Śmierć posła Wójcikowskiego. Prokuratura zbadała wątek „smutnych panów”

Śmierć posła Wójcikowskiego. Prokuratura zbadała wątek „smutnych panów”

Rafał Wójcikowski
Rafał Wójcikowski / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Kwestia pogróżek, z jakimi poseł Kukiz'15 spotykał się przed śmiercią, znalazła się pod lupą prokuratorskiego śledztwa – pisze „Rzeczpospolita”. Jeden ze świadków podał jednak inny trop.

Śledczy badający przyczyny śmierci posła Rafała Wójcikowskiego skupili się obecnie na doniesieniach o pogróżkach. Według informacji „Rzeczpospolitej”, wdowa po zmarłym oraz jego dwóch asystentów potwierdzają pojawianie się gróźb. Miały dotyczyć gry na giełdzie, prowadzonej przez polityka Kukiz'15. – Dopóki nie przekroczyłem określonej wartości aktywów, to nikt się mną nie interesował – wyjaśniał Wójcikowski, opisując swój pierwszy kontakt ze „smutnymi panami”.

Tajemniczy mężczyźni mieli zwrócić mu uwagę, by nie interesował się akcjami spółek należących do konkretnej osoby. Podkreślali, że wiedzą, gdzie Wójcikowski mieszka. Jeden z asystentów posła przesłuchiwany przez policję stwierdził jednak, że pogróżki te były starą sprawą, a śledczy powinni skupić się na krytykowanej przez Wójcikowskiego ustawie hazardowej.

Śmiertelny wypadek na S8

Do wypadku doszło 19 stycznia około godz. 6.20 na trasie S8 niedaleko Rawy Mazowieckiej. Jak informowała w styczniu Prokuratura Okręgowa w Łodzi, W godzinach porannych volkswagen posła uderzył w bariery ochronne. Według relacji świadków miał on jeszcze wychodzić z pojazdu, aby obejrzeć zniszczenia. Kiedy wrócił do samochodu, w jego samochód uderzyło inne auto.

„Rzeczpospolita” już wcześniej opisywała wątpliwości wokół wypadku posła. W marcu Marcin Dobski z „RZ” pisał, że prokuratura poszukiwała wówczas jeszcze jednego świadka - kierowcy białego tira, który z pewnością przejeżdżał tuż obok samochodu posła Kukiz'15 w niewielkim odstępie czasowym od wypadku. Po pewnym czasie prokuraturze udało się odnaleźć tego kierowcę, który potwierdził wcześniejsze doniesienia dziennika, m.in. że w aucie posła w momencie uderzenia nie było już akumulatora, który znaleziono 20 metrów od miejsca wypadku. Co więcej, prokuratorzy ustalili, że w aucie Wójcikowskiego uszkodzony był przewód hamulcowy.

Czytaj także

 1
  • Prokuratura zbadała i co? Nie ma podejrzanych? Tak było zawsze , za SB i dziś. Tak będzie zawsze. Służby zabijały i będą zabijać. I nigdy ich nie skazują. Tylko że oni nie muszą uszkadzać przewodów hamulcowych. Ale cała sprawa jest podejrzana jeśli się znajdzie informacje w necie że w czasie akcji ratunkowej nie działał defibrylator, a po akcji był już sprawny. Zwykła rzecz. Był kiedyś taki znany haker który się chwalił na konferencji ds bezpieczeństwa inform. że potrafi się włamać do defibrylatora i zwiększyć napięcie prądu dostarczanego elektrodami z ok. 300 V do ponad 700V a to jest zabójcze dla serca. Ale haker był chorowity, bo kilka tygodni czy miesięcy po tej konferencji znaleziono go martwego w wannie.

    Czytaj także