Przełamali strach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Protestujących było ledwie 70. Demonstrowali w ciszy. Ich okrzyki było tak słabo słychać, że przez dobre pół godziny nie było wiadomo dokładnie przeciw czemu się zebrali i protestują. Byli tam, choć woleli być gdzie indziej. Po półtorej godzinie rozeszli się. Zwolennicy Łukaszenki.
Władza zorganizowała kontrdemonstrację. Tuż pod oknami polskiej ambasady w Mińsku. W tym czasie odziały białoruskiego OMON-u brutalnie pacyfikowały ośmiotysięczny tłum w okolicach parku im. Janki Kupały, Łukaszenka wypuścił swoich zwolenników, by pokazać Polsce, jak wielu, jak mocno i jak serdecznie go popiera. Kuriozum.

W ciągu ostatnich kilku dni na Białorusi wiele się zmieniło. Białorusini przełamali strach. Kiedy na Placu Październikowym stało jeszcze miasteczko namiotowe ludzie przychodzili, przynosili jedzenie, herbatę. Dla niektórych musiał to być prawdziwy wyczyn. Musieli pokonać strach przed donosem czy zatrzymaniem. Ci którzy byli wewnątrz miasteczka nie mieli właściwie nic do stracenia. I tak już byli skreśleni z uczelni, a powołanie do wojska mieli pewne. Dziś w Mińsku Białorusini, choć jeszcze nie wszyscy, pokazali, że nie trzeba się bać.

Władza natomiast po raz kolejny pokazała, że nie zawaha się użyć siły. Że jej ofertą jest jedynie przemoc i terror. Jeśli potwierdzi się informacja, że w czasie pacyfikacji zginęła jedna osoba Łukaszenka będzie miał na rękach krew. Zresztą nie pierwszą. Protestujących jest jeszcze za mało. Do granicy upadku władzy trochę brakuje. Gdyby na plac ruszyło 200 tysięcy osób władza Łukaszenki by uciekła. Co nie oznacza, że te osiem tysięcy osób narażało się na darmo. Z każdym takim protestem droga Białorusi do demokracji jest coraz bliższa.

Grzegorz Sadowski