Sytuacja jest patowa, ale nie jest to wina ani Villepina ani Sarkozy'ego. To przez politykę urzędującego prezydenta Jacquesa Chiraca. To on wypromował de Villepina, człowieka słabo znającego kraj i społeczeństwo, którym przyszło mu rządzić. W dodatku premier tak naprawdę nigdy nie miał styku z tą prawdziwą polityką - nie startował po żadne stanowisko z wyboru. Po prostu Chirac cenił go za jego wiedzę i erudycję. Jak niedawno się przekonaliśmy francuskiej ulicy to nie wystarczyło.
Całość tego trochę zdegenerowanego obrazu francuskiej polityki dopełnia fakt, że Francja potrzebuje dziś reform, a ulica domaga się skrętu w lewo. Te wzajemne oskarżenia dowodzą, że kampania wyborcza już się zaczęła. Walczą w niej ambitni Sarkozy i Villepin. Prezydent Chirac też jest w grze, ratując resztki swojej prezydentury. Skutek tego będzie taki, że Francuzi na prezydenta pewnie wybiorą sobie Jean Marie le Pena.
Grzegorz Sadowski