Souvenir, The Journey is the destination, The Birth of a nation - TIFF'16

Souvenir, The Journey is the destination, The Birth of a nation - TIFF'16

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Kadr z filmu "The Journey is the destination" (2016)
Kadr z filmu "The Journey is the destination" (2016) / Źródło: TIFF
Festiwal Filmowy w Toronto oferuje szerokie spektrum filmów o różnorodnej tematyce. Tym razem proponujemy Wam krótkie teksty o trzech ciekawych produkcjach.

Souvenir” w reżyserii Bavo Defurne to urokliwa opowieść o drugiej szansie na karierę i miłość. Oto Lilianne (świetna Isabelle Huppert), pracuje w fabryce pasztetów. Kiedy młody nowy pracownik (dobry Kevin Azais) dostrzega w niej gwiazdę estrady sprzed lat, widz sądzi, że to jedynie sposób na podryw kobiety. Jakież jest więc jego zdziwienie, gdy okazuje się to szczerą prawdą. Na dodatek chłopak nie dość, że rzeczywiście wchodzi w romans z kobietą, to jeszcze zostaje jej menadżerem, mającym pomóc odnowić jej karierę muzyczną.

W „Souvenir” świetna jest przede wszystkim chemia między aktorami. Mimo sporej różnicy wieku, już od pierwszego spotkania czuć wzajemną nić porozumienia, łączącą bohaterów oraz ogromne pokłady dobrej woli i sympatii, którą do siebie czują. Mimo dość oklepanego tematu - starsza kobieta odzyskuje wigor życiowy, dzięki uczuciu młodszego mężczyzny, film Defurne nie jest pobłażliwy wobec swoich bohaterów. Wręcz przeciwnie - traktuje ich sytuację, jako szczególny moment zwrotny w życiu obydwojga, dostrzegając złożoność całej relacji.

Film niesie przede wszystkim znakomita Isabelle Huppert, która po raz kolejny pokazuje swój aktorski talent. Francuska aktorka miała zresztą nie lada rok. Po świetnych rolach w „L’Avenir” i „Elle” pokazała jeszcze inne, bardziej wrażliwe i pełne nadziei oblicze. Na dodatek o świetnym głosie. Partnerujący jej Azais doskonale dotrzymuje jej kroku, z gracją ogrywając różne role w życiu kobiety, tworząc postać wielowymiarową i wiarygodną.

„Souvenir” z powodu swojego tematu i szacunku z jakim do niego podchodzi, jest filmem niezwykle uroczym, nawet jeśli momentami nieco ckliwym. Któż jednak czasami nie potrzebuje skondensowanej dozy optymizmu?

Ocena: 7,5/10

kadr z filmu "Souvenir" (2016)

The Journey is the destination” Bronwen Hughes to oparta na faktach pełna optymizmu, młodzieńczej energii oraz wigoru, opowieść o Danie Eldonie (świetny Ben Schnetzer), który jako reporter podróżował po wielu krajach Afryki i Azji, aby donosić o przebiegu krwawych konfiktów. Tym, co wyróżnia film Hughes na tle podobnych historii, jest pozytywna energia, którą ze sobą niesie. Mimo ciężkiego tematu, którego dotyka, film napawa optymizmem. Było to zagranie celowe, mające unaocznić ducha bohatera i jego pozytywne podejście do życia. „Dan potrafił zjednać sobie każdego z kim akurat rozmawiał i swoim uśmiechem zarażał innych. Chciałam, aby mój film czynił podobnie”, zdradziła reżyserka. Przy tym wszystkim, reżyserska stawia ważne pytania o odpowiedzialność reporterską doboru zdjęć i decyzji o (nie)fotografowaniu niektórych rzeczy.

„The Journey is the destiation” to także ciekawy film ze względu na świetną zabawę formą. Wielokrotnie przez ekran przewijają się obramowane zdjęcia, rysunki, odręczne pismo, czy krótkie fragmenty wideo - coś na wzór kolażu. Miało to na celu odwzrorować patchworkowe „Dzienniki podróży” bohatera i jego szczególny sposób myślenia. Jak gdyby film był żywym nosicielem ducha Dana Eldona. Doborowa jest także dynamiczna, najczęściej rockowa muzyka, która wypełnia ścieżkę dźwiękową. To właśnie te elementy wyróżniają obraz Hughes na tle innych dzieł, które dotykają tematu dziennikarskiego obowiązku i sprawiają, że film ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem.

Ocena: 7/10

The Birth of a Nation” Nate’a Parkera, czyli fim który zdobył najważniejszy laur na Festiwalu w Sundance, to opowieść o Natcie Turnerze, niezwykle ważnej postaci w historii Ameryki, o której jednak nie mówi się wielkimi literami. Turner był jednym z pierwszych czarnoskórych mężczyzn, którzy zawalczyli o swoje prawa, wszczynając krwawe powstanie przeciwko białym oprawcom w 1831 roku.

The Birth of a Nation (2016)

Film Turnera stara przybliżyć się historię oraz motywację swojego bohatera, niestety często robi to jedynie na pół gwizdka. Bohaterowie są jedynie zarysowani, brak im realnego rysu charakterologicnzego, a sama konstrukcja historii nie pomaga filmowi zaangażować widza w opowieść. Z drugiej strony Amerykanie są zachwyceni filmem, ciesząc się, że wreszcie dostali produkcję kinową o nieznanej karcie swojej historii. „The Birth of a Nation” to jednak kolejny przykład na wyższość historii nad realizacją. Ta jest bowiem tak poprawna i typowa, że chwilami wręcz nudna. A to już największy grzech. Zwłaszcza przy filmie, który w założeniu miał opowiadać o bohaterswie i porywać tłumy niezłomnością charakteru głownej postaci. Parker zbyt często wybiera jednak powierzchowną drogę na skróty, by prawdziwie zaangażować widza w przedstawione wydarzenia. Mogło być dużo lepiej.

Ocena: 6-/10

 1

Czytaj także