Salami, słoń i europejskie patenty

Salami, słoń i europejskie patenty

Dodano:   /  Zmieniono: 
Otto Bismarck, postać która nam Polakom nie kojarzy się najlepiej, miał dużą łatwość w formułowaniu niezwykle trafnych sądów związanych z funkcjonowaniem maszyny państwowej i jej podstawowych instytucji. Jednym z takich powiedzeń było porównanie procesu powstawania prawa do procesu produkcji salami. I w jednym, i w drugim przypadku lepiej nie przyglądać się jak powstają produkty końcowe. Rada to zapewne dobra, ale czasami trudno się powstrzymać.
Pierwszy raz coś mnie naszło kiedy znajomy zadzwonił do mnie w trakcie zimowych ferii prosząc o komentarz odnośnie polskiej decyzji poparcia dla ACTA. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że aczkolwiek sama regulacja nie powoduje dramatycznych zmian w systemie prawa autorskiego, to jednak utrwala pewne schematy które w epoce internetu powinny być starannie przeanalizowane. Najgorsze jednak moim zdaniem było to, że akt o istotnym znaczeniu dla rozwoju gospodarki, był przyjmowany bez jakiejkolwiek pogłębionej debaty publicznej - pomimo licznych protestów środowisk, które traktowały i traktują obecne rozwiązania w zakresie ochrony własności intelektualnej za archaizm niegodny ery internetu.

Kilka dni temu, także w zimowej scenerii, Parlament Europejski uchwalił rozporządzenia wprowadzające nową instytucję prawną: patent europejski o jednolitym działaniu. W swoich założeniach rozwiązanie to ma uprościć proces uzyskiwania ochrony patentowej na terenie Unii Europejskiej w taki sposób, że ochrona patentowa uzyskana w jednym z państw, będzie automatycznie rozciągać się na pozostałe państwa. Problem w tym, że - nawet pominąwszy wątpliwości o charakterze czysto prawnym - Polska która wlecze się w ogonie innowacyjności europejskiej, może zostać zasypana tysiącami patentów, które zostaną zgłoszone w ramach nowej procedury (szacuje się ich liczbę na 60 tysięcy rocznie czyli kilkanaście razy więcej niż obecnie). Co więcej, zgodnie z nowymi regulacjami, patenty te nie będą już walidowane w Polsce a polscy przedsiębiorcy utracą możliwość zapoznawania się z ich opisami w języku polskim.

Te i inne wątpliwości, były zgłaszane od kilkunastu miesięcy, niemalże do ostatniego dnia, kiedy to Polska miała jeszcze szanse wycofania się z procesu legislacyjnego prowadzonego w trybie tzw. wzmocnionej ochrony. Apelowali o to luminarze prawa, przedstawiciele Polskiej Akademii Nauk, organizacje pracodawców i organizacje samorządu gospodarczego (m.in. Pracodawcy RP, Lewiatan, KIG czy BCC). Ba, tym razem, doczekaliśmy się nawet analizy przygotowanej przez firmę Deloitte i to na zlecenie Ministerstwa Gospodarki. Wyniki? Koszty netto (po odjęciu spodziewanych korzyści) przyjęcia przez Polskę nowego rozwiązania w perspektywie 20 lat zostały oszacowane na 52,3 mld złotych a w perspektywie 30 lat na 78,1 mld złotych. A stanowisko rządu? Na stronie Ministerstwa Gospodarki czytamy : "Polski rząd podtrzymał deklarację dalszego udziału naszego kraju w projekcie, jakim jest przyjęcie pakietu patentowego". Możemy jednak także przeczytać, że obowiązywanie pakietu uzależnione jest od ratyfikacji przez Sejm umowy o Jednolitym Sądzie Patentowym. Brzmi znajomo? Jeżeli komuś przypomina się ACTA i argumentacja, że nic się nie stało, bo przecież mamy jeszcze parlament, który może powiedzieć nie, to jest to skojarzenie jak najbardziej uprawnione.

Innowacyjność to wyzwanie dla polskiej gospodarki - i jest to wyzwanie, którego nie można już odkładać na później. Uproszczenie obecnych zasad przyznawania ochrony patentowej na terytorium UE oraz obniżenie związanych z tym kosztów z pewnością mogłoby okazać się korzystne dla niektórych spośród polskich przedsiębiorców. Czy jednak będzie równie korzystne dla całego sektora małych i średnich przedsiębiorstw jak przekonuje Ministerstwo Gospodarki? Co z argumentami przedstawionymi w raporcie którego wykonanie zleciło samo ministerstwo? Co z argumentami zgłaszanymi przez specjalistów i przedstawicieli samych przedsiębiorców?

Na te i inne zgłaszane pytania nie da się odpowiedzieć bez przeprowadzenia poważnej debaty wszystkich zainteresowanych - i jestem przekonany, że w końcu do takiej debaty dojdzie. Podobnie jak jestem przekonany, że jest już najwyższa pora, aby zastanowić się nad szerszym udziałem zainteresowanych w przebiegu procesu legislacyjnego.

Kiedy dwa lata temu zasiadając w panelu z kilkoma ministerialnymi oficjelami użyłem sformułowania "legislacja 2.0", spoglądano na mnie tak jak na moją córkę w szkole, kiedy przyznała że przygotowując prezentację czerpała z Wikipedii. Dla pełnej transparencji procesu legislacyjnego, otwartego i aktywnego dialogu z zainteresowanymi oraz precyzyjnego modelowania skutków oddziaływania nowo tworzonego prawa nie ma jednak alternatywy. A tym którzy uważają, że wystarczą szczytne cele i dobre intencje polecam krótką historyjkę z życia Vitora Hugo. Otóż do sławnego już wówczas pisarza przyszedł kiedyś nowy adept sztuki pisarskiej i zwrócił się o pomoc mistrza, chcąc stworzyć dzieło wielkie i czyste zarazem. Pisarz pomocy nie odmówił i nie zastanawiając się długo poradził mu aby... umył słonia.

Ostatnie wpisy

  • Wielkie żarcie18 mar 2013Czterech znajomych spotyka się w willi na przedmieściach i korzysta z uciech życia do granic możliwości. Jeden umiera z przemarznięcia, za to trzech pozostałych objada się na śmierć - tak w dużym skrócie wygląda akcja filmu w reżyserii Marco...
  • Recepta na cyfrową lewatywę5 mar 2013W latach osiemdziesiątych, w trakcie jednej z opolskich nocy kabaretowych, Bohdan Smoleń odgrywał rolę pacjenta przysłuchującego się dialogowi dwóch pielęgniarzy, którzy przeglądali jego dokumentację medyczną. Pierwszy z nich po chwili lektury...
  • Telewizja - ale jaka?24 lut 2013Groucho Marx uważał, że telewizja ma wybitne znaczenie edukacyjne. Jak mawiał za każdym razem gdy ktoś w jego obecności włączał telewizor, wychodził z pokoju i poświęcał się lekturze książek. Ta anegdota została przytoczona w jednym z kompendiów...
  • Jak to robią Francuzi12 lut 2013Prezydent Francji we wpisie umieszczonym w serwisie Twitter doniósł wszem i wobec, że jest dumny z umowy jaką - nie bez perswazji czynników rządowych - zawarto we Francji z firmą Google. Co ciekawe swoje zadowolenie okazał także wieloletni prezes,...
  • Wykup na trzydzieste urodziny?6 lut 2013Michael Dell założył Dell Computer Corporation w roku 1984 (początkowo jako PCs Limited). Miał wtedy 19 lat.