Jak treser z niedźwiedziem

Jak treser z niedźwiedziem

Negocjatorzy nazywają to bezpardonową walką lub negocjacjami konfrontacyjnymi. Tak dziś rozmawiają ze sobą Tbilisi z Moskwą.
Wina za obecny stan rzeczy leży po obu stronach. Rosja, wraz z władzami separatystycznych republik Abchazji i Południowej Osetii wielokrotnie prowokowały Gruzję. Ta nie pozostawała dłużna. Wydaje się, że obu stronom zależy na eskalacji konfliktu, Tbilisi chce w ten sposób przypomnieć o zapomnianych "upadłych państwach", a Moskwa doprowadzić do rozwiązania konfliktu na swoich warunkach. Precedens już jest, to niedawne referendum w Naddniestrzu czy Kosowie. Gdyby na Gruzji udało się wymusić akceptację wyników referendów w Abchazji i Osetii (planowanych na 12 listopada) byłby to niewątpliwie sukces Rosji.

Konflikt zaostrzają też aspiracje Gruzji do NATO. Rozmowy z sojuszem są już zaawansowane i być może Gruzja już niedługo wstąpi do NATO. Rosjanie wydaje się zdają sobie sprawę z tego, że nie uda się im powstrzymać tego procesu (co potwierdził niedawno minister Igor Iwanow), jednak chcą, by odbyło się to na ich warunkach. Głównym celem Moskwy jest utrzymanie baz wojskowych w separatystycznych republikach. Daje to możliwość kontroli i wygodnego szantażu. Rosjanie więc eskalują konflikt i jednocześnie podnoszą stawkę negocjacji. Ich prawdziwym celem jest jednak co innego.

Starcie niewielkiej Gruzji z potężną Rosją może wyglądać śmiesznie i, patrząc przez pryzmat zakazu importu wina, takie jest. Chińczycy mawiają, że z Rosją trzeba postępować tak, jak treser postępuje z niedźwiedziami. I Saakaszwili próbuje to robić.
 0

Czytaj także