Lepsza rata niż wynajem
- Mieszkania coraz chętniej kupują również studenci - twierdzi Justyna Płonka z poznańskiego oddziału Ober-Haus, zwłaszcza że rata kredytu niekoniecznie musi być wyższa od ceny wynajmu. Do łask powracają więc kawalerki, zwłaszcza w centrach miast, w pobliżu wyższych uczelni, o niewygórowanym czynszu. W tym wypadku dominuje rynek wtórny, na którym można kupić mieszkania znacznie tańsze.
Zainteresowane takimi lokalami są również osoby chcące czerpać zyski z wynajmu. Zdaniem analityków WGN, w pierwszym półroczu 2005 roku aż 64,5 proc. małych mieszkań po to właśnie kupiono. Nie są one drogie, nakłady na modernizację też nie są wysokie i szybko się zwracają.
Zdaniem Macieja Kossowskiego z firmy Expander, popyt na małe mieszkania będzie jednak spadał. - Nieruchomość zawsze trzeba traktować jak inwestycję, jeśli więc dzisiaj kupujemy mieszkanie, zastanówmy się, czy będziemy je mogli sprzedać z zyskiem, gdy okaże się za małe na nasze potrzeby - uważa.
- W Unii Europejskiej na jednego mieszkańca przypada dwukrotnie większa powierzchnia niż w Polsce. Mieszkania też mają większe metraże. Trzeba więc założyć, że w tym kierunku będzie dążyć i nasz rynek. Za kilka lub kilkanaście lat na dwupokojowe, np. 40-metrowe mieszkanie można więc nie znaleźć nabywcy, który zapłaci za nie odpowiednią cenę - uważa doradca finansowy Expandera.
Ten trend już zaczyna być widoczny. Jeszcze rok, dwa lata temu dwupokojowe mieszkania na wynajem były najlepszą inwestycją. Dziś przybywa chętnych na większe, którzy szukają zwłaszcza nowych, wybudowanych po 2000 roku czteropokojowych mieszkań w popularnym standardzie.
Komu dom?
Obserwując rynek, można stwierdzić, że zainteresowanie kupnem domu na razie jest znikome. Z badań WGN wynika, że w większości dużych miast podaż przewyższa popyt ponad dziesięciokrotnie. Od trzech lat ceny są więc stabilne, choć zdaniem ewentualnych nabywców i tak za wysokie. Chętnie kupowane są, a właściwie byłyby, jedynie tańsze domy, na terenach podmiejskich, przeznaczone do remontu. Byłyby, ponieważ obecnie prawie nikt takich nie sprzedaje.
Coraz mniej osób zainteresowanych jest również samodzielną budową (czytaj str. 61). Zdaniem analityków WGN, kupno gotowego domu od developera lub na rynku wtórnym jest tańsze średnio
o 17 proc. od prowadzenia indywidualnej budowy, pozwala też uniknąć żmudnego i długotrwałego procesu inwestycyjnego. Ruch na rynku działek budowlanych na razie więc zamarł. Wydaje się jednak, że szaleństwo cenowe dotyczące mieszkań niejednego zachęci do budowy własnego domu, zwłaszcza że może być większy, a już zaczyna być tańszy niż M3 w centrum miasta.