Pod Lidlem krążył „pijany facet z rozbitą głową i bez butów”. Będzie dymisja komendanta wrocławskiej policji

Pod Lidlem krążył „pijany facet z rozbitą głową i bez butów”. Będzie dymisja komendanta wrocławskiej policji

Wrocław
Wrocław / Źródło: Wikimedia Commons / Vorwerk
W nocy ze środy na czwartek 4 stycznia do szpitala z rozbitą głową trafił komendant miejski wrocławskiej policji Zbigniew Raczak. Szef MSWiA już zapowiedział dymisję funkcjonariusza.

Asp. sztab. Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji potwierdził doniesienia lokalnych mediów, mówiących o hospitalizowaniu miejskiego komendanta policji z Wrocławia. Przekazał też, że po udzieleniu funkcjonariuszowi pomocy, został on odesłany do domu. Nie powiedział jednak, z jakiego powodu, ani w jakim stanie komendant znalazł się w szpitalu. Więcej na ten temat mieli do przekazania dziennikarze wrocławskiej „Wyborczej”.

Komendanta znaleźli sokiści

Z materiału opublikowanego przez „Gazetę Wyborczą” wynika, że podinspektor Zbigniew Raczak został znaleziony w dziwnych okolicznościach przez funkcjonariuszy SOK. „Służba Ochrony Kolei 33 minuty po północy powiadomiła policję, że pod Lidlem na Hubskiej krąży pijany facet z rozbitą głową i bez butów” – przekazał dziennikarzom anonimowy informator. TVN24 potwierdził na kolei doniesienia dotyczące nocnego „znaleziska”. – To był przypadek. Funkcjonariusze zauważyli taką osobę – komentował pracownik SOK. Dodawał, że chodzi o tę samą osobę, o której piszą media.

Zastąpił usuniętych po sprawie Stachowiaka

TVN24.pl ustalił też, że we Wrocławiu ma pojawić się zespół kontrolny, który zbada całą sprawę. Śledczych wysłać miał sam Komendant Główny Policji. Obrazu zamieszania wywołanego przez komendanta miejskiego we Wrocławiu dopełnia informacja zdobyta przez RMF FM. Według ich ustaleń, funkcjonariusz jeszcze przed trafieniem do szpitala miał spotkać się z komendantem wojewódzkim. Warto odnotować, że swoją funkcję Zbigniew Raczak objął w niecodziennych okolicznościach – po dymisjach policjantów w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka na wrocławskiej komendzie. Kulisy skandalu ujrzały światło dzienne dopiero po roku od zdarzenia, dzięki materiałowi „Superwizjera”.

Czytaj także

 9

Czytaj także