Zgorzelski podkreślił, że biolodzy oceniają, że, aby odtworzyć drzewostan, ścięty od czasu obowiązywania ustawy, potrzeba będzie stu lat. Zaznaczył, że duży buk produkuje w ciągu godziny 1200 litrów tlenu. Taką samą ilość produkuje aż 2700 małych drzewek. – Myślę, że panu ministrowi Szyszce warto zadedykować książkę „Sekretne życie drzew” niemieckiego leśnika, który dowodzi, że drzewa to istoty społeczne, mają swoistą energię, potrafią się w swój naturalny sposób komunikować. Więc to jakby wycinanie zdrowych, żywych istot – mówił.
Polityk PSL uważa, że była to zaplanowana akcja, która teraz odbywa się już w mniejszym wymiarze, jednak nie z powodu refleksji posłów PiS, a z powodu okresu lęgowego ptaków, który zaczyna się od 1 marca. – Jesteśmy wszyscy bardzo wyczuleni na punkcie świętego prawa własności i pewnie nikt nie powinien ingerować, jeśli właściciel działki zdecyduje się wyciąć na swojej posesji drzewo, to jest dla mnie zrozumiałe. Tu chodziło o to, żeby w przestrzeni poza prywatnej dokonać siekierezady, aby na tych miejscach powstały domy i budynki – podsumował.
Zgodnie z ustawą, która w życie weszła 1 stycznia tego roku, podwyższone zostały obwody drzew, co do których nie trzeba starać się o zezwolenie na wycinkę. Z zezwoleń są zwolnione drzewa, których obwód pnia na wysokości 130 cm nie przekracza 100 cm w przypadku: topoli, wierzby, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej i platanu klonolistnego. W przypadkach pozostałych gatunków drzew – 50 cm. Właściciele działek zaczęli wykorzystywać nowe przepisy i na masową skalę wycinać drzewa w wielu polskich miastach.
