Od razu widać, że tego filmu nie nakręcił Amerykanin - reżyserzy wychowani w Hollywood są tak zmęczeni konwencjami, jakimi rządzą się powstające tam produkcje, że każdy ich film wygląda niemal tak samo. Tymczasem pochodzący ze Szwecji Hallstrom pokazał, że nawet bazując na wytartych hollywoodzkich stereotypach można stworzyć dzieło świeże i nie trącące banałem. Wystarczy świeże spojrzenie reżysera, obsadzenie w roli głównej niezmanierowanego aktora (grający Casanovę Heath Ledger wyraźnie chciał się odciąć od swego homoseksualnego wcielenia z "Tajemnicy Brokeback Mountain" - zagrał całkowicie inaczej niż w tamtym filmie, ale równie wyraziście i porywająco) i dobrze napisany scenariusz. Te komplementy nie znaczą, że "Casanova" to dzieło wybitne, które po latach będzie się wspominać jako film dorównujący tragizmowi "Casanovy" Frederico Felliniego. Ale ten film to świetna rozrywka, w sam raz na wieczorne dopełnienie coraz bardziej słonecznych dni. Warto dać się poderwać Casanovie na dwie godziny.
Agaton Koziński
"Casanova", reż. Lasse Hallstrom, USA, 2005