Polskie dylematy

Polskie dylematy

Polska gospodarka jest oparta na węglu. Dzięki niemu uzyskujemy ponad połowę konsumowanej energii; fot. WOJTEK JARGIŁO/NEWSWEEK POLSKA/REPORTER
Węgiel, ropa naftowa i gaz. To hierarchia ważności surowców energetycznych w Polsce. O ile węgla mamy pod dostatkiem, o tyle gaz i w szczególności ropa naftowa to surowce, które musimy kupować od innych.

Polskie zużycie gazu to prawie 14,5 mld metrów sześc. rocznie. Mniej więcej dwie trzecie błękitnego paliwa (w 2013 r. - ok. 9 mld m sześc.) importujemy z zagranicy (głównie z Rosji), a pozostałą część zaspokajamy w zdecydowanej większości własną produkcją. Ważnym elementem w dywersyfikacji dostaw gazu do Polski będzie terminal na gaz skroplony w Świnoujściu, który ma zostać oddany do użytku w grudniu tego roku. Terminal LNG pozwoli na sprowadzanie od 5 do nawet 7,5 mld m sześc. gazu rocznie. Osobną kwestią będzie oczywiście jego cena w porównaniu z gazem rosyjskim oraz kierunki dostaw, z których będzie importowany. Do tej pory PGNiG podpisało umowę na dostawę gazu z Kataru. Polska spółka gazowa ma kupować 1,5 mld m sześc. surowca rocznie.

Jeszcze inaczej wygląda kwestia ropy naftowej. W Polsce zużywamy jej 20 mln ton rocznie, z czego aż 18 mln ton importujemy z Rosji. Krajowe wydobycie nie przekracza miliona ton. W wypadku ropy można uznać, że jesteśmy skazani na import.

PO PIERWSZE, WĘGIEL

Zważywszy udział poszczególnych surowców w miksie energetycznym Polski, jest oczywiste, że gospodarka opiera się w większości na węglu. Składa się on na ponad połowę konsumowanej energii. Uwzględniając krajowe zasoby węgla i wyłączając na chwilę unijne regulacje dotyczące ograniczania emisji dwutlenku węgla, można by powiedzieć, że Polska ma się nieźle. Jednak wiele wskazuje na to, że w przyszłości unijna energetyka będzie oparta w większości na gazie oraz ropie. Udział ropy naftowej w miksie energetycznym Polski to 25 proc., a gazu nieco ponad 10 proc. W ostatnich latach wzrosło też znaczenie odnawialnych źródeł energii, jednak ich udział w całości bilansu energetycznego to wciąż zaledwie kilka procent. Jeśli w przyszłości wzrośnie on nawet do 10 proc., OZE będą jedynie pełnić funkcję komplementarną dla całego systemu.

IMPORT ZE WSCHODU

Polska jest przypadkiem szczególnym. Import ropy naftowej z Rosji stawia naszą gospodarkę w warunkach niemal całkowitego uzależnienia od jednego dostawcy. Zakupy gazu pokrywane z rosyjskiego źródła w dwóch trzecich naszych potrzeb tylko to uzależnienie pieczętują. Priorytetem każdego polskiego rządu, przynajmniej na poziomie deklaracji, była dywersyfikacja dostaw surowców. Zmieniały się rządy, a dostawca pozostał ten sam. Co więcej, rządowy raport „Optymalny miks energetyczny dla Polski do roku 2060” z listopada 2013 r. zakłada, że polska energetyka będzie oparta na węglu nawet za 40 lat. Mimo sporych zasobów tego surowca w Polsce może się okazać, że łatwiejszy i tańszy będzie jego import… z Rosji. To byłby kolejny element polskiego uzależnienia energetycznego od jednego kierunku dostaw.

NADZIEJA W ŁUPKACH

W ostatnich latach pojawiła się jednak nadzieja. Gaz łupkowy. Kwestia jego wydobycia budzi w Unii Europejskiej sporo emocji, także tych negatywnych. Dyskusja trwa. Trwają też badania geologiczne i próbne odwierty. Apetyt na gaz z łupków rośnie także w Polsce. Z ostatnich danych Państwowego Instytutu Geologicznego wynika, że nasze złoża mogą sięgać 750 mld m sześc. Inne, międzynarodowe szacunki mówią nawet o 5 bln m sześc. Gdy się przyjmie tylko polskie szacunki i obecne zużycie surowca w Polsce, gaz łupkowy wystarczyłby na całkowite zaspokojenie krajowych potrzeb przez najbliższe 40-60 lat. Teraz trzeba tylko ten gaz znaleźć i wydobyć.

Czytaj także

 0