Śmierć nadejdzie dziś

Śmierć nadejdzie dziś

Śmierć nadejdzie dziś
Śmierć nadejdzie dziś / Źródło: UIP
„Śmierć nadejdzie dziś” (świetny polski tytuł), czyli „Happy Death Day” Christophera Landona, (scenarzysty serii “Paranormal Activity”) to wyśmienity komedio-horror, który pokazuje, że ten podgatunek wciąż ma wiele do pokazania.

Po świetnym roku horrorów (m.in “Uciekaj!”, “TO”, “Autopsja Jane Doe”), “Śmierć nadejdzie dziś” jest niczym wisienka na torcie, czy raczej świeczka na babeczke (widocznej na plakacie) renesansu tego gatunku. To obraz, którego punkt wyjściowy jest niezwykle prosty. Dziewczyna budzi się w akademiku, przeżywa pełen perypetii dzień, po czym… ginie w brutalnych okolicznościach. A potem… budzi się w akademiku, przeżywa pełen perypetii dzień i ginie ponownie. Zapętlenie czasowe nie jest nowym zabiegiem w popkulturze, miło jednak widzieć kolejną ciekawą wariację na temat tego motywu. “Śmierć nadejdzie dziś” świetnie bawi się bowiem nie tylko kliszami slashera, ale także komedii dla nastolatków. Dziewczyna, mając wiele szans na odnalezienie swojego zabójcy, postanawia też wykorzystać tę okazję do zmiany swojego życia, co owocuje wieloma niezwykle humorystycznymi sytuacjami.

Film przeplata więc chwile, które powodują dreszczyk emocji z momentami, w których usta same układają się do uśmiechu. Wiele w tym zasługi głównej aktorki, w typie urody Blake Lively - Jessica Rothe, która z młodzieńczą zawadiackością podchodzi do kolejnych wyzwań, które przed nią stają. Na dodatek jej zachowanie unika wielu klisz znanych z klasycznych horrorów. Wielokrotnie biorąc sprawy we własne ręce, nie zachowuje się jak typowe “mięso armatnie”, dzięki czemu nie tylko zyskuje naszą sympatię, ale i daje widzowi powód do kibicowania swoim poczynaniom.

Scenarzyści “Happy Death Day” sprytnie bawią się wieloma motywami i grzeszkami horrorów, stawiając je na głowie i dodając humorystycznego komentarza. Tak jak chociażby w scenie niczy z urban legend / legendy miejskiej, opowiadanej na obozach dla nastolatków - gdy wchodzisz do ciemnego pokoju i słyszysz sapanie i myślisz, że współlokatorka uprawia seks, a ona jest właśnie brutalnie mordowana. Takich momentów jest w filmie więcej, a intrygująca akcja żwawo pędzi do przodu, nie dając widzowi momentu na nudę.

“Happy Death Day”, mimo łatki horroru, jest więc przede wszystkim afirmacją życia i przebojową komedią, z której wychodzi się z uśmiechem na ustach. Śmierć być może nadejdzie dziś, ale wcześniej przyjdą salwy śmiechu oraz dreszczyk emocji. Każdemu życzę takiej śmierci.

Ocena: 7,5/10 

Czytaj także

 0

Czytaj także