Prawda, która oszalała

Prawda, która oszalała

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z księdzem Robertem Sirico
"Jeśli w latach 70. odbywała się w Kalifornii manifestacja ruchów lewicowych, to nie mogło mnie na niej zabraknąć" - mówi ksiądz Robert Sirico. Doświadczenie religijne i studia nad ekonomią sprawiły, że dziś jest katolickim księdzem promującym wolność gospodarczą. Ks. Sirico jest założycielem amerykańskiego Instytutu im. Lorda Actona, członkiem prestiżowej Mont Pelerin Society, autorem wielu książek i publikacji w najbardziej prestiżowych gazetach amerykańskich. Pod koniec września gościł w Polsce na zaproszenie Polsko-Amerykańskiej Fundacji na rzecz Badań i Edukacji Ekonomicznej

W dniu, w którym przybył Ojciec do Polski, by promować wolność oraz wolny rynek, odbyły się wybory parlamentarne. Co sądzi Ojciec o ich wynikach?
Fakt, że postkomuniści zostali ponownie wybrani do parlamentu, świadczy o tym, iż Polacy nie wyciągnęli jeszcze podstawowych wniosków z upadku komunizmu i socjalizmu. Przywołując porównanie z historią opisaną w Księdze Wyjścia Starego Testamentu: dzieci Izraela zostały wyzwolone z niewoli egipskiej, jednak w ich sercach wciąż tkwiło zniewolenie. Wyzwolenie się z tej zależności zajęło im całe pokolenie. Sądzę, iż w poważnym stopniu także w sercach Polaków do dziś tkwi socjalistyczna skaza.

Wielu z tych, którzy tęsknią za poprzednim systemem, argumentuje, że przynajmniej wtedy ludzie mieli pracę.
Dowodzi to całkowitego niezrozumienia ekonomii. Państwo nie może oferować żadnych miejsc pracy samo z siebie - musi je najpierw zabrać sektorowi prywatnemu. To sektor prywatny produkuje dobra i usługi, zwiększając zasoby gospodarki. Głosowanie za większym państwem jest głosowaniem za coraz mniej produktywną gospodarką. Jest to wielki i niebezpieczny błąd: każdy głosuje w swym własnym interesie, nie zdając sobie nawet sprawy, że 60, 70 czy nawet 80 procent jego dochodów idzie na utrzymanie wielkiego i bezproduktywnego aparatu administracyjnego.

Tymczasem w Polsce państwo i administracja to jeden z największych pracodawców.
Tuż przed upadkiem Imperium Rzymskiego rządzący także starali się zapewnić wszystkim pracę i w tym celu wymyślili państwowe miejsca pracy. Zatrudniali na przykład ludzi do kopania rowów. Bez konkretnego celu, tylko po to, by ludzie ci mieli zajęcie. A gdy już wykopali te rowy, zostali zatrudnieni do ich zasypania. Jakkolwiek absurdalne może się nam dziś wydać, naprawdę miało to miejsce. Było to marnowanie pieniędzy państwowych i stanowiło obrazę godności ludzkiej. Skutki gospodarcze i kulturowe tych działań były straszne. Jak zatem określić to, co ma miejsce w dzisiejszej Polsce?

Większość partii i posłów wybranych do parlamentu opowiada się za dużą obecnością państwa w gospodarce. Za takim modelem państwa głosowali - także w swoim interesie - niektórzy przedsiębiorcy. Czy to oznacza, że uważają taki system za dobry dla gospodarki?
Adam Smith kilka wieków temu ostrzegał, że biznes także ma swoje cele. Te cele powinny się sprowadzać do dostarczania dóbr i usług. Gdy biznesmen tego nie widzi, uważa, że jego cele polegają na zachowaniu kontaktów politycznych. W krajach pozostających pod wpływem Sowietów największe sukcesy w prowadzeniu działalności gospodarczej odnosili ci, którzy mieli najbardziej rozległe kontakty polityczne. To może tłumaczyć, dlaczego część biznesu głosowała na partie socjalistyczne. Nie jest to prawdziwy biznes, lecz odbiorcy różnych grantów i zapomóg. Jestem także przekonany, że na socjalizm nie głosowali przedsiębiorcy, czyli ci, którzy zakładają nowe firmy, ponieważ oni rozumieją, jak trudno jest wejść na rynek, odczuwają ciężar złego prawa i wysokich podatków.

Biznes jest odbiorcą pomocy państwa socjalnego?
Powszechnie uważa się, że pomoc socjalna to pieniądze, które są kierowane do najbiedniejszych, jednak najwięcej na pomocy państwa korzysta biznes poprzez liczne partnerstwa publiczno-prywatne czy prawodawstwo, które chroni pewne firmy i nie pozwala na działanie konkurencji.

Wyniki wyborów obrazują liczne lęki - także obawę przed globalizacją.
Istnieją dwa rodzaje globalizacji: jeden to globalizacja rynkowa, a drugi - globalizacja polityczna. Jeżeli uda się nam oddzielić globalizację polityczną od rynkowej, otrzymamy system, w którym ludzie będą mieli swobodę wymiany dóbr i przez to większą wolność. Bariery celne powinny zatem zostać obalone, gdyż stanowią przeszkodę dla dobrej globalizacji, czyli swobodnej wymiany między ludźmi. Tymczasem należy się obawiać globalizacji politycznej, która oznacza narzucanie jednym wartości uznawanych przez innych.

A jeśli Europejczycy chcą wprowadzenia ceł zaporowych, bo obawiają się zalewu tanich ubrań z Chin?
Czyżby konsumenci obawiali się tanich i dobrze uszytych ubrań?

Tak, ponieważ mają na uwadze krajowe firmy, dla których produkty chińskie są silną konkurencją.
Nacjonalizm nie oznacza patriotyzmu. Czy Śląsk powinien produkować wszystko to, czego potrzebują Ślązacy, czy też powinien kupować produkty od reszty Polski? Polska nie może dostarczać wszystkich produktów i usług, których jej mieszkańcy potrzebują. Nawet gdyby kraj miał wszelkie zasoby naturalne, takie rozwiązanie byłoby ograniczaniem inteligencji i zdolności ludzkich. Na świecie są ludzie, którzy pewne rzeczy robią lepiej niż inni i w ten sposób lepiej służą innym. Polacy także mają liczne zalety.

W dniu wyborów parlamentarnych odprawił Ojciec mszę w intencji o mądrość i bojaźń bożą dla prawodawców. Jakie cechy powinni wykazywać nowi parlamentarzyści?
Gdybym musiał wskazać jedną najważniejszą cechę, jaką powinni mieć prawodawcy, byłaby to pokora. Lord Acton powiedział: "Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie". Jak długo politycy otrzymują różne korzyści ze sprawowanej funkcji - czy są to korzyści finansowe, czy też prestiż, bo ludzie uważają ich za arystokrację - władza przyciąga ludzi, którzy chcą jej poszerzenia. Dlatego wyborcy powinni się zastanowić, czy polityk, którego wybierają, będzie się starał swą władzę powiększać. Bo wraz z rosnącą władzą rośnie też korupcja.
Dlatego władza polityków powinna być ograniczona, także w czasie. Politycy powinni raczej dać z siebie tyle, ile są w stanie, a po zakończeniu kadencji wrócić do normalnego życia i stosować się do prawa, które uchwalili, będąc u władzy.

Zwycięzcy wyborów parlamentarnych obiecują zlikwidowanie korupcji przez zwiększenie kontroli nad administracją.
A gdy to nie pomoże, po zakończeniu kadencji zaproponują coś nowego: "Teraz mamy jeszcze lepszy pomysł - powołamy departament kontroli kontrolujących kontrolujących". W ten sposób tylko rośnie biurokracja.

Obiecują także wiele wzniosłych spraw, takich jak pomoc biednym dzieciom.
Nie można pomóc biednym poprzez państwową redystrybucję pieniędzy, ale jedynie przez stworzenie warunków dla rozwoju społeczeństwa dobrobytu, gdzie każdy staje się bogatszy. Obawiam się, że niektórzy tak bardzo kochają biednych, iż tworzą programy, które sprawią, że na świecie będzie jeszcze więcej biednych ludzi.
Programy państwowe powstają nie dlatego, że sektor prywatny sobie nie radzi. Czasem nawet te programy zajmują się kwestiami, które społeczeństwo chętnie finansuje, jednak po paru latach ich działania zawsze okazuje się, że zawiodły. Musi się tak stać, bo ci, którzy się nimi zajmują, nie myślą o tych, do których program jest skierowany, lecz starają się przypodobać politykom.

Jednak wyborcy wierzą, że instytucje państwowe poradzą sobie z problemem lepiej niż prywatne.
Zatem nie rozumieją zasad działania wolnego rynku. Ponadto istnieją zawsze wybrane grupy zainteresowane utrzymywaniem w społeczeństwie przekonania o wyższości planowania przez polityków i ekspertów nad wolnym rynkiem. W rezultacie ludzie stają się zależni od tych grup.
Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że w gospodarce rynkowej także mamy do czynienia z planowaniem, ale nie jest ono ograniczone do urzędów, lecz dokonuje się w całym społeczeństwie. Społeczeństwo nie jest zatem zależne od jednej grupy "ekspertów", bo nie ma ludzi, którzy wiedzą wszystko. W gospodarce rynkowej wszyscy zależą od wszystkich. A Polacy są przecież bardzo inteligentni, często wybitni. To z tego narodu wywodzi się Kopernik, Chopin czy Jan Paweł II. Dlaczego więc uważają, że nie potrafią sami - bez administracji państwowej - pomóc biednym? Jest to możliwe tylko dlatego, że ich inteligencja jest ograniczana. Wybrana grupa urzędników, polityków, nomenklatury zamiast starać się pobudzać inteligencję narodu w sposób, w jaki robi to wolny rynek, ogranicza ją. W Polsce mamy do czynienia z uniemożliwianiem przez wybrane grupy działania reszcie społeczeństwa. Ci, którzy sądzą, że politycy są od nich mądrzejsi, powinni częściej z nimi rozmawiać. Na pewno zauważyliby, że nie jest to prawda.

Może jednak politycy wraz z grupą ekspertów lepiej poradzą sobie z różnymi problemami?
Zniszczenia huraganu Katrina przypominają mi spustoszenia dokonane przez socjalizm w tej części świata. Wygłoszona przez prezydenta Busha zapowiedź uruchomienia wielkich rządowych programów odbudowy Luizjany wyjątkowo mnie zdenerwowała, bo nie są nam potrzebne rządowe akcje. Potrzebujemy raczej, by władza federalna przestała nas ograniczać. To prywatne firmy będą odbudowywać miasta, wtedy gdy ich mieszkańcy będą jeszcze chcieli mieszkać w miastach, które w ostatnim miesiącu zostały dwukrotnie zalane. Jeśli decyzję podejmą mieszkańcy, na pewno będzie ona trafna, bo ich dotyczy.

Jeśli jednak większość - a nawet, jak w Polsce - zdecydowana większość opowiada się za tym, by to instytucje państwowe zajmowały się pomocą innym?
Problem jednak w tym, że ludzie wcale nie głosują za przekazaniem biednym i potrzebującym swoich pieniędzy, ale za tym, by to pieniądze innych były na te cele przekazane. Nie potrafię dostrzec dobra w takim działaniu. Jeśli rzeczywiście myśleliby tylko o swoich pieniądzach i bardzo chcieli pomóc innym, zawsze mogą to zrobić - wystarczy przynieść pieniądze do urzędu. A państwo nie musi na ten cel nakładać podatków. To kwestia przymusu, podatków, zmienia charakter tego działania.

Jednak religia chrześcijańska naucza, że powinniśmy się dzielić, że egoizm jest zły - czy nie do tego właśnie odwołują się socjaliści?
Powszechnie wierzy się, że socjaliści są wrażliwi na krzywdę innych, ale czy rzeczywiście doświadczenie na to wskazuje? W Stanach Zjednoczonych zdecydowanie więcej jest adopcji wśród ludzi religijnych niż niewierzących, ci, którzy chodzą do kościoła, chętniej także wspierają akcje dobroczynne od tych, którzy deklarują się jako wyznawcy poglądów liberalnych. W niedzielę wyborczą w kościołach czytana była przypowieść o dwóch synach, z których jeden obiecał pomóc ojcu, ale w końcu nie pomógł, a drugi nie chciał pomóc, lecz jednak w końcu pomógł. Jest to alegoria dwóch systemów: jeden głosi "jesteśmy prosocjalni, sprawimy, że potrzeby wszystkich zostaną zaspokojone", ale w rzeczywistości tego celu nie osiąga; drugi natomiast zdaje się mówić "nie jest naszym zadaniem dbanie o potrzeby wszystkich", jednak w efekcie jest systemem, w którym każdemu wiedzie się dobrze.
Dokument Kościoła katolickiego Quadragesimo Anno głosi, że nie można być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą. Moim zdaniem, socjalizm jest chrześcijańską herezją.
G.K. Chesterton określił herezję jako "prawdę, która oszalała". Prawdą, którą socjalizm zapożycza od religii chrześcijańskiej, jest solidarność, ale jest to prawda, która oszalała i zapomniała o innej wartości chrześcijańskiej - godności osoby ludzkiej. Tymczasem społeczeństwo chrześcijańskie powinno być oparte zarówno na solidarności, jak i wolnej inicjatywie.

W Polsce natomiast partie prosocjalne były wspierane przez media katolickie.
Nie wiem, gdzie w społecznej nauce Kościoła znajduje się uzasadnienie dla nawoływania do większego państwa, do powiększania administracji. Chrześcijaństwo nie propaguje jednego modelu gospodarczego, bo nie jest systemem ekonomicznym, ale moralnym, w którego sercu jest zbawienie ludzkości przez Chrystusa. Kwestie gospodarcze muszą być natomiast oceniane w odniesieniu do godności ludzkiej. I powinny być oparte na wyważonej ocenie. W mojej ocenie wolna gospodarka i społeczeństwo wartości są bliższe realizacji zadania poszanowania godności ludzkiej niż gospodarka sterowana.

Czy zwolennicy kapitalizmu nie są sami sobie winni, iż nie dość wyraźnie mówią o społecznym wymiarze tego systemu?
Na pewno lepiej dla nas wszystkich byłoby, gdyby częściej wskazywali, że ich celem jest także pomoc ludziom ubogim. Tworzenie moralnego wsparcia dla systemu kapitalistycznego stanowi właśnie sedno pracy etycznej Instytutu im. Lorda Actona. Kapitalizm jest wyjątkowo wydajny, jednak gdy nie jest wsparty na zasadach moralnych, może upaść. Obok wolności ludzie potrzebują także prawdy. Jeśli miałbym wybrać między szeroko rozumianym socjalistycznym modelem kolektywistycznym oraz modelem indywidualistycznym, uważam, że więcej możemy osiągnąć, pracując nad tym ostatnim i wzywając ludzi do głębszego doskonalenia kulturowego.
Chrześcijaństwo niesie z sobą godność osoby ludzkiej, która rozszerza się na prawo do własności prywatnej, co z kolei było przyczyną ustanowienia umów, sądownictwa oraz prawa do obrony. Stworzyliśmy dzięki temu najbardziej wolną, bogatą oraz najbardziej sprawiedliwą cywilizację w dziejach ludzkości. Obawiam się jednak, że ta judeochrześcijańska podstawa obecnie się chwieje.