Oczywiście chodziło każdemu z nich o możliwość reelekcji – co się zresztą dwóm pierwszym nie udało, co dość charakterystyczne, ale fakt jest faktem. Świadczy to zresztą o sile nacjonalistycznego elektoratu na Ukrainie, skoro wcześniej czy później każdy „Pierwszy Obywatel” stawał się tychże szowinistów zakładnikiem.
Zatem i teraz skandaliczne decyzje obecnego prezydenta Ukrainy Zełenskiego są powodowane przede wszystkim, choć nie tylko, o czym za chwilę, względami polityki wewnętrznej i wyborami. Co wcale nie oznacza, że są mniej skandaliczne, rzecz jasna.
To jasne, że mówiący przez zdecydowaną większość życia po rosyjsku ukraiński prezydent woli pokazywać się na tle UPA niż odpowiadać na pytania o korupcję swojego obozu politycznego, w tym swoich najbliższych i to wieloletnich współpracowników. Także tych, którzy z walizkami czy 5 kontenerami pieniędzy czmychnęli przez Polskę do Izraela. A że to dość dziwne w kontekście systemowego mordowania przez UPA/OUN Żydów, a te więzy krwi obecny prezydent wielokrotnie podkreślał, to już inna sprawa. Widocznie Zełenski uznał, że tak jak Paryż wart był mszy, tak samo jego coraz bardziej zagrożona druga kadencja warta jest strategicznego wybaczenia za powszechny antysemityzm UPA. A co na to cienie zapomnianych przodków, chciałoby się zapytać odwołując się do eseju Adama Michnika/Andrzeja Zagozdy...
Trzeba jednak wspomnieć o jednym kluczowym aspekcie zewnętrznym. Świadome wykopywanie rowów między Ukrainą a Polską, a nie miejmy złudzeń, Zełenski robi to z premedytacją, a nie wynika to z rzekomego braku wiedzy (!) – jest z całą pewnością korzystne dla jednego państwa. Tak, Rosji, ale to wszyscy wiedzą. Tym państwem-beneficjentem owej polityki Kijowa jest oczywiście Berlin. Jemu nigdy współpraca polsko-ukraińska nie była na rękę. A tradycje sojuszu Niemiec i Ukrainy, także choć nie tylko podczas II wojny światowej są żywe po obu stronach – u obu naszych sąsiadów. Jakże dobrym symbolem tej ścisłej współpracy jest honorowany ostatnio przez Zełenskiego Andrij Melnyk, agent Abwehry bądź co bądź...
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.