Była współpracownica Komorowskiego wyznaje: Piłam na umór

Była współpracownica Komorowskiego wyznaje: Piłam na umór

Anna Godzwon
Anna Godzwon Źródło:Facebook / Anna Godzwon
– Wieczory, noce – picie, byle dotrwać do weekendu i pić na umór – tak o swoim wieloletnim uzależnieniu od alkoholu w rozmowie z Magdaleną Rigamonti w „Dzienniku Gazecie Prawnej” opowiada Anna Godzwon, była współpracownica Bronisława Komorowskiego, dziennikarka, obecnie główny specjalista w krajowym Biurze Wyborczym.

– Tłumaczyłam sobie, że piję za swoje, więc co komu do tego. Do tego zasłużyłam, bo przecież ciężko pracuję, od rana do nocy, nie mam czasu na kino, teatr, bo zawsze coś wypada, a to koalicja się sypie, a to premier zwołuje konferencję – tłumaczy w rozmowie z "DGP" Anna Godzwon. Pytana o to, czy Komorowski wiedział o jej nałogu, Godzwon twierdzi, że dowie się dopiero teraz.

Komorowski wiedział?

– Sama mu nie powiedziałam, nie było okazji. Chociaż nie, może wiedział, ale nie dawał po sobie poznać – tłumaczy kobieta. – Pracowaliśmy razem prawie 10 lat. Byłam w jego biurze prasowym, najpierw kiedy był marszałkiem Sejmu, potem gdy został prezydentem. O alkoholizmie wiedział Jarek Szczepański, który zatrudniał mnie do biura prasowego Sejmu – dodaje. Przyznaje też, że powiedziała o swoich problemach Wojciechowi Hermelińskiemu, przewodniczącemu PKW.

Obama mówi: „She is great”

Anna Godzwon przyznaje, że piła przez czternaście lat, a z alkoholem zerwała 10 lat temu. W latach 2011-2015 pracowała w biurze prasowym prezydenta Bronisława Komorowskiego,a wcześniej współpracowała z nim jako marszałkiem Sejmu. – Widziałam, jak prezydent Obama szturcha prezydenta Komorowskiego na placu Zamkowym w Warszawie, wskazuje na mnie i mówi: „She is great”. Co by było, gdybym dalej piła? Nie siedziałabym z moimi dwiema współpracowniczkami z Pałacu Prezydenckiego naprzeciwko trzech facetów z Białego Domu i nie ustalilibyśmy krok po kroku wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce. Zresztą pewnie by mnie nie było, pewnie bym się zapiła – wspomina.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna