Grunwald: zwycięstwo niespodziewane?

Grunwald: zwycięstwo niespodziewane?

Dodano:   /  Zmieniono: 
[tekst z 12 lipca 2009] Korzystając z pretekstu, że rocznica bitwy pod Grunwaldem za pasem, chciałbym podzielić się kilkoma przemyśleniami (trochę własnych i trochę cudzych pozbieranych do kupy) na temat tego zwycięstwa. Zwycięstwa wspaniałego, ale jednocześnie w znacznej mierze niewykorzystanego. Czy po 15 lipca 1410 roku Polacy rzeczywiście byli krótkowzroczni i osiedli na laurach? A może ktoś chciał żeby się nie udało?
Pola, okolice Grunwaldu, 15 lipca 1410 roku, późne godziny popołudniowe. Polscy rycerze i pocztowi gaszą pragnienie winem znalezionym w obozie krzyżackim. Jeńcy krępowani są niemieckimi kajdanami przywiezionymi tutaj w celu pętania polskiej szlachty. W promieniu kilkunastu kilometrów trwa pościg za niedobitkami armii krzyżackiej. W tym samym czasie ludzie Witolda odprowadzają w zboże i ścinają komtura brandenburskiego Markwarda von Salzbach. „ A tużeś mi Markwardzie” miał mu jeszcze powiedzieć wielki książę – nie tak dawno Markward zelżył witoldową matkę.
Zwycięstwo Polaków jest kompletne, straty niskie, liczba jeńców gwarantuje rycerstwu wysokie dochody, a pogrom wojsk nieprzyjacielskich przekracza najśmielsze oczekiwania. Wkrótce potem giermek rycerza Mszczuja ze Skrzynna wskazuje ciało Ulryka von Jungingena, które zostaje złożone przed Władysławem Jagiełłą. Król nakazuje je obmyć i wysłać wozem do Malborka.

Krzyżacy są niemal kompletnie załamani. W ciągu zaledwie kilku dni miasta pruskie są gotowe na przyjęcie polskiego zwierzchnictwa. „O tak wielkiej niewierności i o tak szybkiej zmianie nie słyszano nigdy i w żadnym kraju, bo kraj poddał się królowi w ciągu jednego miesiąca” – żalił się potem krzyżacki kronikarz. Polskie i litewskie chorągwie nie spieszą się jednak. Władysław Jagiełło wkracza do kolejnych miast i przyjmuje hołdy, zamiast iść za ciosem i starać się zająć nieprzygotowaną do obrony stolicę. U bram Malborka armia polsko-litewska stanęła dopiero dziesięć dni po wiktorii grunwaldzkiej. Szybciej znalazł się tam nawet wóz z ulrykowym truchłem. Stolica Zakonu od kilku dni była już umacniana przez komtura Świecia - Henryka von Plauen – jedynego wyższego dostojnika zakonu, który przetrwał pogrom.
Zabiegi pospiesznie czynione przez komtura nie zagwarantowały Malborkowi bezpieczeństwa. Kiedy na horyzoncie ukazała się armia koronna wśród malborskich mieszczan i obrońców zamku zapanował zamęt. Podczas gdy większość armii polskiej i litewskiej rozbiegła się po spalonym podgrodziu w poszukiwaniu łupów, rycerze Dobiesław z Oleśnicy i Jakub z Kobylan wypatrzyli wyłom w uszkodzonym murze zamku i ruszyli prosto w jego kierunku. Krzycząc i tnąc przerażonych osadników niemieckich batami, przedarli się do upatrzonego celu. Zamkowi knechci byli przerażeni i z trudem stawiali czoła niewielkiej grupce jeźdźców. Gdyby Jagiełło nakazał wzmocnić samowolny atak mogło dojść do zdobycia Malborka przez zaskoczenie. Rozkaz ten nigdy nie został jednak wydany.

Przez niemal dwa miesiące wojska polsko-litewskie oblegały Malbork. Jagiełło rozstawił przy tym swe siły tak nieudolnie, że forteca nie została szczelnie otoczona i wysłannicy Henryka von Plauen spokojnie kontaktowali się ze światem zewnętrznym. 19 września Jagiełło „nie usłuchawszy zdrowych i zbawiennych rad rycerzy i obywateli pruskich zwinąć kazał obozy, porzucił oblężenie i z miejsca pełnego chwały, podobniejszy raczej do zwyciężonego aniżeli do zwycięzcy, ruszył do Polski z powrotem”.

Jagiełło kiepskim wodzem?

Zachowanie Władysława Jagiełły po bitwie grunwaldzkiej jest niezwykle zastanawiające, szczególnie, że stoi w sprzeczności ze żwawymi posunięciami mającymi miejsce w tygodniach wcześniejszych. Pochód wojsk koronnych z Krakowa w stronę Czerwińska, Kurzętnika i Grunwaldu był błyskotliwym popisem logistycznym, a sławny most pontonowy, po którym armie przedostały się na drugą stronę Wisły był dla Krzyżaków ogromnym zaskoczeniem. Skąd więc późniejsza nieudolność?

Odpowiedzi na te pytania mogą być dwie. Pierwsza – Jagiełło wcale nie był tak wielkim wodzem, za jakiego uważali go potomni. Błyskawiczny pochód i wspaniałe zwycięstwo pod Grunwaldem niekoniecznie musiały być zasługą królewską. Na uwagę zasługuje tu chociażby postać Zyndrama z Maszkowic herbu Słońce. To właśnie ten rycerz odpowiadał za uszykowanie armii koronnej. Bardzo możliwe, że to właśnie on, a nie stojący gdzieś na wzgórzu Jagiełło, poprowadził Polaków do zwycięstwa. Oszałamiający sukces polskiego rycerstwa mógł sprawić, że Jagiełło poczuł się na tyle pewnie, że odsunął Zyndrama od dowodzenia i zaczął osobiście ( czytaj nieudolnie ) dowodzić armią. Możliwe, że między królem a upierającym się przy szybkim marszu na Malbork dowódcą wybuchła kłótnia. Faktem jest, iż Zyndram nie został po wojnie w żaden sposób wynagrodzony i kilka lat później umarł w zapomnieniu.

Nieudolność czy wręcz naiwność Jagiełły mogły spowodować niepowodzenie pod Malborkiem. Przemawiałoby za nimi także zaskoczenie, z jakim król odebrał pojawienie się ośmiu tysięcy niemieckich rycerzy-gości na początku października 1410 roku. Na rozkaz królewski pospolite ruszenie zostało już do tego czasu rozpuszczone do domów. Gdyby wszyscy posłuchali swego monarchy, nowego przeciwnika nie miałby kto zatrzymać. Na szczęście dla losów całej wojny podejrzliwi Wielkopolanie pozostali w polu i pokonali armię nieprzyjaciela we wspaniałej bitwie pod Koronowem.

Przeciwko nieudolności i naiwności polskiego króla przemawia jednak wiele faktów, chociażby całokształt jego życiowych dokonań. Jagiełło zdołał utrzymać koronę polską przy swojej dynastii, zwyciężyć w kilku wojnach i prowadzić sprawną politykę międzynarodową. Czy to możliwe, że  celowo pozbawił Polskę owoców zwycięstwa?

Po czyjej stronie stał Jagiełło?
Naturalnie nie po krzyżackiej, ale... dlaczego miałby stać po polskiej? Jagiełło był z urodzenia Litwinem i do Polski trafił już jako w pełni ukształtowany psychicznie, trzydziestoletni mężczyzna. Przyjmijmy, że Jagiełło przez całe życie miał na celu przede wszystkim pomyślność Litwy i własnej dynastii... Nagle jego postępowanie wydaje się przerażająco logiczne.

To przede wszystkim Litwa potrzebowała pomocy polskiej a nie na odwrót. Wielkie Księstwo było państwem od Korony znacznie słabszym, a w dodatku zagrożonym przez Krzyżaków, Tatarów i powoli także przez rosnącą w siłę Moskwę. Polacy owszem pomagali Litwinom, ale czynili to nie z miłosierdzia lecz dlatego, że mieli wspólnego nieprzyjaciela. Aż tu zdarza się ten nieszczęsny Grunwald! Najpierw Witold i jego armia zostają upokarzająco pobici przez rycerzy–gości i tracą znaczną część ludzi. Potem Polacy przy minimalnych stratach roznoszą Zakon na strzępy.

Krzyżacy nagle przestają się liczyć na arenie międzynarodowej. Jedyny prawdziwy zwycięzca - Polska - ma szansę wymazać ich z mapy, niepomiernie urosnąć w siłę, nie wspominając już o dostępie do morza. Któż mógł przewidzieć taki pogrom? Kiedy zabrakło by Krzyżaków, jaki interes mieliby polscy panowie w sojuszu z dziką, słabą i osaczoną zewsząd Litwą? Odpowiedź jest prosta – żaden.

„Chytry Litwin” – jak nazywali Jagiełłę Krzyżacy – nie mógł po prostu nakazać odwrotu. Podjął za to działania pozorne. Na początek odsunął od dowodzenia pośredniego sprawcę całego „zamieszania” - Zyndrama z Maszkowic - i pozbawił go przywilejów. A nuż ten zdołałby jeszcze zdobyć w jakiś sposób Malbork? Kolejnym krokiem było opóźnienie działań, i pozwolenie Krzyżakom – a pozwolono im zrobić wszystko - na odbudowanie sił na tyle, by nie przestali istnieć jako byt polityczny. Propaganda królewska przedstawiała to rzecz jasna inaczej. Jagiełło jako gorliwy wyznawca Chrystusa miał ponoć wzdragać się przed dalszym rozlewem chrześcijańskiej krwi.

Pokój zawarty 1 lutego 1411 roku w Toruniu nie dał Polsce kompletnie nic, Litwa natomiast odzyskała świeżo utraconą Żmudź i dostęp do Bałtyku – niby tylko na czas życia Jagiełły i Witolda, ale w rzeczywistości na zawsze. Warto dodać, gdzie Jagiełło spędził kolejne dwa lata po podpisaniu pokoju. Nie we własnej stolicy w Krakowie, lecz właśnie na Litwie, w drodze z Torunia nawet nie zawadził o Małopolskę.
+

Ostatnie wpisy

  • Sprzedani za paczkę fajek 21 paź 2009 Kiedy Joseph Biden powołuje się na polsko-amerykańskie więzi historyczne nie sposób nie przyznać mu racji. Historia jest jednak w tym przypadku mieczem obosiecznym. USA już raz nas kiedyś sprzedały i wszystko wskazuje na to, że zamyślały zrobić podobnie we wrześniu.
  • Buty i kamasze 6 paź 2009 Niezmiennie budzi mój sprzeciw porównywanie ewentualnej obecności amerykańskich garnizonów w Polsce, do sowieckich baz wojskowych którymi uszczęśliwiono nas za PRL-u. Nie chodzi już nawet o historyczne przyczyny przybycia jednych i drugich żołnierzy na nasze ziemie. Wystarczy...
  • W obronie średniowiecza 30 wrz 2009 Często wydaje nam się, że przeszłość jest dobrze zbadana i nie skrywa ona przed nami większych tajemnic. W rzeczywistości jednak bazujemy zazwyczaj na uogólnieniach i artystycznych wizjach odległych epok. Przykład pierwszy z brzegu: brudne, śmierdzące, zabobonne średniowiecze....
  • Nie taki Bush czarny 11 wrz 2009 Wyobraźmy sobie, że Bush nie rozpoczął „wojny z terrorem” i okazał się najbardziej pokojowym prezydentem USA w dziejach. Byłoby sprawiedliwie i wesoło? Niekoniecznie. Przyjrzyjmy się mapie współczesnego świata i temu, jakie kraje dysponują złożami ropy naftowej.
  • Gry zza żelaznej kurtyny 4 wrz 2009 Każdy kto gra na komputerze, albo ogląda mniej skomplikowane filmy sf jest przyzwyczajony do sztampowej fabuły. My, czyli „ci dobrzy” – to zazwyczaj demokracja, posiadająca przewagę techniczną nad przeciwnikiem, ciężko znosząca straty i stawiająca czoło liczebniejszemu...