Putin wali po mordzie

Putin wali po mordzie

Wasilij Rozanow, wielki filozof rosyjski zapytał kiedyś prostego mużyka: - Iwan, kim chciałbyś być? - Carem samodzierżcą - odparł Iwan - stanąłbym wtedy przy drodze i każdego, kto by przechodził waliłbym w mordę.
Dziś samodzierżca siedzi na Kremlu, nazywa się Putin i tak jak mużyk Iwan wszystkich wali po mordzie. A to gazem, a to poszanowaniem odmienności demokracji, a to - jak ostatnio w przypadku Polski - historią. Czas nie mógł być lepszy - 5 marca, sześćdziesiąt pięć lat temu Stalin podpisał rozkaz, w którym nakazywał pozbycie się polskich oficerów przetrzymywanych w Katyniu, Starobielsku i Ostaszkowie, jak też ok. 7300 jeńców trzymanych w więzieniach NKWD w zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainie. Bez sądów, przedstawiania zarzutów, nawet namiastki doszukiwania się winy. Po prostu rozstrzelać i zakopać.

I tak właśnie teraz dostaliśmy po mordzie. Przy czym Rosja powtarza - pokazując Węgrów czy Bułgarów - że czas najwyższy odciąć się od historii. Że za dużo o niej gadamy i to nam przesłania racjonalność myślenia. - W ten sposób z Rosją interesów robić się nie da - tłumaczy Gleb Pawłowski. Albo realpolityk, albo historia. Musicie wybierać.

Tyle że właściwie to nie mamy w czym wybierać. Za pogorszenie stosunków między naszymi krajami odpowiada Moskwa, która się obraziła na Ukrainę. Za pamięć historyczną także odpowiada Moskwa, która od lat odmawia oficjalnego uznania Katynia za ludobójstwo, czym rzeczywiście był (co zresztą Rosjanie już raz przyznali).

Co to dla nas oznacza? Rosjanie dziś wyraźnie sondują, jaka będzie reakcja Warszawy. Musi być ona niestety wyważona ale i stanowcza. Nie możemy dopuścić do tego, by oskarżano nas znowu o histerię. Rosji będzie wówczas łatwiej pokazać, proszę w Budapeszcie prezydent Putin przeprasza i jest w porządku, a tu wciąż ci szaleni Polacy. Przede wszystkim powinniśmy się domagać jakiegoś poważnego wyjaśnienia od najwyższych władz Rosji. Być może Katyń ma być pewnego rodzaju ceną za polsko-rosyjskie ocieplenie. Na to nigdy jednak nie powinniśmy się zgodzić.

Grzegorz Sadowski

Czytaj także

 0