Mamy Ministerstwo Cyfryzacji. Budujemy sieci szerokopasmowe. Budujemy Cyfrową Polskę. Mój przyjaciel natomiast postanowił wybudować płot. A w zasadzie rozbudować, bo szczęśliwie dokupił sobie kawałek zalesionej działki, sąsiadującej z jego posesją.
Pierwszą przeszkodą okazały się Lasy Państwowe. Miła pani poinformowała, że dla wydania decyzji potrzebna będzie mapa z wyrysowaną lokalizacją płotu. Mój przyjaciel skopiował zatem mapę terenu, naniósł płot i udał się do miłej pani raz jeszcze. Okazało się, ze mapa się nie nadaje bo nie ma stosownych oznaczeń niezbędnych dla wydania decyzji. Kolega słyszał co nieco o cyfryzacji, więc postanowił być na czasie i zakupił mapę w internecie płacąc 30 złotych. Pani mapę pochwaliła, bo oznaczenia były jak należy. Zabrakło jednak stempelka. Kolega się zdziwił, bo przecież Cyfrowa Polska i tanie państwo - no ale przepisy są przepisami. Dostarczył więc tę samą mapę ze stempelkiem i zgodę uzyskał.
Lasy Państwowe przesłały trzystronicowe pismo z algorytmem obliczania corocznej opłaty. Kolega kończył Politechnikę więc dał radę algorytm rozszyfrować, choć nie do końca zrozumiał dlaczego nie może uiścić opłaty z góry za 10 lat. Okazało się jednak, że przepisy tego nie przewidują. Zamiast 230 złotych zapłacił zatem 23 - i przeszedł do następnego punktu programu: opinii Konserwatora Zabytków.
Co prawda płot zabytkiem nie jest ale teren, na którym miał powstać, znajduje się pod jego opieką. Argument, że w zasadzie jest to ten sam płot, tyle że zostanie nieco przesunięty, okazał się mało przekonujący bo ... przepisy. I tu mój kolega stwierdził, że płot płotem - ale zbliżają się święta, więc dalszy ciąg toru przeszkód warto odłożyć na rok 2013. Ponoć ma być niełatwy, więc istnieje szansa, że ruch w urzędach się zmniejszy - a może i przepisy w międzyczasie się uproszczą. Kolega tak się rozmarzył, że zaczął mnie przekonywać, że w zasadzie, cały proces można by spokojnie załatwić nie wychodząc z domu za pomocą komputera. Budujemy przecież Cyfrową Polskę. I pewnie ma rację bo zarówno samą korespondencję, mapy i projekty można by bez problemu wymieniać poprzez internet, oszczędzając mnóstwo czasu i papieru. Można by... gdyby nie przepisy.
Jakiś czas temu, komentując zmiany jakie następują w polskim prawie, podkreślałem, że prawdziwe ucyfrowienie państwa wymaga czegoś więcej niż utworzenia ministerstwa, wybudowania sieci szerokopasmowych czy uchwalenia paru specustaw. Internet to nie tylko kolejne narzędzie, które może pomóc w usprawnieniu niektórych procesów administracyjnych - internet to przede wszystkim rewolucja w sposobie komunikacji. Rewolucja która powoduje konieczność napisania wielu z tych procesów na nowo.
Internet to także iny sposób myślenia. Myślenia w którym tożsamość cyfrowa nie jest niczym podejrzanym a pieczątka jest łatwiejsza do podrobienia niż podpis cyfrowy. Zamiast zatem pracować w pocie czoła nad następnym pakietem ustaw eliminujących te czy inne pojedyncze bariery, może warto byłoby się zastanowić jak opisać te procesy tak, aby wizyta w urzędzie konieczna była tylko w wyjątkowych sytuacjach? I żeby wnioskodawcy przestali być wykorzystywani w charakterze umyślnych przenoszących dokumenty z jednego biurka na drugie.
Przykład "jednego okienka" nie nastraja może optymistycznie ale czy istnieje sensowna alternatywa? Nadprodukcja przepisów prawa (jak to określił prof. Krzysztof Rybiński - biegunka legislacyjna) trwa w najlepsze. W rankingach Banku Światowego oceniającego łatwość prowadzenia biznesu, Polska wlecze się w końcówce europejskiego peletonu. W tej sytuacji właściwe wykorzystanie narzędzi, których dostarcza internet, może okazać się jedynym sposobem na przeskoczenie przepaści dzielącej nas od czołowych krajów europejskich. Warunek jest jeden - musi to być naprawdę dobrze przemyślany i przygotowany skok. Nie ma bowiem nic bardziej naiwnego, niż wiara, że każdą przepaść da się pokonać w kilku dobrze odmierzonych krokach.
Lasy Państwowe przesłały trzystronicowe pismo z algorytmem obliczania corocznej opłaty. Kolega kończył Politechnikę więc dał radę algorytm rozszyfrować, choć nie do końca zrozumiał dlaczego nie może uiścić opłaty z góry za 10 lat. Okazało się jednak, że przepisy tego nie przewidują. Zamiast 230 złotych zapłacił zatem 23 - i przeszedł do następnego punktu programu: opinii Konserwatora Zabytków.
Co prawda płot zabytkiem nie jest ale teren, na którym miał powstać, znajduje się pod jego opieką. Argument, że w zasadzie jest to ten sam płot, tyle że zostanie nieco przesunięty, okazał się mało przekonujący bo ... przepisy. I tu mój kolega stwierdził, że płot płotem - ale zbliżają się święta, więc dalszy ciąg toru przeszkód warto odłożyć na rok 2013. Ponoć ma być niełatwy, więc istnieje szansa, że ruch w urzędach się zmniejszy - a może i przepisy w międzyczasie się uproszczą. Kolega tak się rozmarzył, że zaczął mnie przekonywać, że w zasadzie, cały proces można by spokojnie załatwić nie wychodząc z domu za pomocą komputera. Budujemy przecież Cyfrową Polskę. I pewnie ma rację bo zarówno samą korespondencję, mapy i projekty można by bez problemu wymieniać poprzez internet, oszczędzając mnóstwo czasu i papieru. Można by... gdyby nie przepisy.
Jakiś czas temu, komentując zmiany jakie następują w polskim prawie, podkreślałem, że prawdziwe ucyfrowienie państwa wymaga czegoś więcej niż utworzenia ministerstwa, wybudowania sieci szerokopasmowych czy uchwalenia paru specustaw. Internet to nie tylko kolejne narzędzie, które może pomóc w usprawnieniu niektórych procesów administracyjnych - internet to przede wszystkim rewolucja w sposobie komunikacji. Rewolucja która powoduje konieczność napisania wielu z tych procesów na nowo.
Internet to także iny sposób myślenia. Myślenia w którym tożsamość cyfrowa nie jest niczym podejrzanym a pieczątka jest łatwiejsza do podrobienia niż podpis cyfrowy. Zamiast zatem pracować w pocie czoła nad następnym pakietem ustaw eliminujących te czy inne pojedyncze bariery, może warto byłoby się zastanowić jak opisać te procesy tak, aby wizyta w urzędzie konieczna była tylko w wyjątkowych sytuacjach? I żeby wnioskodawcy przestali być wykorzystywani w charakterze umyślnych przenoszących dokumenty z jednego biurka na drugie.
Przykład "jednego okienka" nie nastraja może optymistycznie ale czy istnieje sensowna alternatywa? Nadprodukcja przepisów prawa (jak to określił prof. Krzysztof Rybiński - biegunka legislacyjna) trwa w najlepsze. W rankingach Banku Światowego oceniającego łatwość prowadzenia biznesu, Polska wlecze się w końcówce europejskiego peletonu. W tej sytuacji właściwe wykorzystanie narzędzi, których dostarcza internet, może okazać się jedynym sposobem na przeskoczenie przepaści dzielącej nas od czołowych krajów europejskich. Warunek jest jeden - musi to być naprawdę dobrze przemyślany i przygotowany skok. Nie ma bowiem nic bardziej naiwnego, niż wiara, że każdą przepaść da się pokonać w kilku dobrze odmierzonych krokach.