Nadmiar optymizmu czy zmiana wzorca?

Nadmiar optymizmu czy zmiana wzorca?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Warto się bliżej przyjrzeć wzajemnym relacjom wzrostu PKB i zatrudnienia. Ostatnio dynamika obu tych zmiennych uderzająco odbiega od przekonania, które panuje wśród ekonomistów. Otóż dominuje u nas pogląd, że bariery dla wzrostu zatrudnienia są bardzo silne i w związku z tym zaczyna ono rosnąć dopiero wówczas, gdy tempo wzrostu PKB przekracza 5 proc.
W takiej sytuacji chłonność siły roboczej przez gospodarkę była w Polsce nawet sporo niższa niż w sklerotycznej starej Unii. W Unii Europejskiej, cierpiącej na wysoce uciążliwy nadmiar regulacji rynku pracy, bariera ta, według niemieckich badań sprzed kilku lat, była na poziomie 2,75 proc. To znaczy, że wzrost PKB musiał przekroczyć 2,75 proc. w skali rocznej, aby zatrudnienie zaczęło wzrastać (o 0,4 proc. na każdy procent przyrostu PKB ponad barierę 2,75 proc.).
Przyczyny wysoce niezadowalającego stanu rzeczy w Polsce biorą się z tego, iż stopień przeregulowania naszej gospodarki w innych niż rynek pracy obszarach znacznie przekracza to, co ma miejsce w krajach starej Unii. Warto przypomnieć, np., że pod względem przeregulowania rynków produktów jesteśmy od lat na ostatnim miejscu wśród krajów OECD, co potwierdziły badania ekspertów tej organizacji w latach 1998 i 2003.
Wracając do relacji PKB i zatrudnienia - już dwukrotnie obserwowaliśmy odejście od wzorca. W 2004 r. - pod wpływem kilku lat znacznych deficytów budżetowych i tzw. efektu unijnego - w I półroczu gospodarka przyspieszyła. W efekcie w całym roku wzrost PKB wyniósł 5,4 proc. Tymczasem przez cały rok zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadało i trend ten zaczął wyhamowywać, a następnie odwrócił się dopiero jesienią.
Mniej wiĘcej od roku zauważalne jest kolejne odejście od wzorca, tyle że o przeciwnym wektorze - obserwujemy szybki wzrost zatrudnienia w warunkach dość powolnego czy umiarkowanego tempa wzrostu. Tak więc wzrost PKB w kolejnych kwartałach wahał się w granicach 2,5-3,5 proc., podczas gdy zatrudnienie rosło, i to coraz szybciej. Najnowsze dane dla sektora przedsiębiorstw pokazują, że w październiku br. w stosunku do października 2004 r. zatrudnienie zwiększyło się o 2,1 proc., a w całym okresie styczeń - październik br. wzrosło w stosunku do tego samego okresu ub.r. o 1,8 proc. Różnica między tymi wskaźnikami sygnalizuje, iż zatrudnienie nie tylko rosło, ale tempo wzrostu tegoż było w ostatnich miesiącach coraz wyższe. Wskaźnik liczby pracujących w gospodarce wykazuje podobny trend, choć dynamika wzrostu w tym wypadku jest nieco słabsza.
Rodzi się więc pytanie, jakie są przyczyny tej zmiany wzorca - czy też może jednorazowego odchylenia od wzorca zaobserwowanego w latach 1992-2001. Otóż widzę trzy możliwe odpowiedzi. Pierwsza, najprostsza, to optymizm. Badania sentymentów biznesu wykazują optymizm przedsiębiorców. Dość umiarkowany zresztą, ale być może to właśnie ów optymizm, zwłaszcza w odniesieniu do przyszłości (czyli wiary w przyspieszenie dynamiki PKB), jest źródłem decyzji o zwiększeniu poziomu zatrudnienia w firmach, mimo dość powolnego bieżącego wzrostu PKB.
Druga odpowiedź zakłada, że nawet przy umiarkowanym tempie wzrostu zagregowanego popytu nadchodzi kiedyś chwila, w której konieczne staje się zwiększenie mocy produkcyjnych w znaczącej liczbie przedsiębiorstw i takie zjawisko, któremu towarzyszy wzrost zatrudnienia, obserwujemy obecnie.
Trzecia odpowiedź zakłada, że nawet wielce ograniczone reformy rynku pracy, jakie przeprowadzono za wicepremiera Hausnera, przyniosły jakieś efekty i poziom bariery chłonności zatrudnienia uległ obniżeniu.
Optymizm przedsiębiorców najwyraźniej ograniczony jest do zwiększania zatrudnienia, ale już nie inwestycji w kapitale trwałym, które rosną - jak wiemy - dość niemrawo. Być może przedsiębiorcy uważają np. zwiększenie zmianowości za bezpieczniejszą formę zwiększania mocy produkcyjnych, gdyż oszczędzają na nakładach inwestycyjnych.
Tyle że szybki i coraz szybszy wzrost zatrudnienia w warunkach umiarkowanego wzrostu PKB oznacza jedno. Jeśli - jak sądzi piszący te słowa - w przyszłym roku wzrost PKB pozostanie na średnim poziomie (powiedzmy maksymalnie 3,5-4,0 proc.), to dojdzie do sytuacji odwrotnej do obserwowanej. Jeśli w gospodarce centralnie planowanej mawiano, że „jak zwalniają, to będą przyjmować” (gdyż istniał nadmierny popyt w gospodarce), to w gospodarce rynkowej trzeba liczyć się, że „jak przyjmują, to będą zwalniać”, gdy zawiodą nadzieje na wydatne przyspieszenie tempa wzrostu PKB.