Kieszonkowcy będą mogli kraść ile popadnie. I pozostaną praktycznie bezkarni. W pakiecie zmian prawa karnego przygotowanego przez rząd, znalazł się zapis, że kradzież rzeczy o wartości poniżej 1000, jest tylko wykroczeniem. Dotychczas było to 250 złotych.
Ofiary dużej części kradzieży będą mogły sobie darować zgłaszanie tego policji. No chyba, że kradzież będzie związana z włamaniem, albo rozbojem. Wtedy będzie to przestępstwo. Wszystko, co warte mniej niż tysiąc złotych, a skradzione bez użycia siły i bez pokonania zabezpieczeń, można będzie kraść prawie bezkarnie. To tylko wykroczenie.
Kilkanaście lat temu policjanci zajmujący się kieszonkowcami skarżyli mi się, że kieszonkowcy śmieją im się w żywe oczy. Bo rzadko kiedy, podczas jednej akcji, udawało im się ukraść więcej niż 250 złotych. A wtedy odpowiadali tylko za wykroczenie. Następnego dnia po złapaniu, policjanci spotykali tych samych kieszonkowców przy pracy.
Być może, po latach granicę 250 złotych należy podnieść. Ale nie aż tak. Bo kto przy sobie nosi 1000 złotych? Po co, zwłaszcza w dobie plastikowego pieniądza. Większość ludzi, takie pieniądze nosi przy sobie, tylko idąc po konkretny, duży zakup. Czyli kieszonkowcy mogą, narażając się tylko sprawę o wykroczenie, kraść większość portfeli.
To samo z telefonami komórkowymi. Oczywiście oprócz najnowszych smartfonów. Ale i smartfony, mniej wypasione, starszych typów kosztują poniżej tysiąca złotych. W tej cenie można nawet znaleźć tablety.
Radia samochodowe, CB radia, nawigacje GPS, też znajdą się w grupie przedmiotów, których kradzież będzie tyko wykroczeniem. Również duża część rowerów znajdzie się w tej grupie, a nawet niektóre stare, ale ciągle jeżdżące samochody.
Moim zdaniem to stanowczo zbyt daleka liberalizacja prawa. Rząd chcąc odciążyć sądy, wylewa dziecko z kąpielą.
Kilkanaście lat temu policjanci zajmujący się kieszonkowcami skarżyli mi się, że kieszonkowcy śmieją im się w żywe oczy. Bo rzadko kiedy, podczas jednej akcji, udawało im się ukraść więcej niż 250 złotych. A wtedy odpowiadali tylko za wykroczenie. Następnego dnia po złapaniu, policjanci spotykali tych samych kieszonkowców przy pracy.
Być może, po latach granicę 250 złotych należy podnieść. Ale nie aż tak. Bo kto przy sobie nosi 1000 złotych? Po co, zwłaszcza w dobie plastikowego pieniądza. Większość ludzi, takie pieniądze nosi przy sobie, tylko idąc po konkretny, duży zakup. Czyli kieszonkowcy mogą, narażając się tylko sprawę o wykroczenie, kraść większość portfeli.
To samo z telefonami komórkowymi. Oczywiście oprócz najnowszych smartfonów. Ale i smartfony, mniej wypasione, starszych typów kosztują poniżej tysiąca złotych. W tej cenie można nawet znaleźć tablety.
Radia samochodowe, CB radia, nawigacje GPS, też znajdą się w grupie przedmiotów, których kradzież będzie tyko wykroczeniem. Również duża część rowerów znajdzie się w tej grupie, a nawet niektóre stare, ale ciągle jeżdżące samochody.
Moim zdaniem to stanowczo zbyt daleka liberalizacja prawa. Rząd chcąc odciążyć sądy, wylewa dziecko z kąpielą.