Filmy 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni: „Kryształowa dziewczyna”, „Zud”, „Biuro budowy pomnika”

Filmy 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni: „Kryształowa dziewczyna”, „Zud”, „Biuro budowy pomnika”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zud (2016)
Zud (2016) / Źródło: Otter Films
Obok Konkursu Głównego na festiwalu w Gdyni równolegle obywał się konkurs Inne Spojrzenie, w ramach którego zaprezentowano między innymi takie filmy jak „Kryształowa dziewczyna”, „Zud” czy „Biuro budowy pomnika”.

„Kryształowa dziewczyna”, reż. Artur Urbański (Polska 2016)

„Kryształowa dziewczyna” jest filmem, w którym występują studenci Łódzkiej Szkoły Filmowej. O ile od strony technicznej zrealizowany jest bardzo przyzwoicie, o ile od strony aktorskiej zagrany jest całkiem przekonująco, o tyle totalnie skopany został pod względem scenariusza, prezentowanej tu historii. Ta jest przekombinowana, nudna, strasznie nierówno rozpisana, a co najgorsze, karze bohaterom zachowywać się nielogicznie, wręcz idiotycznie. Choć chciałoby się darzyć ich sympatią, jest to bardzo trudne i średnio chce się śledzić rozwój ich losów. Nic dziwnego, że podczas jednego z seansów tej produkcji sporo widzów opuściło salę przed końcem projekcji.

Pierwszy podstawowy problem tego filmu polega na tym, że ma bardzo nierówno rozpisane poszczególne wątki. Skoro całość składa się z kilku przeplatających się opowieści, to powinny zostać one odpowiednio wyważone, w logiczny sposób podzielone między sobą. Niestety tak nie jest. Niektóre opowieści trwają dłużej, inne krócej, jedni bohaterowie częściej i na dłużej pojawiają się na ekranie, inni jedynie przemykają gdzieś z boku, o jednych mówi się zbyt wiele, innych niepotrzebnie się pomija. Całość w teorii ma mówić o różnych rodzajach, aspektach, przejawach miłości, ale tak naprawdę tylko ślizga się po temacie, idąc w kierunku krótkich ekstremów.

Ponieważ bohaterowie niejednokrotnie zachowują się dziwnie i nielogicznie, trudno ich tak naprawdę polubić. Kogo tu mamy? Jest Jacuś, najbardziej przerysowana, irytująca postać ze wszystkich, chłopak, który ma obsesję na punkcie Wasyla, dawnego współlokatora z akademika. Jacuś ryczy całe noce z tęsknoty, zachowuje się jak psychol, a Wasyl ignoruje jego zachowanie, bo ma żonę i dziecko. Jest też Adrian, student filozofii chodzący z zaangażowaną dziennikarką, ale tak naprawdę zakochany w chorej na raka koleżance. Siostra Adriana natomiast jest w związku z facetem, który ją bije, ale ona wszystkie sińce i siniaki tłumaczy przypadkowymi obiciami. I inne tego typu banały, które prowadzą do najlepszej sceny w całym filmie, gdy większość bohaterów spotyka się na wspólnej kolacji. I tu jest szczyt wszystkiego, bo ta scena zupełnie nie interesuje samych twórców, którzy przedzielają ją napisami końcowymi. Najdurniejszy pomysł ze wszystkich, przez który całkiem siada napięcie i teoretycznie najważniejszy moment tej produkcji traci swą rangę.

Ocena: 3/10

Czytaj także:
Filmy 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni: „Ostatnia rodzina”, „Fale”

„Zud”, reż. Marta Minorowicz-McBride (Niemcy, Polska 2016)

Film prawie dokument, portretujący życie pewnej mongolskiej rodziny. Jej członkami są ojciec, matka i kilkunastoletni syn, który na czas zimy porzuca szkołę i wraca do rodziców na step, by pomóc w gospodarstwie, bo brakuje rąk do pracy. Rodzina hoduje owce, dba o konie i stado kóz. Dogląda swojej posiadłości dzień za dniem, mieszkając na totalnym pustkowiu. Czas mija im na tych samych zajęciach, ledwo wiążą koniec z końcem. Sukbath, bo tak ma na imię chłopak, trenuje jazdę na młodym koniu, ponieważ niedługo zbliża się wyścig, na którym można wygrać spore pieniądze.

„Zud” to film właściwie pozbawiony jakiegokolwiek komentarza, z bardzo krótkimi dialogami, który pokazuje surową rzeczywistość. Pracę w gospodarstwie, życie na pustkowiu. To film posiadający zupełnie odmienne tempo, spokojną atmosferę, której niespieszny klimat udziela się podczas seansu i niejako spowalnia nasz sposób odczuwania życia i świata. Rzeczywistością bohaterów rządzi przede wszystkim natura, to ona odmierza ich czas („zgodnie z ruchem słońca”), to ona nadaje niespieszne tempo ich życia. Ciekawie jest przestawić się na półtorej godziny na ten spowolniony sposób odczuwania, przeżywania, doświadczania.

W obrazie szokujące są natomiast surowość, bezpośredniość i w pewnym sensie brutalność w ukazywaniu zwierząt należących do bohaterów. Reżyserka niczego nie ukrywa, niczego nie upiększa, pokazuje życie ze wszystkimi jego brutalnymi odcieniami. Prezentuje widoki, do których być może nie jesteśmy przyzwyczajeni, ale które są częścią natury, częścią naturalnych zdarzeń. Najczęściej związanych ze śmiercią, czy to starych już koni, czy też młodych owiec, które nie zawsze wytrzymują surowe warunki otoczenia.

Ocena: 6/10

Czytaj także:
Filmy 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni: „Wołyń”, „Plac zabaw”

„Biuro budowy pomnika”, reż. Karolina Breguła (Polska 2016)

Konkurs Inne Spojrzenie miał w założeniu pokazywać kino młode, inne, szukające nowych form wyrazu, odmiennych tematów. „Biuro budowy pomnika” pod tym względem idealnie wpisuje się w formułę tego konkursu, bo nie da się ukryć, że jest filmem specyficznym, dziwnym, odmiennym. To pokręcona historia, momentami przesadnie udziwniona, momentami rozbrajająco zaskakująca, w pewnym stopniu urokliwa, pocieszna, ale niestety za bardzo sprawiająca wrażenie performance'u, impresji na pewien temat, niż filmu mówiącego o czymś konkretnym.

„Biuro budowy pomnika” na pierwszy rzut oka jest historią pewnej starszej kobiety, która kolekcjonuje zęby. Analizuje ich wygląd, kataloguje je według ściśle określonych zasad, trzyma w osobnych pudełeczkach. Ale wiele w tym filmie również dodatkowych wątków, sytuacji, postaci. Jest na przykład pewien łysy mężczyzna mieszkający na kolorowych ławkach przez blokiem, jest podróżny, który koniecznie chce kupić bilet do miasta o dziwnej, niespotykanej nazwie. Jest również pielęgniarka, która ciągle rozmawia przez telefon, jest drzewko na podwórzu, które nieustannie się przewraca, i tak dalej, i tym podobne. A wszystko to rozgrywa się w dziwnej przestrzeni, w osobliwym, jakby opuszczonym mieście, zawieszonym pomiędzy przeszłością a przyszłością, prawdą a fikcją.

I przez pewien czas nawet całkiem przyjemnie ogląda się te dziwne sytuacje, bo niektóre postrzelone pomysły bywają całkiem zabawne, intrygujące, zastanawiające. Poza tym postać głównej bohaterki jest na tyle ciekawie zagrana, na tyle sympatyczna, że choć zupełnie nie rozumie się jej zajęcia, chce się śledzić jej poczynania. Problem jednak polega na tym, że na dłuższą metę te dziwactwa pozbawione jakiejkolwiek fabuły zaczynają męczyć, denerwować, nużyć. I choć film trwa nieco ponad godzinę, pod koniec ma się wrażenie, że jego metraż był znacznie, znacznie dłuższy.

Ocena: 4/10

Czytaj także:
Filmy 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni: „Zaćma”, „Wszystkie nieprzespane noce”

 0

Czytaj także