Trochę ponad pół roku temu kanclerz RFN Friedrich Merz publicznie przyznał, że Berlin poczuwa się do odpowiedzialności za to, co stało się z Polską i Polakami z ich winy. Słowa, słowa, słowa. Łatwo powiedzieć, byle nie zapłacić. Ta haniebna taktyka jest prosta. Przeczekać jak najdłużej: niech jak najwięcej Polaków – niemieckich ofiar – umrze. Oficjalnie, według urzędowych statystyk zostało jeszcze 50 tysięcy takich naszych rodaków. Oczywiście rodziny tych, którzy umrą mogą walczyć o odszkodowania dla „zstępnych”, ale po pierwsze nie wiadomo, czy je wywalczą, a po drugie, jeśli już w ogóle (co nie będzie łatwe), to zapewne będą one mniejsze niż te dla osób żyjących.
A więc Republika Federalna Niemiec gra swoją brudną grę na przeczekanie. Ten haniebny proceder krytykuje już nawet część mediów naszych zachodnich sąsiadów (a podczas II wojny światowej: oprawców). Akurat lewicowa część, co nie powinno dziwić, bo akurat lewica w Niemczech, podobnie jak Zieloni są bardziej skłonne do uderzenia się w pierś za „Deutshe Schuld” czyli „niemiecką winę”. Oczywiście część lewicy jest skłonna tylko do werbalnej samokrytyki, a idei reparacji poprzeć nie chce. Wydaje się jednak, że proces reparacji niemieckich dla Polski jest nieuchronny. I Niemcy też o tym wiedzą. Robią, jednakże wszystko, aby maksymalnie obniżyć pułap środków, które będą musiały przekazać Rzeczypospolitej.
Im bardziej polska opinia publiczna oraz polska klasa polityczna będą w sprawie niemieckich reparacji zjednoczone, tym szybciej Berlin będzie zmuszony ich dokonać. To jasne, że poza grą na czas, o czym pisałem powyżej, Niemcy usiłowały, usiłują i będą usiłować rozgrywać Polaków między sobą. Tak zresztą działo się już w czasach średniowiecza, gdy Berlin wykorzystywał animozje między polskimi książętami i możnowładcami. Można powiedzieć; „Nihil novi sub sole”- „Nic nowego pod słońcem”. Oczywiście pod niemieckim słońcem.
Historia surowo oceni tych polityków i dziennikarzy w Polsce, którzy w tej sprawie byli V kolumną pracującą dla interesów niemieckich. PS: Oczywiście idea reparacji państwowych nie przedawni się, bo się przedawnić nie może. Namibii Berlin musiał zapłacić sto paręnaście lat po ludobójstwie dokonanym na dwóch tamtejszych plemionach.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.