Ministrowi Bartoszowi Arłukowiczowi niewątpliwie pali się już grunt pod nogami. Fakt ten potwierdza przybycie wszystkich wiceministrów i kierownictwa NFZ na posiedzenie Komisji Zdrowia w dniu 28.02.2014. Jak niewiele trzeba, aby wzbudzić popłoch całego kierownictwa ministerstwa z jednoczesną nieodpartą chęcią tłumaczenia się. Jeden niezbyt długi artykuł w tygodniku "Wprost” powoduje wszelkie możliwe perturbacje w ministerstwie. Artykuł dotyczył tylko dwóch aspektów działalności Narodowego Funduszu Zdrowia. Czyli dwóch całkowicie różnych – jeżeli chodzi o kaliber – rozwiązań umów kontraktowych.
Z jednej strony mamy do czynienia z podwarszawską kliniką, która do swoich świadczeń brała tzw. "dopłaty”. Jak powszechnie wiadomo, dopłaty takie są prawnie zabronione. Tak więc skutek pobierania dopłat był stosunkowo łatwy do przewidzenia. Oczywiście można się przyczepić do kulis tego rozwiązania, jednak wmanewrowanie w lobbing ministra Sławomira Neumana raczej będzie niemożliwe. Dlatego, że nie ma bezpośrednich dowodów, a zakładanie z góry złych intencji nie jest etyczne.
Jednak druga sprawa poruszona w artykule tygodnika ma zdecydowanie głębszy wymiar. I według osób dobrze zorientowanych w funkcjonowaniu śląskiego oddziału NFZ, jest to sprawa „odpryskowa” ale jednak brzemienna w skutki. Opiszmy ją chronologicznie.
W latach 2011 – 2012 śląskim NFZ niepodzielnie włada niejaki Zygmunt K. Miałem z tym człowiekiem kilkakrotnie do czynienia i nie wzbudzał on mojego zaufania a wręcz przeciwnie – powodował alergię. Przypuszczam, że nie byłem odosobniony w tych odczuciach. Przez lata kontraktowano, podpisywano aneksy z potężną grupą świadczeniodawców, co z pewnością wpłynęło na jakość przyznawanych kontraktów. Trudno wymagać, aby podwładni Zygmunta K. dbali bardziej o interes NFZ niż jego szef. W międzyczasie, w Katowicach pojawia się dyrektor ds. medycznych, Marcin P. Z biegiem miesięcy i lat trwają kolejne kontraktacje. Po NFZ - cie zaczynają krążyć legendy, że na skutek niezdolności ogarnięcia tysięcy umów przez dyrektora oddziału, pojawiają się tzw. dziwne kontrakty. Np. kontrakt na nieistniejącą przychodnię, zamknięte gabinety, na szpital w budowie. Należy zaznaczyć, że ze względu na działania albo odwrotnie, brak działań ze strony organów ścigania, te domysły są jedynie legendami do dnia dzisiejszego. Prawdopodobnie musiało być coś na rzeczy, bo do śląskiego NFZ zawitało CBA a Zygmunt K., ku ogólnej radości wszystkich, stracił swoje stanowisko.
Wszystkie wcześniejsze domysły dotyczące działalności ówczesnej dyrekcji potwierdziły się w wypowiedzi Pana Marcina P. podczas ostatniej Komisji Zdrowia (28.02.2014), który przeczytał publicznie wnioski pokontrolne z przeprowadzonej przez CBA kontroli:
1. Respektowanie zasad równego traktowania świadczeniodawców na etapie określania ilości świadczeń dla poszczególnych oferentów w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
2. Przestrzeganie przepisów dotyczących przedłużania terminów składanych ofert w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
3. Weryfikacja przez Komisję Konkursową prawdziwości składanych przez oferentów oświadczeń w zakresie posiadanych certyfikatów w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
4. Weryfikowanie i przestrzeganie przez świadczeniodawców art.132 ust. 3 ustawy o świadczeniach oraz ewentualne zastosowanie sankcji określonych w par.36 u.1 pkt.2 ogólnych warunków umów.
5. Rzetelne prowadzenie kontroli u oferentów i świadczeniodawców. Stosownie do zapisu art.46 u.5 ustawy o CBA proszę o poinformowanie tutejszej delegatury CBA o sposobie wykorzystania informacji z niniejszego wniosku.
(źródło: wypowiedź Marcina P. z dnia 28.02.2014 z posiedzenia Komisji Zdrowia)
Najzabawniejsze jest to, że podczas swojej wypowiedzi, Rada Funduszu zawiesiła go w czynnościach. Miejmy nadzieję, że na zawsze.
Jak widać z treści, wszystkie zarzuty CBA są adresowane w relacji do kierownictwa śląskiego NFZ-u. Wypisz wymaluj: nierówne traktowanie podmiotów, naruszanie zasad konkursowych, brak właściwego nadzoru, brak zdolności do przeprowadzenia właściwej kontroli. Należało się spodziewać błyskawicznego postawienia zarzutów wszystkim winnym. Niestety ciągle czekamy na właściwą reakcję prokuratury. Co więc robi kierownictwo śląskiego NFZ?
Stosuje klasyczną zasłonę dymną. Przenosi pole bitwy konfliktu z dyrekcji w Katowicach i jej matactw na temat rozwiązania kontraktu z Euromedic. Najpierw bezpodstawnie, bez jakichkolwiek zarzutów i bez podania przyczyn kontrakt rozwiązuje Grzegorz N. z końcem września 2013 roku, z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Potem przedłuża kontrakt o miesiąc, a po naciskach z ministerstwa jeszcze o luty 2014, przy okazji siejąc personalne spustoszenie w dyrekcji śląskiego NFZ. W końcu skutecznie umowę z Euromedic rozwiązuje Barbara B., szefowa NFZ z Krakowa, która tymczasowo pełni obowiązki w Katowicach, po usuniętym ze stanowiska Grzegorzu N.
Czy ktoś jest w stanie podać jeden, choćby najmniejszy powód, dla którego rozwiązano umowę z Euromedic? Śledzę tę sprawę od grudnia 2013 roku i ani razu nie usłyszałem najmniejszego chociaż powodu, dla którego można by zgodnie z prawem rozwiązać tę umowę. Nieprawidłowości nie dopatrzyło się ani CBA, ani kontrola z ministerstwa. A jedyny zarzut oficjalnie wyartykułowany po kontroli śląskiego NFZ to brak łazienki dla niepełnosprawnych w szpitalu. O tym, że kontrolerzy NFZ bywają aroganccy, tępi, głupi, niedouczeni, bez odpowiedniego wykształcenia i prymitywni, wiele osób już się przekonało. Ale żeby byli ślepi? To jest całkowite novum.
Jedynym, chyba rozsądnym stanowiskiem jest to, aby każdy z obecnych i przyszłych pracowników NFZ przed zatrudnieniem pokazywał dwa dokumenty: zaświadczenie o poczytalności i zaświadczenie o poziomie IQ. Pisząc te słowa trochę przesadziłem, bo jak będziemy żądali od urzędników zaświadczenia o poczytalności to utworzymy nową gałąź korupcji i pojawią się „kuszące” naciski na lekarzy psychiatrów. Limit IQ - przyjmować powyżej 60, co i tak zdecydowanie polepszy poziom tej instytucji.
Jednak druga sprawa poruszona w artykule tygodnika ma zdecydowanie głębszy wymiar. I według osób dobrze zorientowanych w funkcjonowaniu śląskiego oddziału NFZ, jest to sprawa „odpryskowa” ale jednak brzemienna w skutki. Opiszmy ją chronologicznie.
W latach 2011 – 2012 śląskim NFZ niepodzielnie włada niejaki Zygmunt K. Miałem z tym człowiekiem kilkakrotnie do czynienia i nie wzbudzał on mojego zaufania a wręcz przeciwnie – powodował alergię. Przypuszczam, że nie byłem odosobniony w tych odczuciach. Przez lata kontraktowano, podpisywano aneksy z potężną grupą świadczeniodawców, co z pewnością wpłynęło na jakość przyznawanych kontraktów. Trudno wymagać, aby podwładni Zygmunta K. dbali bardziej o interes NFZ niż jego szef. W międzyczasie, w Katowicach pojawia się dyrektor ds. medycznych, Marcin P. Z biegiem miesięcy i lat trwają kolejne kontraktacje. Po NFZ - cie zaczynają krążyć legendy, że na skutek niezdolności ogarnięcia tysięcy umów przez dyrektora oddziału, pojawiają się tzw. dziwne kontrakty. Np. kontrakt na nieistniejącą przychodnię, zamknięte gabinety, na szpital w budowie. Należy zaznaczyć, że ze względu na działania albo odwrotnie, brak działań ze strony organów ścigania, te domysły są jedynie legendami do dnia dzisiejszego. Prawdopodobnie musiało być coś na rzeczy, bo do śląskiego NFZ zawitało CBA a Zygmunt K., ku ogólnej radości wszystkich, stracił swoje stanowisko.
Wszystkie wcześniejsze domysły dotyczące działalności ówczesnej dyrekcji potwierdziły się w wypowiedzi Pana Marcina P. podczas ostatniej Komisji Zdrowia (28.02.2014), który przeczytał publicznie wnioski pokontrolne z przeprowadzonej przez CBA kontroli:
1. Respektowanie zasad równego traktowania świadczeniodawców na etapie określania ilości świadczeń dla poszczególnych oferentów w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
2. Przestrzeganie przepisów dotyczących przedłużania terminów składanych ofert w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
3. Weryfikacja przez Komisję Konkursową prawdziwości składanych przez oferentów oświadczeń w zakresie posiadanych certyfikatów w prowadzonych postępowaniach konkursowych.
4. Weryfikowanie i przestrzeganie przez świadczeniodawców art.132 ust. 3 ustawy o świadczeniach oraz ewentualne zastosowanie sankcji określonych w par.36 u.1 pkt.2 ogólnych warunków umów.
5. Rzetelne prowadzenie kontroli u oferentów i świadczeniodawców. Stosownie do zapisu art.46 u.5 ustawy o CBA proszę o poinformowanie tutejszej delegatury CBA o sposobie wykorzystania informacji z niniejszego wniosku.
(źródło: wypowiedź Marcina P. z dnia 28.02.2014 z posiedzenia Komisji Zdrowia)
Najzabawniejsze jest to, że podczas swojej wypowiedzi, Rada Funduszu zawiesiła go w czynnościach. Miejmy nadzieję, że na zawsze.
Jak widać z treści, wszystkie zarzuty CBA są adresowane w relacji do kierownictwa śląskiego NFZ-u. Wypisz wymaluj: nierówne traktowanie podmiotów, naruszanie zasad konkursowych, brak właściwego nadzoru, brak zdolności do przeprowadzenia właściwej kontroli. Należało się spodziewać błyskawicznego postawienia zarzutów wszystkim winnym. Niestety ciągle czekamy na właściwą reakcję prokuratury. Co więc robi kierownictwo śląskiego NFZ?
Stosuje klasyczną zasłonę dymną. Przenosi pole bitwy konfliktu z dyrekcji w Katowicach i jej matactw na temat rozwiązania kontraktu z Euromedic. Najpierw bezpodstawnie, bez jakichkolwiek zarzutów i bez podania przyczyn kontrakt rozwiązuje Grzegorz N. z końcem września 2013 roku, z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Potem przedłuża kontrakt o miesiąc, a po naciskach z ministerstwa jeszcze o luty 2014, przy okazji siejąc personalne spustoszenie w dyrekcji śląskiego NFZ. W końcu skutecznie umowę z Euromedic rozwiązuje Barbara B., szefowa NFZ z Krakowa, która tymczasowo pełni obowiązki w Katowicach, po usuniętym ze stanowiska Grzegorzu N.
Czy ktoś jest w stanie podać jeden, choćby najmniejszy powód, dla którego rozwiązano umowę z Euromedic? Śledzę tę sprawę od grudnia 2013 roku i ani razu nie usłyszałem najmniejszego chociaż powodu, dla którego można by zgodnie z prawem rozwiązać tę umowę. Nieprawidłowości nie dopatrzyło się ani CBA, ani kontrola z ministerstwa. A jedyny zarzut oficjalnie wyartykułowany po kontroli śląskiego NFZ to brak łazienki dla niepełnosprawnych w szpitalu. O tym, że kontrolerzy NFZ bywają aroganccy, tępi, głupi, niedouczeni, bez odpowiedniego wykształcenia i prymitywni, wiele osób już się przekonało. Ale żeby byli ślepi? To jest całkowite novum.
Jedynym, chyba rozsądnym stanowiskiem jest to, aby każdy z obecnych i przyszłych pracowników NFZ przed zatrudnieniem pokazywał dwa dokumenty: zaświadczenie o poczytalności i zaświadczenie o poziomie IQ. Pisząc te słowa trochę przesadziłem, bo jak będziemy żądali od urzędników zaświadczenia o poczytalności to utworzymy nową gałąź korupcji i pojawią się „kuszące” naciski na lekarzy psychiatrów. Limit IQ - przyjmować powyżej 60, co i tak zdecydowanie polepszy poziom tej instytucji.